- Czekałem na Allison każdego dnia przez dwa tygodnie. Nie pojawiła się lecz przyznam, że nie dysponowałem dużą ilością wolnego czasu. Megan w staraniach aby wrócić do mych łask przygotowywała imprezy. Czasem musiałem skłamać, że wybieram się gdzieś indziej. Chemioterapia nie zniknie z mojego życia. Megan jest pod opieką ojca chrzestnego, ponieważ jej rodzice zginęli. Pracowali przy jakiś bakteriach i dostali jakiegoś zakażenia. Nie znam szczegółów, dowiedziałem się tyle ile było napisane w gazetach, bo Meg nie chciała rozmawiać na ten temat ale podobno dostała pokaźny majątek po rodzicach. Wuja rzadko widuje, ponieważ spędza większość czasu u swojej narzeczonej, która jest zazdrosna o chrześniaczkę. Nie ma się co dziwić, między Megan a jej ojcem chrzestnym nie ma żadnych wiązań krwi, był przyjacielem rodziny. Wcale nie zdziwiłbym się gdyby coś między nimi zaszło w przeszłości. Mniejsza z tym.
-Benjaminie możesz tak kąpiel? Tylko we dwoje-zaproponowała
ściągając swoją śliczną czerwoną sukienkę.
-To raczej nie jest możliwe-skwitowałem widząc tłum
nastolatków, którzy tylko czekają aby wejść do jacuzzi. Czarnowłosa spięła
powolnie włosy i weszła do wody zapraszając mnie gestem ręki. Kiedy miałem już
wejść ujrzałem Allison wpatrującą się we mnie. Pokręciła lekko głową i zeszła
schodami szklanego domu. Bez słowa pobiegłem za nią. Czuję się jak w filmie
romantycznym-bohater znajduje się w niezręcznej sytuacji i biegnie za swą
ukochaną aby wszystko jej wyjaśnić. Za dużo filmów.. zdecydowanie.
-Ali, przepraszam wiesz że my z Megan tylko się wygłupiamy..
-Jakbym nie wiedziała jaka ona jest. Spokojnie, nie musisz
mi się tłumaczyć. Idę do domu- uznała z przekonaniem i ruszyła dalej prosto. Chłodne
powietrze podwiewało jej włosy a na twarzy robiły się rumieńce z zimna.
-Nie przyszłaś do mnie ostatnio.
-Bo powróciło twoje dawne ja. Wolę zapamiętać chwile kiedy
byłeś wystraszonym i miłym Benem Cort a nie wyniosłym i zarozumiałym. Teraz
wybacz naprawdę muszę już iść.
-Nigdy u ciebie nie byłem, mimo że ty przychodziłaś do mnie
codziennie. Jesteś bardzo skryta. Jak pytam się o ciebie odpowiadasz krótko.
-I nie zamierzam cię zapraszać, przecież twój apartament
jest tak wspaniały!- krzyknęła z ironią i zaniosła się cichym śmiechem-Żegnaj,
Benjaminie.
Wsiadła do taksówki czekającej już na nią i odjechała.
Ruchem ręki zatrzymałem kolejny pojazd i ruszyłem za Allison. Zatrzymaliśmy się
pod hotelem The Surrey. Bywają tam bardzo znane osobistości. Naprzeciw Ali
wyszła elegancko ubrana kobieta w idealnie ułożonym koku a wyraz twarzy miała
bardzo surowy. Uderzyła ją w twarz i pokazała na zegarek. Dochodziła 21! Teraz
wszystko się układa. Albo Ali ma tak porąbaną matkę albo jej opiekunka jest
bardzo surowa. Kobieta wróciła do budynku szybkim krokiem zostawiając
blondynkę. Ta zsunęła się a po jej twarzy zaczęły spływać łzy. W tym momencie
wyszedłem z ukrycia i podbiegłem do niej.
-Hej, hej Bath spokojnie!- objąłem ją w ramionach i
delikatnie podniosłem z ziemi aby nie robić zamieszania.
-Śledziłeś mnie?!- wybuchła, nerwowo pocierając oczy aby
ukryć chwilową słabość.
-Nie będę kłamał, że przechodziłem obok. Tak, poszedłem za
tobą i uważam, że twoja matka jest okropna. Moja by mnie nigdy nie uderzyła
mimo iż czasem wykręcam gorsze numery. Jak chcesz możesz nocować u mnie, żaden
problem.
-Po pierwsze: to nie była moja matka tylko macocha. Moja
mama odeszła od taty we wrześniu w tamtym roku. Po drugie: jeśli sobie pójdę
będę w jeszcze większych kłopotach a po trzecie: nie będę szła do ciebie,
ponieważ to twoja wina, ze się spóźniłam! Jestem przy tobie zawsze kiedy mnie
potrzebujesz ale potem mnie odtrącasz, nie zauważyłeś?
-W tym momencie cię nie rozumiem! Nigdy cię nie odtrąciłem,
bo nigdy nie byliśmy parą! Czy się mylę?- spytałem desperacko chociaż
wiedziałem, że nie chodzi jej o to.
-Jakiś ty głupi! Pamiętasz jeszcze rozpoczęcie roku?
Rozpoczęliście plotkę, że zarywam do dwóch chłopaków a tak naprawdę to oni
startowali do mnie. Rozumiesz ironię? -w tym momencie zrobiła się tak wściekła,
że na jej twarzy pojawiła się purpura- Stałam się trędowatym. A najlepsze jest
to, że zamiast mnie przeprosić potwierdzaliście plotki.
-Myślałem, że nie trzymasz urazy..- powiedziałem niepewnie.
Ma rację. Ucierpiała tylko po to abyśmy my mogli zatrzymać twarz i się nie
pozabijać. Wtedy to się wydawało zabawne. Z resztą kto by się wtedy przejmował
jakąś przypadkową dziewczyną?
-Nie jestem taka jak WY. Postanowiłam, że za wszelką cenę
będę was unikać. Stało się to bardzo uciążliwe szczególnie kiedy staliście się
‘Elitą’ szkoły. Wszyscy robili to co wy. Kiedy zachorowałeś pomyślałam-ma
nauczkę. Ale uświadomiłam sobie, że nie pomagając ci byłabym taka jak ty.
Dlatego przyszłam. W tym czasie przyznam, polubiłam cię. Wracając do szkoły
znowu udajesz kogoś kim nie jesteś, ciekawe czy tylko mnie byłeś w stanie
pokazać swoją prawdziwą twarz. Gdyby nie ja nie skończyłoby się tylko na
chemioterapii ale również wizycie u psychologa.
Rozluźniłem uścisk i prawdopodobnie straciłem przytomność,
ponieważ kiedy znowu otwarłem powieki nie byłem pod hotelem The Surrey tylko w
swojej Sali szpitalnej. Dopiero teraz dotarło do mnie do powiedziała mi
Allison. Nadal czułem jej słowa jakbym usłyszał je przed minutą. Muszę ją za to
przeprosić. Katniss nie zdążyłem ale może zdążę naprawić jedno. Poszukałem ręką
przycisku, który wzywa pielęgniarkę. Przyszła wraz z matką, która od razu
rzuciła się do mnie przytulając przesadnie.
-Mamo?
-Tak, kochanie?- spytała ciepło. Nie zamieniłbym ją na żadną
inną kobietę.
-Pamiętasz jak kiedyś miałaś włosy koloru mlecznej
czekolady? Uważam, że wyglądałaś rewelacyjnie.
Usłyszałem tylko chichot pielęgniarki a moje powieki znowu
stały się ciężkie. Jakiś czas później przyjechał tata. Wypisują mnie ze
szpitala lecz będę miał tymczasowo naukę w domu dopóki mój stan się nie
poprawi.
-Tato, możemy porozmawiać?
Popatrzył na mnie niepewnie i zmarszczył brwi lecz po chwili
siedział już na krzesełku obok mojego łóżka. Teraz albo nigdy.
-Jesteś na mnie o coś zły? Rozumiem, że możesz być ze mnie
niezadowolony z powodu Katniss. Zachowałem się nieodpowiednio i przepraszam.
Wiem, że źle zrobiłem. Ale to coś innego prawda? Nie chodzi tylko o to..
-Ben, jesteś moim synem. Nigdy nie będę cię nienawidził
nawet kiedy nie przyjdziesz na pogrzeb swojej siostry czy powiesz mamie, że nie
pasuje jej ta barwa włosów.
Zaśmiałem się i uśmiechnąłem.
-Ale mimo wszystko coś jest na rzeczy. Widzę to.
Henryk Cort zakrył twarz rękami i po chwili ciszy zaczął
mówić:
-Poznaliśmy się z twoją matką na szkolnej potańcówce w
Constance Billard. Nie przyszliśmy na nią razem ale nasi partnerowie byli
bardziej zainteresowani sobą niż nami wiec zaczęliśmy ze sobą tańczyć i
rozmawiać. Naprawdę, szkoda że nie organizujecie już tego typu zabaw.
-Nie rozumiem co to ma do rzeczy.. mama mówiła mi już jak
się poznaliście.
-Ale nie wiesz wszystkiego. Daj mi skończyć, proszę. Polubiliśmy
się ale Elizabeth już kogoś miała. Mężczyzna z którym przyszła na bal. Dzień
przed balem dowiedziała się, że spodziewa się dziecka a jej partner nie znosił
tej wiadomości zbyt dobrze. Dwa miesiące później zmarł mój ojciec. Zostawił mi
duży majątek ale miał warunek. Małżeństwo. Pierwszą kandydatką, która przyszła
mi do głowy była Elizabeth ale obawiam się, że nie o taką żonę chodziło mojemu
ojcu-z dzieckiem, które nawet nie jest moje i jeszcze pochodzi z Meksyku.
Pojechała do Nowego Jorku kręcić jakąś reklamę, sam wiesz że była modelką. Mimo
tego oświadczyłem się.
-Z tego wynika, że..
-Nie jestem, twoim biologicznym ojcem. To jeszcze nie
wszystko, wysłuchaj mnie do końca. Twoja matka odrzuciła mnie twierdząc, ze
zrujnuje życie moje i Roberta-tak nazywał się ten chłopak. Chyba uważała, że
nie zostawi jej z dzieckiem. Zrobił to następnego dnia. Należał do bardzo
szanowanej rodziny, nie chciał sobie zniszczyć imienia. Wtedy jeszcze
obowiązywała ta zasada ‘po ślubie’. Ponowiłem swoją propozycję i znowu zostałem
odrzucony. Jeśli nie udałoby mi się zdobyć ręki żadnej kobiety ciągu roku,
spadek dostałby mój młodszy brat. Mogłem mieć każdą, ale chciałem twoją matkę. Miesiąc
przed twymi narodzinami zostałem przyjęty.
-To mama nie była wtedy w ciąży z Katniss?- zapytałem nie za
bardzo rozumiejąc. Ojciec skrzywił się i wrócił do opowieści. Czułem się jakby
opowiadał mi bajkę na dobranoc, bo znowu zacząłem się robić senny ale trzymałem
się całą swą silną wolą.
-Owszem ale to nadal nie wszystko. Musisz wiedzieć, ze twoja
mama była kiedyś bardziej rozrywkowa-powiedział i zaśmiał się
nieśmiało-Ożeniłem się z Clarissą Black. Była to dziewczyna bardzo mądra i
ładna oraz z dobrym posagiem. Miałem jeszcze tylko miesiąc aż spadek przejdzie
na mego brata a żeniąc się z Clary odzyskałem spokój, że David wszystkiego nie
roztrwoni. Nie myśl, że jestem materialistą. Byliśmy ze sobą nieszczęśliwi.
Ciągle myślałem o Elizabeth a ona zakochała się w innym chłopaku z Yale, gdzie
oboje chodziliśmy. Nie miałem jej tego za złe. Rozwiedliśmy się ugodowo, czasem
nawet napiszemy do siebie. Wtedy dowiedziałem się o kolejnej ciąży twojej mamy.
Od razu pojechałem do Meksyku by ją odnaleźć. Tym razem jak już wspomniałem
zostałem przyjęty.
-Kim tym razem jest ojciec?- zapytałem słabo. Wiem, że nie
było łatwo wyciągnąć to z taty ale teraz musze wiedzieć wszystko.
-Mama nie bez powodu ukrywała to przed tobą tyle czasu.
Teraz się prześpij a rano zabiorę cię do domu, obiecuję-pocałował mnie w czoło
i wyszedł zostawiając mnie samego z masą dalszych pytań w białym pomieszczeniu.
15.Odnaleźć ojca
(prawdziwego ojca).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz