piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 5


  1. Czekałem na Allison każdego dnia przez dwa tygodnie. Nie pojawiła się lecz przyznam, że nie dysponowałem dużą ilością wolnego czasu. Megan w staraniach aby wrócić do mych łask przygotowywała imprezy. Czasem musiałem skłamać, że wybieram się gdzieś indziej. Chemioterapia nie zniknie z mojego życia. Megan jest pod opieką ojca chrzestnego, ponieważ jej rodzice zginęli. Pracowali przy jakiś bakteriach i dostali jakiegoś zakażenia. Nie znam szczegółów, dowiedziałem się tyle ile było napisane w gazetach, bo Meg nie chciała rozmawiać na ten temat ale podobno dostała pokaźny majątek po rodzicach. Wuja rzadko widuje, ponieważ spędza większość czasu u swojej narzeczonej, która jest zazdrosna o chrześniaczkę. Nie ma się co dziwić, między Megan a jej ojcem chrzestnym nie ma żadnych wiązań krwi, był przyjacielem rodziny. Wcale nie zdziwiłbym się gdyby coś między nimi zaszło w przeszłości. Mniejsza z tym.
-Benjaminie możesz tak kąpiel? Tylko we dwoje-zaproponowała ściągając swoją śliczną czerwoną sukienkę.
-To raczej nie jest możliwe-skwitowałem widząc tłum nastolatków, którzy tylko czekają aby wejść do jacuzzi. Czarnowłosa spięła powolnie włosy i weszła do wody zapraszając mnie gestem ręki. Kiedy miałem już wejść ujrzałem Allison wpatrującą się we mnie. Pokręciła lekko głową i zeszła schodami szklanego domu. Bez słowa pobiegłem za nią. Czuję się jak w filmie romantycznym-bohater znajduje się w niezręcznej sytuacji i biegnie za swą ukochaną aby wszystko jej wyjaśnić. Za dużo filmów.. zdecydowanie.
-Ali, przepraszam wiesz że my z Megan tylko się wygłupiamy..
-Jakbym nie wiedziała jaka ona jest. Spokojnie, nie musisz mi się tłumaczyć. Idę do domu- uznała z przekonaniem i ruszyła dalej prosto. Chłodne powietrze podwiewało jej włosy a na twarzy robiły się rumieńce z zimna. 
-Nie przyszłaś do mnie ostatnio.
-Bo powróciło twoje dawne ja. Wolę zapamiętać chwile kiedy byłeś wystraszonym i miłym Benem Cort a nie wyniosłym i zarozumiałym. Teraz wybacz naprawdę muszę już iść.
-Nigdy u ciebie nie byłem, mimo że ty przychodziłaś do mnie codziennie. Jesteś bardzo skryta. Jak pytam się o ciebie odpowiadasz krótko.
-I nie zamierzam cię zapraszać, przecież twój apartament jest tak wspaniały!- krzyknęła z ironią i zaniosła się cichym śmiechem-Żegnaj, Benjaminie.
Wsiadła do taksówki czekającej już na nią i odjechała. Ruchem ręki zatrzymałem kolejny pojazd i ruszyłem za Allison. Zatrzymaliśmy się pod hotelem The Surrey. Bywają tam bardzo znane osobistości. Naprzeciw Ali wyszła elegancko ubrana kobieta w idealnie ułożonym koku a wyraz twarzy miała bardzo surowy. Uderzyła ją w twarz i pokazała na zegarek. Dochodziła 21! Teraz wszystko się układa. Albo Ali ma tak porąbaną matkę albo jej opiekunka jest bardzo surowa. Kobieta wróciła do budynku szybkim krokiem zostawiając blondynkę. Ta zsunęła się a po jej twarzy zaczęły spływać łzy. W tym momencie wyszedłem z ukrycia i podbiegłem do niej.
-Hej, hej Bath spokojnie!- objąłem ją w ramionach i delikatnie podniosłem z ziemi aby nie robić zamieszania.
-Śledziłeś mnie?!- wybuchła, nerwowo pocierając oczy aby ukryć chwilową słabość.
-Nie będę kłamał, że przechodziłem obok. Tak, poszedłem za tobą i uważam, że twoja matka jest okropna. Moja by mnie nigdy nie uderzyła mimo iż czasem wykręcam gorsze numery. Jak chcesz możesz nocować u mnie, żaden problem.
-Po pierwsze: to nie była moja matka tylko macocha. Moja mama odeszła od taty we wrześniu w tamtym roku. Po drugie: jeśli sobie pójdę będę w jeszcze większych kłopotach a po trzecie: nie będę szła do ciebie, ponieważ to twoja wina, ze się spóźniłam! Jestem przy tobie zawsze kiedy mnie potrzebujesz ale potem mnie odtrącasz, nie zauważyłeś?
-W tym momencie cię nie rozumiem! Nigdy cię nie odtrąciłem, bo nigdy nie byliśmy parą! Czy się mylę?- spytałem desperacko chociaż wiedziałem, że nie chodzi jej o to.
-Jakiś ty głupi! Pamiętasz jeszcze rozpoczęcie roku? Rozpoczęliście plotkę, że zarywam do dwóch chłopaków a tak naprawdę to oni startowali do mnie. Rozumiesz ironię? -w tym momencie zrobiła się tak wściekła, że na jej twarzy pojawiła się purpura- Stałam się trędowatym. A najlepsze jest to, że zamiast mnie przeprosić potwierdzaliście plotki.
-Myślałem, że nie trzymasz urazy..- powiedziałem niepewnie. Ma rację. Ucierpiała tylko po to abyśmy my mogli zatrzymać twarz i się nie pozabijać. Wtedy to się wydawało zabawne. Z resztą kto by się wtedy przejmował jakąś przypadkową dziewczyną?
-Nie jestem taka jak WY. Postanowiłam, że za wszelką cenę będę was unikać. Stało się to bardzo uciążliwe szczególnie kiedy staliście się ‘Elitą’ szkoły. Wszyscy robili to co wy. Kiedy zachorowałeś pomyślałam-ma nauczkę. Ale uświadomiłam sobie, że nie pomagając ci byłabym taka jak ty. Dlatego przyszłam. W tym czasie przyznam, polubiłam cię. Wracając do szkoły znowu udajesz kogoś kim nie jesteś, ciekawe czy tylko mnie byłeś w stanie pokazać swoją prawdziwą twarz. Gdyby nie ja nie skończyłoby się tylko na chemioterapii ale również wizycie u psychologa.
Rozluźniłem uścisk i prawdopodobnie straciłem przytomność, ponieważ kiedy znowu otwarłem powieki nie byłem pod hotelem The Surrey tylko w swojej Sali szpitalnej. Dopiero teraz dotarło do mnie do powiedziała mi Allison. Nadal czułem jej słowa jakbym usłyszał je przed minutą. Muszę ją za to przeprosić. Katniss nie zdążyłem ale może zdążę naprawić jedno. Poszukałem ręką przycisku, który wzywa pielęgniarkę. Przyszła wraz z matką, która od razu rzuciła się do mnie przytulając przesadnie.
-Mamo?
-Tak, kochanie?- spytała ciepło. Nie zamieniłbym ją na żadną inną kobietę.
-Pamiętasz jak kiedyś miałaś włosy koloru mlecznej czekolady? Uważam, że wyglądałaś rewelacyjnie.
Usłyszałem tylko chichot pielęgniarki a moje powieki znowu stały się ciężkie. Jakiś czas później przyjechał tata. Wypisują mnie ze szpitala lecz będę miał tymczasowo naukę w domu dopóki mój stan się nie poprawi.
-Tato, możemy porozmawiać?
Popatrzył na mnie niepewnie i zmarszczył brwi lecz po chwili siedział już na krzesełku obok mojego łóżka. Teraz albo nigdy.
-Jesteś na mnie o coś zły? Rozumiem, że możesz być ze mnie niezadowolony z powodu Katniss. Zachowałem się nieodpowiednio i przepraszam. Wiem, że źle zrobiłem. Ale to coś innego prawda? Nie chodzi tylko o to..
-Ben, jesteś moim synem. Nigdy nie będę cię nienawidził nawet kiedy nie przyjdziesz na pogrzeb swojej siostry czy powiesz mamie, że nie pasuje jej ta barwa włosów.
Zaśmiałem się i uśmiechnąłem.
-Ale mimo wszystko coś jest na rzeczy. Widzę to.
Henryk Cort zakrył twarz rękami i po chwili ciszy zaczął mówić:
-Poznaliśmy się z twoją matką na szkolnej potańcówce w Constance Billard. Nie przyszliśmy na nią razem ale nasi partnerowie byli bardziej zainteresowani sobą niż nami wiec zaczęliśmy ze sobą tańczyć i rozmawiać. Naprawdę, szkoda że nie organizujecie już tego typu zabaw.
-Nie rozumiem co to ma do rzeczy.. mama mówiła mi już jak się poznaliście.
-Ale nie wiesz wszystkiego. Daj mi skończyć, proszę. Polubiliśmy się ale Elizabeth już kogoś miała. Mężczyzna z którym przyszła na bal. Dzień przed balem dowiedziała się, że spodziewa się dziecka a jej partner nie znosił tej wiadomości zbyt dobrze. Dwa miesiące później zmarł mój ojciec. Zostawił mi duży majątek ale miał warunek. Małżeństwo. Pierwszą kandydatką, która przyszła mi do głowy była Elizabeth ale obawiam się, że nie o taką żonę chodziło mojemu ojcu-z dzieckiem, które nawet nie jest moje i jeszcze pochodzi z Meksyku. Pojechała do Nowego Jorku kręcić jakąś reklamę, sam wiesz że była modelką. Mimo tego oświadczyłem się.
-Z tego wynika, że..
-Nie jestem, twoim biologicznym ojcem. To jeszcze nie wszystko, wysłuchaj mnie do końca. Twoja matka odrzuciła mnie twierdząc, ze zrujnuje życie moje i Roberta-tak nazywał się ten chłopak. Chyba uważała, że nie zostawi jej z dzieckiem. Zrobił to następnego dnia. Należał do bardzo szanowanej rodziny, nie chciał sobie zniszczyć imienia. Wtedy jeszcze obowiązywała ta zasada ‘po ślubie’. Ponowiłem swoją propozycję i znowu zostałem odrzucony. Jeśli nie udałoby mi się zdobyć ręki żadnej kobiety ciągu roku, spadek dostałby mój młodszy brat. Mogłem mieć każdą, ale chciałem twoją matkę. Miesiąc przed twymi narodzinami zostałem przyjęty.
-To mama nie była wtedy w ciąży z Katniss?- zapytałem nie za bardzo rozumiejąc. Ojciec skrzywił się i wrócił do opowieści. Czułem się jakby opowiadał mi bajkę na dobranoc, bo znowu zacząłem się robić senny ale trzymałem się całą swą silną wolą.
-Owszem ale to nadal nie wszystko. Musisz wiedzieć, ze twoja mama była kiedyś bardziej rozrywkowa-powiedział i zaśmiał się nieśmiało-Ożeniłem się z Clarissą Black. Była to dziewczyna bardzo mądra i ładna oraz z dobrym posagiem. Miałem jeszcze tylko miesiąc aż spadek przejdzie na mego brata a żeniąc się z Clary odzyskałem spokój, że David wszystkiego nie roztrwoni. Nie myśl, że jestem materialistą. Byliśmy ze sobą nieszczęśliwi. Ciągle myślałem o Elizabeth a ona zakochała się w innym chłopaku z Yale, gdzie oboje chodziliśmy. Nie miałem jej tego za złe. Rozwiedliśmy się ugodowo, czasem nawet napiszemy do siebie. Wtedy dowiedziałem się o kolejnej ciąży twojej mamy. Od razu pojechałem do Meksyku by ją odnaleźć. Tym razem jak już wspomniałem zostałem przyjęty.
-Kim tym razem jest ojciec?- zapytałem słabo. Wiem, że nie było łatwo wyciągnąć to z taty ale teraz musze wiedzieć wszystko.
-Mama nie bez powodu ukrywała to przed tobą tyle czasu. Teraz się prześpij a rano zabiorę cię do domu, obiecuję-pocałował mnie w czoło i wyszedł zostawiając mnie samego z masą dalszych pytań w białym pomieszczeniu.
15.Odnaleźć ojca (prawdziwego ojca).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz