niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział 6




Moją nową nauczycielką okazała się pani Eva Miller-kobieta, którą ujrzałem jakiś miesiąc temu kiedy uderzyła w twarz moją przyjaciółkę. Jak zobaczyłem ja wchodzącą do mojego pokoju, myślałem że chce rozmawiać na temat swojej pasierbicy. Dzisiaj również miała sztywno spięte włosy a ubrany miała prosty komplet w granatowym kolorze. Co jak co ale nie spodziewałem się, że macocha Allison jest nauczycielką. Mimo iż napisałem do niej mnóstwo SMS-ów (nie odpisała na żaden) napisałem kolejny, że jej matka została moją nauczycielką. Oczywiście nie mogłem podać powodu rodzicom, dlaczego pani Miller nie może mnie uczyć. W zachowaniu była równie sztywna co w ubiorze.
Poczułem wibracje koło nogi. Odpisała.
Kiedy skończyły się lekcje w Constance Billard, Allison przyszła czekając chwilę w holu aż jej przyszywana matka wyjdzie z hotelu. Była inaczej ubrana niż zazwyczaj. Jej różnorodne wisiorki zniknęły, a zamiast dużych kolczyków np. piór ptaków pojawiły się małe srebrne kolczyki. Zauważyła, że się jej przyglądam, więc tylko krzywo się uśmiechnęła i położyła się bezwładnie na moje łóżko.
-Bardzo się zdenerwowała po tej imprezie, powiedziała tacie, że bardzo się zmieniłam i nadal tęsknię po mamie oraz że nie traktuję jej z należytym szacunkiem-powiedziała bez żadnych emocji jak to ma w zwyczaju-Tato bardzo się zdenerwował. Widzisz, bardzo ceni sobie to co mówi mu Eva i bardzo cierpi z powodu mamy. Odeszła bez cienia wyjaśnienia, nie mam teraz na nią żadnych namiarów. Trzy miesiące po ich rozstaniu tato  ożenił się z kobietą, którą znał zaledwie rok. Wyrzucili mi całą biżuterię i większość ubrań, które ‘źle na mnie wpływają’. Jak widzisz zostały mi same kwiatkowe spódnice, które kiedyś nosiłam-zaśmiała się przy ostatnim zdania. Ja również. Naprawdę nie sądziłem, że Allison kiedykolwiek się tak ubierała.
-Nie próbowałaś porozmawiać z tatą? Ja zrobiłem to ostatnio i bardzo mi to pomogło, naprawdę. Dowiedziałem się wielu o sobie-przyznałem i opowiedziałem jej to co usłyszałem jakiś czas temu. Nadal wszystko jest dla mnie świeże lecz staram się nie dawać tego po sobie poznać.
-A co na to twoja mama?- zapytała. Jest dobrą słuchaczką, co w tej chwili było dla mnie bardzo ważne.
-Nie rozmawiałem z nią na ten temat. Raczej nie wydaje się skora do rozmowy..
-Twój ojciec też nie był. A jeśli chodzi o moją macochę to przepraszam za cokolwiek co zrobi. Traktuje bardzo poważnie swoje obowiązki, poczułam to na swojej skórze-rzekła i zaczęła schodzić z łóżka.
-Zdaję sobie sprawę. Dziękuję ci za rozmowę, naprawdę nie sądziłem, że się zjawisz.
-Mi też była potrzebna-uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Może rzeczywiście powinienem porozmawiać z mamą. W końcu minęło już sporo lat od tamtych wydarzeń. W końcu spanikowałem i zajrzałem do listy. Brakuje jeszcze pięciu punktów. Zbliżają się ferie zimowe co oznacza, że pora jechać na snowboard. Może uda mi się nakłonić rodziców by zabrać Allison. Jakoś nie umiem jej sobie wyobrazić na desce ale ja będę musiał uczyć się francuskiego to ona jeździć na snowboardzie. Na samą myśl o tym poprawił mi się humor.
Pani Miller tak jak sądziłem okazała się bardzo surową nauczycielką lecz moje stopnie poprawiły się ku uciesze moich rodziców. Teraz już z pewnością nie było mowy o jakiejkolwiek zmianie. Ale dzięki temu moje relacje z Ali uległy poprawie. Znowu zaczęła mnie ‘nachodzić’ po szkole, kiedy jej macocha wychodziła. Z pewnością nie chciała na nią wpaść.
Tata zgodził się zabrać ją na ferie! Ona chyba nie podchodzi do tego tak entuzjastycznie jak ja ale w końcu mnie się nie odmawia. Podróż tak jak do Londynu przebiegła w ciszy. Kiedy dotarliśmy do gór Austrii ujrzeliśmy śnieg pokrywający całą powierzchnię. Na Manhattanie rzadko bywa śnieg więc wpadliśmy w euforię. Oczywiście od razu po wejściu do hoteliku tato zaszył się w swoim pokoju a mama dawała kazanie, że mamy się dobrze zachowywać. Przydzielono nam z Ali jeden pokój. Dzisiaj mieliśmy czas na relaks i zwiedzenie okolicy a od jutra mają rozpocząć się lekcje. Wynajęliśmy osobistego trenera. W końcu niecałe dwa tygodnie to nie dużo. Pierwsze co zrobiliśmy to rozmowa rozpakowując się. Mam nadzieję, że tutaj nie będzie okazji na zakupy chociaż mimo wszystko będę miło wspominać tamten wyjazd.
-Jesteśmy znowu przyjaciółmi?- zapytałem ostrożnie nie chcąc wywołać kłótni.
-W przeszłości oboje popełniliśmy błędy.
-Chciałaś powiedzieć, że ja popełniłem błąd-poprawiłem. Odłożyła swoją walizkę w kąt i spojrzała na mnie.
-Gdybym zainterweniowała może nie byłoby tak jak jest teraz. Tak naprawdę nie przeszkadza mi życie w odosobnieniu a wy tylko mi to udostępniliście.
Ja również odłożyłem swoje rzeczy myśląc nad odpowiedzią.
-Lecz nie musiało to tak wyglądać. Zrobiliśmy to dla wygody a nie dlatego, że myśleliśmy, że tak będzie lepiej dla ciebie-powiedziałem całkiem szczerze zadziwiając samego siebie. Zmieniłem się przez te kilka miesięcy i teraz naprawdę widzę zmianę.
-Może gdybym wtedy zatańczyła z którymś z was również należałabym do Elity i chodziłabym z którymś z was. Nie byłabym wtedy tym kim jestem.
-A podobasz mi się taka jaka jesteś teraz-podszedłem do niej i ogarnąłem kosmyk jej włosów z twarzy. Zarumieniła się lekko i obróciła się szybko bym nie ujrzał jej zakłopotania. Była pierwszą dziewczyną z którą byłem tak szczery. Mogłem jej powiedzieć wszystko. Jest ładna lecz również inteligenta co bardzo cenię a przede wszystkim jest moją przyjaciółką. Nie taką jak Megan z którą się pije lecz taką na którą zawsze mogę liczyć. Ale czy chcę by nadal była moją przyjaciółkę czy chcę czegoś więcej? Może ten wyjazd to czas by odpowiedzieć na to pytanie.
-Obiad!- zawołała mama z kuchni. Tym razem ma dobre wyczucie czasu. Poszliśmy bez szemrania gdzie czekali już na nas rodzice. Miasteczko okazało się bardzo urokliwe, chociaż mróz na początku bardzo doskwierał. Jakieś dwa dni później udało nam się przystosować do nowej temperatury mimo to wolę nowojorski klimat. Muszę przyznać, że nauka jazdy idzie lepiej Allison niż mnie. Ferie się kończą a ja nadal nie jestem pewien swoich uczuć. Ciekawe czy ona zastanawia się nad tym samym. Podbiegła do mnie z kolorową ulotką. „Latanie na spadochronie. Tylko dzisiaj!”
7. Zrobić coś ekstremalnego np. skok z samolotu.
-Naprawdę chcesz iść? Możemy zapomnieć o tym punkcie na naszej liście.
-Nie rozumiesz. Zawsze marzyłam o tym by to zrobić! Mama obiecała mi kiedyś, że skoczymy razem z samolotu. Jest aktorką w teatrze. Nie potrafiła zagrać w jednej sztuce, bo reżyser mówił, że nie potrafi przezwyciężyć strachu więc skoczyła. Powiedziała mi wtedy, że czegoś takiego się nie zapomina. Miałam wtedy sześć lat.
Teraz nie ma szans bym zrezygnował. Chętnych nie było tak dużo jak uważałem, więc czekaliśmy kilka minut na naszą kolej.
-Ben?
-Tak?- zapytałem spoglądając na nią. Miała czerwone policzki z zimna a na jej twarzy widniał grymas.
-Nie zrobię tego-powiedziała stanowczo wychodząc z kolejki.
-Przepraszam, państwo na spadochron?- mężczyzna ze śmieszną bródką spojrzał na nas pytająco.
-Może pan poczekać chwilkę?
Mężczyzna kiwnął głową na znak zgody lecz widać było jego niezadowolenie.
-Ali, co się dzieje? Przecież chciałaś tego.
-Chciałam. Ale robiąc to będę tkwić w przeszłości. Chciałam to zrobić razem z mamą a teraz jej nie ma-rzekła siadając na śniegu.
-Teraz zrobisz to ze mną, ponieważ mi to obiecałaś. Znajdę twoją mamę i wyjaśnię, dlaczego zniknęła. Obiecuję.
Spojrzała na mnie mrużąc oczy. Jej tęczówki były dzisiaj koloru niebieskiego jak jej kostium. Przyznam, że podobał mi się jej nowy styl i myślę, że też się już z nim pogodziła. Obcy zaczęli się do niej zalotnie uśmiechać a znajomi ze szkole pisać. Nie sądzę by był to zbieg okoliczności.
-Dobrze, zróbmy to.
Było tak jak mówiła matka Allison. Czegoś takiego nigdy się nie zapomina.

***

16. Dowiedzieć się, dlaczego Melody Forest zniknęła z życia Allison Bath.
Melody Forest-odeszła od ojca Allison w 2011 roku bez cienia wyjaśnienia, nie kontaktując się ze swoją córką ani mężem. Ali wspominała, że jest bardzo podobna do matki. Czyli wiem niewiele ale musi wystarczyć. Tylko zastanawia mnie to, że kobieta odeszła ale w jakiś sposób musiała się rozwieść. Zostawiła papiery rozwodowe albo jednak w jakiś sposób się kontaktowała. Musiałbym porozmawiać z panem Bath a szczerze powiedziawszy wolałbym nie. Wpisałem jego nazwisko do Google. George Bath jest jednym z najlepszych bejsbolistów w kraju! Jak mogłem o tym nie wiedzieć! Najwidoczniej ograniczam się tylko do koszykówki. Jest mnóstwo informacji na temat kariery i dwóch małżeństw lecz nie ma żadnej informacji na temat zakończenia pierwszego związku. 
-Benjaminie! Dzwonił twój lekarz, uważa że jesteś w stanie chodzić do szkoły nie potrzebujesz już prywatnych lekcji ale jeśli wolisz zostawać w domu..-krzyknęła moja matka z salonu. Bardziej opłaca się zostać w domu razem z macochą Allison czy wrócić i jakoś umówić się u niej. Pewnie nie będzie tym pomysłem zachwycona. 
-Chciałbym do końca tygodnia zostać jeszcze w domu, jeśli to nie kłopot-odpowiedziałem. To będzie najrozsądniejsza decyzja. Kolejną rzeczą, która zaprząta mi głowę to mój ojciec. Tym razem mam jeszcze mniej informacji mimo iż dotyczy to mojej rodziny. Zostaje mi tylko porozmawiać z mamą ale nie będzie to łatwe. Skoro nie chciała nic powiedzieć przez siedemnaście lat, dlaczego miałaby zrobić to teraz? Tylko jest mi winna prawdę a ojciec nic nie powie. W tym jestem pewien. Zrobi wszystko by chronić mamę. Tylko przed czym? Przede mną? 
-Przyniosłam ci książkę do przeczytania. To moja ulubiona i uważam, że powinieneś sobie z nią poradzić. Nie jest 'gruba' a fabuła powinna cię zainteresować- Allison podała mi książkę, kiedy przyszła. Rzeczywiście nie była gruba. "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins. Słyszałem o filmie ale jakoś nie miałem okazji zobaczyć. Jakoś się z tym zmierzę. Teraz muszę powiedzieć Ali wszystko o czym myślałem przez ostatni tydzień po powrocie z Austrii. Bariera między nami coraz bardziej miedzy nami topnieje. Wysłuchała wszystkiego ze spokojem.
-Może chciałbyś przyjść do mnie na kolację. Mój tata chętnie cię pozna a przyjeżdża za kilka dni. Powiem ci jeszcze w najbliższym czasie czy to pewne-powiedziała uśmiechając się. Zaskoczyła mnie. Spodziewałem się całkiem innej reakcji. 
-Chciałabyś wybrać się ze mną na cmentarz?-zapytałem z nadzieją. Planowałem to od samego początku powstania listy lecz nie chciałem iść tam sam. Sam z wyrzutami sumienia ale czuję się już znacznie lepiej. 
-Do twojej siostry?-potwierdziłem skinięciem głowy-Oczywiście.
Cmentarz na którym była moja siostra był bardzo surowy. Wszystkie nagrobki wyglądały podobnie tylko kwiaty i znicze się różniły. Wokół stały ogromne drzewa. Byłem tutaj tylko raz, kiedy umarł przyszedłem tutaj z tatą na grób dziadka. Katniss leżała zaraz obok. Stałem tak przez jakiś czas rozmyślając jak dużo czasu straciłem. Mogliśmy razem zrobić tyle rzeczy. Allison była tuż za mną trzymając rękę na moim ramieniu przez jakiś moment. Po chwili obróciłem się i pocałowałem ją.
17.Pocałować kogoś, kogo pokocham.
Dopisałem ten punkt tuż przed wyjściem, kiedy Ali zgodziła się ze mną pójść. Wtedy wiedziałem. Byłem w niej zakochany odkąd po raz pierwszy ją zobaczyłem. Dlatego nie byłem szczęśliwy w związku z Amy (chociaż to nie jedyny powód) i nie potrafiłem znaleźć sobie kogoś innego.
Odwzajemniła pocałunek lecz zrobiła to bardzo niepewnie. Musiałem ją zaskoczyć ale myślę, że ona czuje to samo do mnie. Mimo iż ona mogła mnie na początku nienawidzić. Nie mógłbym być na nią o to zły to całkowicie moja wina lecz myślę że..zauważyła moją zmianę. Skoro ja ją widzę to ona tym bardziej. Podprowadziłem Allison pod jej hotel w ciszy.
-Zrobiłeś to pod wpływem impulsu czy..?-zapytała się wpatrując się we mnie intensywnie.
-Myślę, że znasz odpowiedź.
Uśmiechnęła się. W filmach takie sytuacje wyglądają zupełnie inaczej. Objąłem ją i staliśmy tak przez jakiś moment.
-Ja też-powiedziała po chwili. Tym razem oboje uśmiechaliśmy się. Żaden nie zamierza powiedzieć tego pierwszy.
-Jak długo?-zapytałem.
-Od bardzo dawna-przyznała. Puściłem ją delikatnie i znów spojrzałem w oczy. Dzisiaj były koloru błękitu. Wyglądała niesamowicie.
-Myślę, że ja też ale dopiero niedawno to sobie uświadomiłem. Chciałem cię jeszcze raz przeprosić za nasze pierwsze spotkanie i zrozumiem jeśli nie będziesz chciała ze mną być ale chcę byś wiedziała, że zmieniłem się. I nie sprostałbym temu wszystkiemu gdyby nie ty-rzekłem.
-Każdy potrzebuje wsparcia, nikt nie poradziłby sobie w takiej sytuacji sam.
-A jaka jest twoja odpowiedź?
-Myślę, że wiesz.
Uśmiechnąłem się łobuziersko i pocałowałem ją w usta.

__________________________________________________
Dzisiaj rozdział z dedykacją dla Madzi, która jest chyba najwierniejszą czytelniczką bloga :D 
Kaka

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 5


  1. Czekałem na Allison każdego dnia przez dwa tygodnie. Nie pojawiła się lecz przyznam, że nie dysponowałem dużą ilością wolnego czasu. Megan w staraniach aby wrócić do mych łask przygotowywała imprezy. Czasem musiałem skłamać, że wybieram się gdzieś indziej. Chemioterapia nie zniknie z mojego życia. Megan jest pod opieką ojca chrzestnego, ponieważ jej rodzice zginęli. Pracowali przy jakiś bakteriach i dostali jakiegoś zakażenia. Nie znam szczegółów, dowiedziałem się tyle ile było napisane w gazetach, bo Meg nie chciała rozmawiać na ten temat ale podobno dostała pokaźny majątek po rodzicach. Wuja rzadko widuje, ponieważ spędza większość czasu u swojej narzeczonej, która jest zazdrosna o chrześniaczkę. Nie ma się co dziwić, między Megan a jej ojcem chrzestnym nie ma żadnych wiązań krwi, był przyjacielem rodziny. Wcale nie zdziwiłbym się gdyby coś między nimi zaszło w przeszłości. Mniejsza z tym.
-Benjaminie możesz tak kąpiel? Tylko we dwoje-zaproponowała ściągając swoją śliczną czerwoną sukienkę.
-To raczej nie jest możliwe-skwitowałem widząc tłum nastolatków, którzy tylko czekają aby wejść do jacuzzi. Czarnowłosa spięła powolnie włosy i weszła do wody zapraszając mnie gestem ręki. Kiedy miałem już wejść ujrzałem Allison wpatrującą się we mnie. Pokręciła lekko głową i zeszła schodami szklanego domu. Bez słowa pobiegłem za nią. Czuję się jak w filmie romantycznym-bohater znajduje się w niezręcznej sytuacji i biegnie za swą ukochaną aby wszystko jej wyjaśnić. Za dużo filmów.. zdecydowanie.
-Ali, przepraszam wiesz że my z Megan tylko się wygłupiamy..
-Jakbym nie wiedziała jaka ona jest. Spokojnie, nie musisz mi się tłumaczyć. Idę do domu- uznała z przekonaniem i ruszyła dalej prosto. Chłodne powietrze podwiewało jej włosy a na twarzy robiły się rumieńce z zimna. 
-Nie przyszłaś do mnie ostatnio.
-Bo powróciło twoje dawne ja. Wolę zapamiętać chwile kiedy byłeś wystraszonym i miłym Benem Cort a nie wyniosłym i zarozumiałym. Teraz wybacz naprawdę muszę już iść.
-Nigdy u ciebie nie byłem, mimo że ty przychodziłaś do mnie codziennie. Jesteś bardzo skryta. Jak pytam się o ciebie odpowiadasz krótko.
-I nie zamierzam cię zapraszać, przecież twój apartament jest tak wspaniały!- krzyknęła z ironią i zaniosła się cichym śmiechem-Żegnaj, Benjaminie.
Wsiadła do taksówki czekającej już na nią i odjechała. Ruchem ręki zatrzymałem kolejny pojazd i ruszyłem za Allison. Zatrzymaliśmy się pod hotelem The Surrey. Bywają tam bardzo znane osobistości. Naprzeciw Ali wyszła elegancko ubrana kobieta w idealnie ułożonym koku a wyraz twarzy miała bardzo surowy. Uderzyła ją w twarz i pokazała na zegarek. Dochodziła 21! Teraz wszystko się układa. Albo Ali ma tak porąbaną matkę albo jej opiekunka jest bardzo surowa. Kobieta wróciła do budynku szybkim krokiem zostawiając blondynkę. Ta zsunęła się a po jej twarzy zaczęły spływać łzy. W tym momencie wyszedłem z ukrycia i podbiegłem do niej.
-Hej, hej Bath spokojnie!- objąłem ją w ramionach i delikatnie podniosłem z ziemi aby nie robić zamieszania.
-Śledziłeś mnie?!- wybuchła, nerwowo pocierając oczy aby ukryć chwilową słabość.
-Nie będę kłamał, że przechodziłem obok. Tak, poszedłem za tobą i uważam, że twoja matka jest okropna. Moja by mnie nigdy nie uderzyła mimo iż czasem wykręcam gorsze numery. Jak chcesz możesz nocować u mnie, żaden problem.
-Po pierwsze: to nie była moja matka tylko macocha. Moja mama odeszła od taty we wrześniu w tamtym roku. Po drugie: jeśli sobie pójdę będę w jeszcze większych kłopotach a po trzecie: nie będę szła do ciebie, ponieważ to twoja wina, ze się spóźniłam! Jestem przy tobie zawsze kiedy mnie potrzebujesz ale potem mnie odtrącasz, nie zauważyłeś?
-W tym momencie cię nie rozumiem! Nigdy cię nie odtrąciłem, bo nigdy nie byliśmy parą! Czy się mylę?- spytałem desperacko chociaż wiedziałem, że nie chodzi jej o to.
-Jakiś ty głupi! Pamiętasz jeszcze rozpoczęcie roku? Rozpoczęliście plotkę, że zarywam do dwóch chłopaków a tak naprawdę to oni startowali do mnie. Rozumiesz ironię? -w tym momencie zrobiła się tak wściekła, że na jej twarzy pojawiła się purpura- Stałam się trędowatym. A najlepsze jest to, że zamiast mnie przeprosić potwierdzaliście plotki.
-Myślałem, że nie trzymasz urazy..- powiedziałem niepewnie. Ma rację. Ucierpiała tylko po to abyśmy my mogli zatrzymać twarz i się nie pozabijać. Wtedy to się wydawało zabawne. Z resztą kto by się wtedy przejmował jakąś przypadkową dziewczyną?
-Nie jestem taka jak WY. Postanowiłam, że za wszelką cenę będę was unikać. Stało się to bardzo uciążliwe szczególnie kiedy staliście się ‘Elitą’ szkoły. Wszyscy robili to co wy. Kiedy zachorowałeś pomyślałam-ma nauczkę. Ale uświadomiłam sobie, że nie pomagając ci byłabym taka jak ty. Dlatego przyszłam. W tym czasie przyznam, polubiłam cię. Wracając do szkoły znowu udajesz kogoś kim nie jesteś, ciekawe czy tylko mnie byłeś w stanie pokazać swoją prawdziwą twarz. Gdyby nie ja nie skończyłoby się tylko na chemioterapii ale również wizycie u psychologa.
Rozluźniłem uścisk i prawdopodobnie straciłem przytomność, ponieważ kiedy znowu otwarłem powieki nie byłem pod hotelem The Surrey tylko w swojej Sali szpitalnej. Dopiero teraz dotarło do mnie do powiedziała mi Allison. Nadal czułem jej słowa jakbym usłyszał je przed minutą. Muszę ją za to przeprosić. Katniss nie zdążyłem ale może zdążę naprawić jedno. Poszukałem ręką przycisku, który wzywa pielęgniarkę. Przyszła wraz z matką, która od razu rzuciła się do mnie przytulając przesadnie.
-Mamo?
-Tak, kochanie?- spytała ciepło. Nie zamieniłbym ją na żadną inną kobietę.
-Pamiętasz jak kiedyś miałaś włosy koloru mlecznej czekolady? Uważam, że wyglądałaś rewelacyjnie.
Usłyszałem tylko chichot pielęgniarki a moje powieki znowu stały się ciężkie. Jakiś czas później przyjechał tata. Wypisują mnie ze szpitala lecz będę miał tymczasowo naukę w domu dopóki mój stan się nie poprawi.
-Tato, możemy porozmawiać?
Popatrzył na mnie niepewnie i zmarszczył brwi lecz po chwili siedział już na krzesełku obok mojego łóżka. Teraz albo nigdy.
-Jesteś na mnie o coś zły? Rozumiem, że możesz być ze mnie niezadowolony z powodu Katniss. Zachowałem się nieodpowiednio i przepraszam. Wiem, że źle zrobiłem. Ale to coś innego prawda? Nie chodzi tylko o to..
-Ben, jesteś moim synem. Nigdy nie będę cię nienawidził nawet kiedy nie przyjdziesz na pogrzeb swojej siostry czy powiesz mamie, że nie pasuje jej ta barwa włosów.
Zaśmiałem się i uśmiechnąłem.
-Ale mimo wszystko coś jest na rzeczy. Widzę to.
Henryk Cort zakrył twarz rękami i po chwili ciszy zaczął mówić:
-Poznaliśmy się z twoją matką na szkolnej potańcówce w Constance Billard. Nie przyszliśmy na nią razem ale nasi partnerowie byli bardziej zainteresowani sobą niż nami wiec zaczęliśmy ze sobą tańczyć i rozmawiać. Naprawdę, szkoda że nie organizujecie już tego typu zabaw.
-Nie rozumiem co to ma do rzeczy.. mama mówiła mi już jak się poznaliście.
-Ale nie wiesz wszystkiego. Daj mi skończyć, proszę. Polubiliśmy się ale Elizabeth już kogoś miała. Mężczyzna z którym przyszła na bal. Dzień przed balem dowiedziała się, że spodziewa się dziecka a jej partner nie znosił tej wiadomości zbyt dobrze. Dwa miesiące później zmarł mój ojciec. Zostawił mi duży majątek ale miał warunek. Małżeństwo. Pierwszą kandydatką, która przyszła mi do głowy była Elizabeth ale obawiam się, że nie o taką żonę chodziło mojemu ojcu-z dzieckiem, które nawet nie jest moje i jeszcze pochodzi z Meksyku. Pojechała do Nowego Jorku kręcić jakąś reklamę, sam wiesz że była modelką. Mimo tego oświadczyłem się.
-Z tego wynika, że..
-Nie jestem, twoim biologicznym ojcem. To jeszcze nie wszystko, wysłuchaj mnie do końca. Twoja matka odrzuciła mnie twierdząc, ze zrujnuje życie moje i Roberta-tak nazywał się ten chłopak. Chyba uważała, że nie zostawi jej z dzieckiem. Zrobił to następnego dnia. Należał do bardzo szanowanej rodziny, nie chciał sobie zniszczyć imienia. Wtedy jeszcze obowiązywała ta zasada ‘po ślubie’. Ponowiłem swoją propozycję i znowu zostałem odrzucony. Jeśli nie udałoby mi się zdobyć ręki żadnej kobiety ciągu roku, spadek dostałby mój młodszy brat. Mogłem mieć każdą, ale chciałem twoją matkę. Miesiąc przed twymi narodzinami zostałem przyjęty.
-To mama nie była wtedy w ciąży z Katniss?- zapytałem nie za bardzo rozumiejąc. Ojciec skrzywił się i wrócił do opowieści. Czułem się jakby opowiadał mi bajkę na dobranoc, bo znowu zacząłem się robić senny ale trzymałem się całą swą silną wolą.
-Owszem ale to nadal nie wszystko. Musisz wiedzieć, ze twoja mama była kiedyś bardziej rozrywkowa-powiedział i zaśmiał się nieśmiało-Ożeniłem się z Clarissą Black. Była to dziewczyna bardzo mądra i ładna oraz z dobrym posagiem. Miałem jeszcze tylko miesiąc aż spadek przejdzie na mego brata a żeniąc się z Clary odzyskałem spokój, że David wszystkiego nie roztrwoni. Nie myśl, że jestem materialistą. Byliśmy ze sobą nieszczęśliwi. Ciągle myślałem o Elizabeth a ona zakochała się w innym chłopaku z Yale, gdzie oboje chodziliśmy. Nie miałem jej tego za złe. Rozwiedliśmy się ugodowo, czasem nawet napiszemy do siebie. Wtedy dowiedziałem się o kolejnej ciąży twojej mamy. Od razu pojechałem do Meksyku by ją odnaleźć. Tym razem jak już wspomniałem zostałem przyjęty.
-Kim tym razem jest ojciec?- zapytałem słabo. Wiem, że nie było łatwo wyciągnąć to z taty ale teraz musze wiedzieć wszystko.
-Mama nie bez powodu ukrywała to przed tobą tyle czasu. Teraz się prześpij a rano zabiorę cię do domu, obiecuję-pocałował mnie w czoło i wyszedł zostawiając mnie samego z masą dalszych pytań w białym pomieszczeniu.
15.Odnaleźć ojca (prawdziwego ojca).

czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozdział 4


  1. Londyn oczarował mnie natychmiastowo. Do miejsca zamieszkania jechaliśmy wymarzonym autobusem Ali. Miała uśmiech dziecka, które właśnie dostało lizaka. Hotel okazał się wytworniejszy niż przypuszczałem. Spojrzałem ponownie na moją towarzyszkę. Jestem pewien, że nie zabrała mojej karty. Zawsze przypuszczałem, że nie należy do bogatej rodziny.
Dostaliśmy pokój dwuosobowy. Nie był to apartament lecz mieliśmy do dyspozycji dwa piętra. Tak zwane pokoje Deluxe. Na dole znajdował się salon i łazienka a u góry pokój.
-Co powiesz abyśmy wybrali się do muzeum woskowego? Po drodze zwiedzimy jeszcze trochę miasta ale robi się już ciemno to nie będziemy się dalej zapuszczać-zaproponowała i spostrzegłem, że jej oczy miały dzisiaj kolor zielony tak jak jej sukienka, lecz nie założyła do niej typowo balerinek tylko trampki. Pobrudzone niewiadomo czym.
-Wszystko jedno. Powiesz mi coś?
-Pytaj.
-Mieszkasz na Brooklynie?
Dziewczyna zmieszała się lekko i otwarła drzwi wyjściowe.
-Nie-powiedziała krótko i zaprosiła mnie ręką bym poszedł za nią. Przejście przez miasto okazało się nie tak proste jak przypuszczałem. Ali nie zdołała się powstrzymać przed kupnem nowych conversów, których jak stwierdziłam nie ma w Ameryce. Następnie znalazła się w sklepie z ubraniami, bo w końcu jak można przyjechać do Londynu nie kupując sobie koszulki „I love Londyn” ? Zanim znaleźliśmy się w muzeum zrobiło się całkiem ciemno. Nie zagościliśmy tam zbyt długo, ponieważ źle się poczułem oraz zamykali budynek.
Od razu po znalezieniu się w miękkim łóżku zasnąłem a pobudka nastąpiła w południe. Zazwyczaj nie śpię tak długo ale ostatnio się odregulowałem a podróż się do tego przyczyniła. Od razu poszliśmy w miasto. Allison nie umiała się pogodzić, że przepasaliśmy tyle czasu. Tydzień minął bardzo szybko a moje samopoczucie poprawiło się. Blondwłosa dzień w dzień wracała z kolejnymi torbami zakupów, jeszcze zacznę podejrzewać, ze przyjechała tutaj na zakupy. W szkole chodzi cały rok w tych samych butach a teraz ma z pięć par nowych przynajmniej.
-Nie patrz tak na mnie, dzisiaj wróciłam z czymś dla ciebie- mówiąc to wyciągnęła z jednej z toreb męski sweter. Z tyłu wyglądał całkiem atrakcyjnie ale jak obróciła go do przodu.. SWETEREK W SEREK!
-Bez obaw, spodziewałam się, że ci się nie spodoba to tylko do poprawy samopoczucia. Jak tam dzisiaj? Przesiedziałeś większość czasu w hotelu.
-A planujesz jeszcze coś?
Zrobiła niewinną minę i podała mi plakat koncertu My chemical romance, który ma się odbyć dzisiejszego wieczora.
-Mam nadzieję, że nie jesteś dzisiaj umierający.
-Skadże!


Dwa punkty na liście zostały odhaczone. Od razu po koncercie poszliśmy na samolot na Manhattan. Od razu po przyjeździe wybrałem się na chemioterapię aby nie było jakiś komplikacji przez zaniedbanie w tamtym tygodniu. Wszystko było w porządku tylko poproszoną mnie o wcześniejszą konsultację jakby przyszło mi coś takiego do głowy następnym razem. Bardziej zła była moja matka. Pewnie przez całą moją nieobecność nie poszła na żaden zabieg kosmetyczny, wyglądała koszmarnie i ten jej wzrok..
-Jeżeli myślisz, że twoja ucieczka z domu zostanie potraktowana łagodnie mylisz się. Ta dziewczyna ma na ciebie bardzo zły wpływ. Mając takich rodziców spodziewałam się po niej czegoś zupełnie innego. Co stało się z Amy? To była taka miła dziewczyna!
W tym momencie miałem ochotę się zaśmiać ale wiedziałem że powaga sytuacji jest zbyt duża. Mama czasem potrafiła być naprawdę groźna.
-Jak widzisz żaden z moich znajomych nie zamierza mnie widzieć w tym Amy. Allison będzie tutaj przychodzić tyle ile będzie chciała.
Przez chwilę Elizabeth Cort stała w miejscu w bezruchu. Nigdy nie mówiłem do niej w taki sposób. Mamy z mamą czasem spięcia ale wiem, że stara się robić to co dla mnie najlepsze.
-Masz wrócić do szkoły, ewentualnie zostaniesz w domu w poniedziałki kiedy masz chemioterapię. Jeszcze dzisiaj zawiadomię dyrektorkę-rzekła całkiem spokojnie. Cofam co wcześniej powiedziałem.
-Do szkoły?! Przecież przed chwilą powiedziałem, że..
-Słyszałam cię bardzo dobrze ale za rok masz maturę i nie możesz sobie pozwolić na zaniedbanie swoich obowiązków. Na uniwersytet Columbia nie dostaniesz się z byle jakim wynikiem. Bez dyskusji.
Teraz mnie zamurowało dopóki nie wzięło mnie na wymioty. Mama odeszła do swojej sypialni z kamienną twarzą. Miałem rację, że nie można jej podpadać ale nie sądziłem, ze tak się zdenerwuje moimi słowami. Zaskoczyło mnie również, że zna rodziców Allison. Zdążyłem się dowiedzieć, że nie mieszka na Brooklynie, gdzie znajduje się biedniejsza ludność Manhattanu oraz że opiekuje się nią opiekunka.
Rozmyślanie w łazience przerwał mi telefon. Dzwonił lekarz. Najświeższe wiadomości czyli nic nowego. Podobno mam wielkie szczęście, że nie straciłem włosów. Najwidoczniej mój organizm nie jest jeszcze tak słaby ale chyba bym się załamał, gdybym musiał chodzić w chustce na głowie. Ukryłem twarz w dłoniach i zacząłem płakać. Znowu. Connor powiedziałby, że zaczynam mięknąć. Wieczorem miałem zamiar zadzwonić do Ali by przyszła do mnie rano to pojechalibyśmy razem do szkoły ale wywołalibyśmy w tym zbyt dużą sensację. Zamiast tego napisałem krótkiego smsa że wracam.
Do Constance Billard chodziły bogate bachory lub ci ze stypendiami. Większość kończąc tą szkołę trafiają na prestiżowe uczelnie takie jak Yale, Brown czy Oxford. Ja zdecydowałem się na Columbię, która znajduje się na Upper East Side dzięki czemu zawsze miałbym blisko do domu oraz uczęszczała tam moja siostra- Katniss.
Wracając do szkoły postaram się by nikt nie zauważył, że zostałem odtrącony od Elity. Będę zachowywał się jak gdyby nigdy nic się nie zmieniło. Kiedy pojawiłem się na korytarzu od razu zauważyłem różnicę mimo iż nie było mnie tutaj jakiś miesiąc. Megan nie czekała na mnie w głównym wejściu, można było zauważyć Amy i Jaspera trzymających się za ręce- znowu, a ludzie nie patrzyli na mnie już ze współczuciem tylko nie patrzyli wcale. Teraz już nie wiem co gorsze. Jak zauważyłem Connora poklepałem go przyjacielsko po plecach.
-Cześć, Con! Jak tam zawody z zeszłego miesiąca?
Popatrzył na mnie nieco zaskoczony lecz szybko się zreflektował uśmiechem takim, którym zawsze mnie obdarzał.
-Pokonaliśmy w końcu niebieskich! Liczę na to, że będziemy zdobywać teraz same złote medale. A jak u ciebie? Jesteś już w formie?
-W jak najlepszej!- skłamałem ale nie ma innego wyjścia aby zdobyć powrotem ich sympatię. W oddali ujrzałem Megan. Podeszła do nas i stanęła obok Connora opierając mu rękę na ramionach. Była jedną z niewielu dziewczyn, która była z nim prawie równego wzrostu. Centymetrów dodawały jej również wysokie obcasy.
-Widzę, że Cort wrócił!- krzyknęła lecz niepewnie spojrzała się na Connora.
-Jesteście parą?- spytałem z nutą żartu w głosie. Jeśli mój najlepszy przyjaciel zgodził się na ‘zniewolenie’ przez dziewczynę byłbym naprawdę w wielkim szoku. Zaprzeczyli uśmiechając się, czyli coś się wydarzyło ale nie przyznają się do tego łatwo. Później napięcie opadło więc rozmawialiśmy ze sobą jak kiedyś. Becka miała blisko mnie szafkę, dlatego nasze spotkanie było nieuniknione. Oczywiście pojawiła się ze swoją świtą- Callie i Charlotte oraz Brendy, która szła nieśmiało z tyłu. Zazwyczaj była wykorzystywana przez tą trójkę, lecz ta zawsze chciała się z nimi przyjaźnić. Ktoś musi ją uświadomić, że to co robi wcale nie przyniesie jej sympatii swoich idolek.
-Hej, misiaczku! Właśnie Con i Megan złapali mnie by mnie powiadomić o twoim jak najlepszym zdrowiu. Wspaniale! Idziesz ze mną na lekcę?- mówiąc to odesłała wzrokiem dziewczęta. Te bez pytań odeszły z opuszczonymi głowami. Blondynka wzięła mnie pod ramię. Rozmowa z nią była błacha i prosta jak zwykle. Nie było trudno ją przekonać do siebie, jeśli wygląda się tak jak ja i ma się tyle funduszy ile ja. Takich chłopaków szukała Becka. Jej randka z Connorem musiała być zmyślona. Nie wyglądają na parę, a znając moją uroczę przyjaciółkę na pewno by się z tym obnosiła.
-Jeśli chcesz możemy spotkać się po zajęciach, gdzieś. Mam dzisiaj wolny dzień. Chyba, że wolisz w trakcie, żaden kłopot-rzekła i puściła mi oczko. Mam nadzieję, że nie stanę się obiektem jej zalotów więc grzecznie odmówiłem. Po drodze do klasy zauważyłem Allison. Spojrzała na mnie lecz nagle zadzwonił dzwonek więc nie odezwaliśmy się do siebie ani jednym słowem tylko nieco przyspieszyłem by się nie spóźnić. Historię muzyki miałem z Amy. Pewnie też rozmawiała z Connorem, więc myśli że wszystko ze mną w porządku. Szkoda, że naprawdę nie jest. Tak naprawdę nie skłamałem aż tak bardzo tylko podkoloryzowałem fakty. Nikt nie spytał się czy zostałem wyleczony. Po chwili podeszła do mnie z tym swoim sztucznym uśmiechem.
-Miło cię widzieć w szkole i w zdrowiu.
-Ciebie również-odpowiedziałem krótko. Przez chwilę nastała cisza lecz w końcu powiedziała to co nam obu chodziło po głowie:
-Przepraszam, że zerwałam z tobą w takiej chwili.
W tym właśnie momencie pomyślałem o liście, którą stworzyliśmy wraz z Allison.
-To była tylko kwestia czasu. Jestem pewien, że wiedziałaś że nic do ciebie nie czułem. Nigdy. Byliśmy ze sobą dla wygody, nieprawdaż?
- T-tak- zająkała się i rzekła że musi iść po książkę na następną lekcję. Dopiero po chwili doszedłem do wniosku, że nie brzmiało to miło ale musiałem to w końcu wykrztusić. Trzeci punkt z listy odhaczony. Wciąż brakuje sześciu do wpisania. Moje myśli powróciły do Katniss. Nie byłem za dobrym bratem. Może się mylę ale to ja rozpocząłem wojnę między nami. Kiedy miałem siedem lat uczęszczaliśmy razem na lekcje konne. Po jakimś czasie zrodziła się między nami rywalizacja. Na pierwszych zawodach, zahaczyłem się siodłem do siodła Kat. Skutkiem było to, że wyleciałem w powietrze wprost na ziemię a moja siostra objęła prowadzenie. Leżałem w szpitalu jakieś dwa miesiące, ponieważ moja noga była w gipsie i coś stało się z kręgosłupem. Jako ‘młodocian’ kości w miarę szybko się zrosły. Po tym już nigdy nie spojrzałem na swoją siostrę z miłością czy troską, która powinna się pojawić wśród rodzeństwa. Kiedy poszła na studnia medyczne od razu poznała tam nijakiego Karola. Nie dość, że znienawidziłem ją za to, że dostała się do Columbii gdzie miałem studiować ja to jeszcze poznała chłopaka z dobrego domu. Rodzice byli nim zachwyceni! Teraz myślę, że po prostu byłem zazdrosny. Była córką idealną pod każdym względem. Jak wyszła za Karola pojechali w tą cholerną podróż z której już nigdy nie wrócili i przyznam, że poczułem ulgę. Skoro nie ma już córki idealnej pozostał im już tylko syn, którego nie mogą już do nikogo porównać. Nie poszedłem na pogrzeb, dlatego że bardzo zależało mi na meczu tylko dlatego że było mi wstyd. A teraz jest mi jeszcze bardziej. Dopiero teraz to wszytsko do nie dociera. Byłem samolubem. Gdybym tylko miał chwilę by powiedzieć jej że ją kocham i przepraszam. Ale myślę, że ona wie. Przykro mi tylko, że nie może już tego ode mnie usłyszeć.

środa, 15 sierpnia 2012

Rozdział 3


  1. Allison odwiedzała mnie codziennie, przynosząc lekcje i opowiadała nowinki szkolne. Moje leczenie trwa już prawie miesiąc i mimo to nie czuję się inaczej, chyba że bardziej sennie. W tym czasie odwiedziła mnie Amy. Spodziewałem się, że przyjdzie tylko po to aby nie zepsuć sobie reputacji zrywaniem przez telefon. Chociaż ona nie odezwała się do mnie wcale, jeszcze lepiej. Uznała, że zawsze kochała Jaspera a ja pomogłem jej to zrozumieć. Fantastycznie.
Connor podobno zgodził się na spotkanie z Becką! Przełamał swoje lody po czterech latach ich znajomości. Zawsze myślałem, że jest bardziej rozsądny ale wybrał jedną z nas. Jedną z nich. Zaś Megan zrobiła sobie nowy tatuaż, wolę nie pytać się gdzie tym razem. Ostatnio została złapana na kradzieży. Tym razem mamusia tak łatwo jej nie uratuje.
-Wpadłam dzisiaj na genialny pomysł!-krzyknęła Ali entuzjastycznie wychodząc z windy. Znała już każdy zakamarek apartamentu więc myślę, że czuje się tutaj całkiem swobodnie. Ona wie o mnie już praktycznie wszystko a ja o niej nic. Nie wiem kim są jej rodzice, czy ma rodzeństwo a nawet gdzie mieszka. Może po prostu nigdy nie zapytałem? W filmach zawsze tak mówią.
-No, słucham.
-Najpierw powiedz jak się czujesz. Jak po chemioterapii? Bo musisz być trzeźwy na to co ci powiem.
-Trzeźwy?-zaśmiałem się-Czyli to co chcesz mi powiedzieć zależy od mojego stanu zdrowia? Czuję się całkiem nieźle, Emily była dzisiaj całkiem rozmowna.
Emily to dziewczyna, która towarzyszy mi przed chemioterapią. Jest wolontariuszką i próbuje mi poprawić nastrój. Zazwyczaj jej się to nie udaje ale dzisiaj całkiem mogłem ją znieść. Może gdyby była mniej więcej w moim wieku byłoby inaczej ale ma około pięćdziesiąt lat. Nie sądziłem, że są wolontariuszki w takim wieku. A jeśli chodzi o samopoczucie to było fatalnie. Ciągłe zawroty głowy i ból w klatce piersiowej nadal nie ustępował.
-Zrobimy listę dwudziestu rzeczy, które trzeba zrobić w życiu. I nie mów że to głupi pomysł tylko znajdź kartkę papieru i długopis.
Podałem jej kilka potrzebnych rzeczy i siedząc na moim łóżku zaczęła notować. Kiedyś robiłem listy najładniejszych aktorek albo coś tego typu. To było..pięć lat temu? Ale z doświadczenia wiem, że Ali lepiej się nie sprzeciwiać.
1.Zwiedzić Londyn.
W najbliższym czasie nie zamierzam się ruszać poza granicę mojego łóżka. Ewentualnie apartamentu. Chyba zobaczyła moje rozbawienie i lekką niechęć, bo rozpoczęła swoją przemowę jakie są aspekty za..
-Nigdy nie chciałeś zobaczyć tych czerwonych autobusów czy nawet telefonów? Albo Big Ben!
-Zawsze mogę je zobaczyć w Internecie.
-Ale to nie to samo! Zamówię na jutro samolot, wszystko zorganizuję. Twoi rodzice nie będą robić problemów?
Jasne, ojciec pewnie by nie zauważył, że nie ma mnie w domu a mama..porozmawiam z nią. Myślę, że nie będzie się sprzeciwiać woli swego jedynego syna.
-O to się nie martw. Pewnie mam ci udostępnić swoją kartę kredytową..- zrobiłem posępną minę. Amy zawsze kazała mi za wszystko płacić. Albo nie kazała tylko jak gdzieś byliśmy to po prostu odchodziła zostawiając mnie z rachunkiem. Zdaję sobie sprawę, że to mężczyzna płaci za swoją dziewczynę ale trochę kultury.
Blondwłosa nic nie odpowiedziała tylko zaczęła notować kolejny punkt.
2.Pojechać na koncert ulubionego zespołu.
Chyba nie do końca wie na co się pisze. Z pewnością nie będzie chciała iść na koncert My chemical romance.
-My chemical romance?- wytrzeszczyłem oczy zaskoczony-Nie, nie słucham tego ale chętnie pójdę.
3.Nauczyć się jeździć na snowboardzie –wpisałem. Zawsze namawiałem ojca aby jechać do Austrii na narty lub snowboard. W moim przypadku chodzi o to drugie. Stwierdził, że to bardzo dobry pomysł tylko musimy poczekać na urlop. Czyli nie ma szans.
4.Całkowicie zerwać kontakt z Amy.
-Myślałam, że już to zrobiłeś-powiedziała Ali nie patrząc na mnie tylko gdzieś w dal.
-Owszem, ale nie wyjaśniliśmy sobie jeszcze wszystkiego. 
Mimo tego, że wpakowałem się w bezwartościowy związek to Amy nigdy mnie nie zdradziła. Przynajmniej tak mi się zdaje. Właśnie dlatego musimy sobie wszystko wyjaśnić. Przecież gorzej już być nie może.
5. Zjeść 10 batonów w ciągu 10 minut.
-Żaden wyczyn!
-Jaasne, nieźle bym dostała od opiekunki jakby się dowiedziała!- zaśmiała się a kiedy zorientowała się co powiedziała zgarbiła się lekko i oddała mi kartkę. Opiekuje się nią opiekunka? Moja by ze mną długo nie wytrzymała.
6.Przeprosić ojca (cokolwiek zrobiłem)
Nie wiem dlaczego to napisałem ale zawsze miałem wrażenie, że jest na mnie zły. Może to głupie, bo w końcu rodzic zawsze kocha swoje dziecko ale mam wrażenie że  w moim przypadku jest inaczej.
7. Zrobić coś ekstremalnego np. skok z samolotu.
To napisała Allison. Spodziewałem się takiego punktu
8.Zalać się do stanu „brak pamięci”
Mogę jej nawet w tym pomóc. Zawsze z Connorem urządzaliśmy najlepsze imprezy. Nie mogę uwierzyć, że nawet on mnie zostawił. Nie sądziłem, że jest takim ćwokiem.
9.Przemalowac pokój na czarny.
Szanowna Elizabeth Cort nigdy się na to nie zgodzi, bo ‘ten kolor budzi złą aurę’. Zawsze chciałem sam przemalować mój pokój ale właściciel hotelu nie chciał dać zgody. Tym razem będzie musiał się zgodzić.
10. Nauczyć się francuskiego.
-Nie mogłaś wymyślić czegoś łatwiejszego? Naprawdę nie mam ochotę spędzać czas nad językami.
-Przecież to taki piękny język!
I cholernie trudny ale już wolałem się nie pogrążać.
11.Zobaczyć „taniec uliczny”.
Nigdy nie miałem odwagi zobaczyć coś takiego. Kilku uczniów od nas ze szkoły brały w tym udział.
12.Przeczytać książkę.
-Czy wszystkie twoje marzenia mają związek z nauką?
Nie odpowiedziała tylko zaśmiała się cicho. No bo..francuski, książki?!
-Dobrze, że nie przyszło ci do głowy by wykonywać te wszystkie zadania. Już widzę jakbym miał czytać jakąś książkę!
-Oczywiście, że nie piszemy tego tak sobie. Zaczynamy od jutra.
Oby tylko nie wybrała mi jakiejś grubej powieści, bo wtedy to już sam się powiesze.
13.Namówić mamę by zmieniła kolor włosów!
Ten blond jest straszny. Naturalnie ma czarne ale oczywiście mama musi kroczyć modą co w jej przypadku nie jest zbyt korzystne.
14.Pożegnać się z Katniss.
-Kim jest Katniss?- zapytała, spoglądając na mnie swoimi wyjątkowymi tęczówkami.
-Była moją siostrą. Nie żyje od dwóch lat, miała wtedy dwadzieścia dwa lata. Może dlatego mama teraz tak panikuje w stosunku do mnie.
Allison położyła mi delikatnie rękę na ramieniu. Kiedy Kat umarła nie przyszedłem nawet na jej pogrzeb. W końcu musiałem jechać na obóz koszykarski z moim najlepszym „przyjacielem” Connorem. Nie dogadywaliśmy się ze sobą. Leciała wtedy w podróż poślubną ze swym mężem do Alaski. Samolot rozbił się o drzewo kilka km przed miejscem wylądowania.
-Masz jeszcze jakiś pomysł?- zadałem pytanie rozładowując atmosferę. Pomysł z listą był strzałem w dziesiątkę. Chyba najwyższy czas bym pomyślał o swojej siostrze.
-Pomyślimy następnym razem. Muszę iść-pocałowała mnie przelotnie w policzek i wyszła. Pożegnała się oficjalnie z moją mamą i wyszła jak zawsze przed ósmą.


Kiedy nastał ranek obudził mnie domofon. Myślę, że jesteśmy jedynymi osobami, które posiadają coś takiego w hotelu. Pewnie podłączyli na żądanie. Zazwyczaj dzwoni portier czy może wpuścić daną osobę. W drzwiach mojego pokoju pojawiła się Allison. W ręce trzymała walizkę, chociaż bardziej przypominało to torebkę, ponieważ była niewielkich rozmiarów.
-Spakowany?
-Ali wiesz dobrze, że nie zamierzam iść do szkoły, więc chciałbym się wyspać, naprawdę-wypowiedziałem te słowa bardzo powoli kryjąc głowę pod kocem okrywającym moje ciało.
-Nie mówię o szkole, Cort. Wyjeżdżamy do Londynu! –wykrzyknęła podekscytowana-Radzę ci się pospieszyć, bo będziesz zmuszony pożyczać rzeczy ode mnie lub kupić nowe na miejscu.
Myślę, że nie widziałem jeszcze nigdy tak upartej osoby. Szybko zebrałem kilka ważnych rzeczy i zostawiłem karteczkę mamie z informacją, że wyjeżdżam. Umieściłem również wiadomość lekarzowi, że nie pojawię się w tym tygodniu. Będzie afera…

niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział 2


  1. Mama z tatą przebywali na korytarzu pogrążeni w rozmowie. Mamuś chyba była bardzo zdenerwowana, ponieważ energicznie wymachiwała rękami. Ojciec jak zawsze zachował kamienny spokój lecz i tak wydawał się nieco inny. Pewnie zamierza wydziedziczyć swego syna palacza. Mimo iż nie nałogowego ale w ośrodku. Kiedy mama nieco się uspokoiła i zakończyła kręcić rękami weszła do pomieszczenia gdzie przebywałem. Potrafiła się uśmiechać dosłownie w każdej chwili. Nazywa to pokerową twarzą, bo uważa że kobieta nie powinna jasno pokazywać swych emocji.
-Jak się dzisiaj czujesz, kochanie?-spytała biorąc moją dłoń i zaczęła ją lekko mierzwić. Dzisiaj chyba nie za dobrze wychodziła jej ‘pokerowa mina’ bo na jej twarzy gościł grymas nie przypominający jej uśmiech.
-Mamuś powiesz mi co się dzieje? Czuję się już lepiej chyba że macie powód mnie tutaj jeszcze trzymać-zapytałem lecz miałem nadzieję że nie chodzi o to o czym myślałem wcześniej. Obróciła się w stronę taty, który również wszedł do środka lecz stał przy ścianie. Kiwnął do niej głową.
-Widzisz w najbliższym czasie nie wrócisz do domu. Muszą ci zrobić jeszcze dwa badania aby potwierdzić diagnozę. Módlmy się by nie potwierdziła się.
-Dobrze wiemy, że nie jesteś wierząca mamuś. Mogłabyś jaśniej? Powinienem wiedzieć co się ze mną dzieje!-wyrwałem rękę z jej uścisku. Trochę zakręciło mi się w głowie ale całą swoją silną wolą próbowałem nie stracić przytomności.
-Nie chcieliśmy cię martwić, póki nie będziemy pewni..-posłałem jej naglące spojrzenie-Prawdopodobnie masz nowotwór płuc. Częsta przypadłość u nastolatków, którzy palą i nie dbają o swoje zdrowie. Ty nie palisz i dbasz o siebie więc nie mamy się o co martwić, prawda? Lecz jeśli diagnoza się potwierdzi przeniesiemy cię do prywatnej kliniki. Nie pozwolimy by leczyli cię jakieś bęcwały.
Znów zrobiła się nerwowa. Krążyła oczyma po całej sali nie patrząc mi w oczy. Rak płuc. To by tłumaczyło te wszystkie bóle. Już zaczynały się jakiś czas temu ale nie były takie intensywne, dlatego nie zwróciłem na to szczególnej uwagi. Może mama ma rację i to zwykłe zapalenie? Jasne, Ben okłamuj sam siebie. Tym razem nie masz tyle szczęścia. Obróciłem się w stronę okna by Elizabeth Corp nie ujrzała moich łez. Wtedy sama zacznie płakać i zrobi mi się jeszcze gorzej. Długo nie wytrzymam w samym towarzystwie rodziców, więc oczekuję na kogoś z zewnątrz. Tato objął mamę ramieniem i wyprowadził ją z mojego pokoju. Zobaczyłem to tylko kątem oka, by zobaczyć jak on przyjmuje tą wiadomość. Pewnie cieszy się, że pozbędzie się balastru.
Następnego dnia i jeszcze następnego a nawet po tygodniu nikt się nie pojawił. Żadnych sms, pozdrowień czy nawet wódki czego najbardziej się spodziewałem. Wyszedłem z kliniki w drugim tygodniu, kiedy potwierdzono diagnozę. Czekała mnie seria chemioterapii, która i tak nie daje mi pewności na..nieważne. Myślę, że już się pogodziłem ze swym losem. Nie rozumiem tylko po co mam się jeszcze męczyć tym leczeniem. Za pierwszym razem myślałem, że odpłynę. Byłem strasznie zmęczony a ból w klatce piersiowej nie ustępował.
Jutro wracam do szkoły! Matka zabroniła mi tego ale już wolę myśleć o najbliższym sprawdzianie czy która dziewczyna w Constance Billard jest najładniejsza niż o tym pieprzonym raku.
Kiedy zszedłem do holu, rozpocząłem poszukiwania mojej dziewczyny bez powodzenia. Nie przyszła. Widać wiadomość na facebooku już nie wystarcza. Minęły dwa tygodnie a ja czuję się jakby ominął mnie cały rok! W głównym korytarzu oczywiście stała Megan lecz nie przybiegła z tym swoim entuzjazmem tylko obróciła się i odeszła. Reszta nie zobaczyłem dopóki nie rozpoczęły się lekcje nie licząc Allison. Nie wiem czemu w ogóle o niej wspomniałem. Klęczała na podłodze zbierając książki a wokół niej stało widowisko śmiejące się. Chyba pomyliłem się że to Becka zawsze jest w centrum uwagi.
-Witaj geniuszu!-przywitałem Jaspera, który wymieniał notatki na następną lekcję. Mamy obok siebie szafki.
-Długo cię nie było, naprawdę długo-powiedział tym swoim bezuczuciowym tonem.
-Przyznam, że spodziewałem się jakiegoś komitetu powitalnego lub imprezy w klinice ale jakoś wam to wybaczę jeśli pójdziemy dzisiaj gdzieś na drinka. Dużo mnie ominęło?
Jass chwilowo zaniemówił lecz szybko się zreflektował patrząc mi twardo w oczy.
-Nawet nie wiesz jak dużo. Każdy w szkole przestał palić, bo nie chce by przytrafiło mu się to co Tobie a twoja obecność przyprawia o rozpacz a dobrze wiesz że nie imprezuje się na smutno. Sam to powiedziałeś. A teraz wybacz, muszę iść-poprawił tylko swoją idealną fryzurę i odszedł. Ja stałem nadal w tym samym miejscu by poukładać sobie wszystko co usłyszałem. Albo Jasper naprawdę jest na mnie zły z powodu Amy albo się ode mnie odwrócili. Wszyscy. Dlatego Amy nie przyszła rankiem do mnie a Megan nie przyszła mnie przywitać.
Ludzie zaczęli się rozchodzić i w tłumie znów ujrzałem Allison. Uśmiechnęła się ale raczej nie do mnie mimo iż jej twarz była zwrócona w moją stronę. Kiedy na korytarzu wiało pustką zsunąłem się po ścianie i zacząłem płakać. Ostatni raz t robiłem jak miałem siedem lat i oparzyłem się żelazkiem. Wtedy ojciec powiedział, że prawdziwi mężczyźni nie płaczą. Otarłem szybko zły jakby miał mnie zobaczyć. Skierowałem się w stronę wyjścia omijając portierkę. Pierwsze co zrobiłem na zewnątrz to sms do Amy. Jest mi winna spotkanie jeśli naprawdę chce ze mną zerwać. Zapewne wróci teraz do Jaspera. Jak mogłem być z kimś takim? Szkoda tylko że jestem taki sam. Byłem taki sam. Wróciłem samotnie do domu. Koło południa rozbrzmiał dźwięk domofonu, tłumiąc płytę Pink Floydów, których właśnie słuchałem.
-Słucham?
-Hej, tu Allison. Jeśli nie chcesz mnie wpuścić, zrozumię-usłyszałem jej miękki głos mimo iż był zmodulowany przez urządzenie. To była naprawdę ona. Dziewczyna z którą kiedyś chciałem zatańczyć a zakończyło się to ‘nieprzyjemnymi słowami’.
-Jasne, wchodź. Tylko zastanów się czy chcesz przebywać z zarazą w jednym pomieszczeniu.
-A ja nie wiem co zamierzasz robić z taką ofiarą jak ja.
Nie wiedząc co odpowiedzieć wpuściłem ją. Wyglądała jak zwykle inaczej ale tak naprawdę nie rozumiem, dlaczego wszystkim to tak przeszkadzało. Styl jak styl.
Zaczęła się rozglądać po apartamencie. Było co podziwiać. Moja matka uwielbiała szkło więc meble są w stylu nowoczesnym a w niektórych miejscach widniały jakieś trofea ojca.
-Przyszłaś tu byśmy mogli razem się poużalać nad sobą? Myślałem, że do tego nie jest potrzebne towarzystwo.
Szybko zrobiłem dwa drinki i położyłem je na małym stoliku. Myślę, że służy tylko do ozdoby, bo słowo dają mieszczą się na nim tylko dwie szklanki.
-Dziękuję nie piję. Możemy robić wiele innych rzeczy. Co powiesz na sprzątanie?
-Sprzątanie?-popatrzyłem na nią niedowierzająco. Dziewczyna przychodzi do mnie aby ze mną sprzątać. Mieliśmy rację, że jest jedyna w swoim rodzaju.
-Na twoim miejscu wyrzuciłabym wszystko co kojarzy ci się z Elitą. Zdjęcia, pamiątki. Posiadasz coś takiego?
-Jasne, że tak!
Jasne, że nie.
-Dlaczego, zawsze jesteś taka inna? Może gdybyś wtopiła się w tłum inni nie zwracaliby tak na ciebie uwagi.
-Chodzi ci o moje ubrania? Każda rzecz, którą mam na sobie coś dla mnie znaczy. Kiedy mnie poznaliście z Connorem widzieliście moją jak to nazywasz inność i nawet powiem że właśnie to wam się podobało.
Jej falowane, blond włosy opadły jej na ramiona. Zarumieniła się lekko, a jej głowa pochyliła się w dół lustrując wzrokiem swoje buty. Najwidoczniej jest nieco nieśmiała ale jest odważna mówiąc mi to.

sobota, 11 sierpnia 2012

Rozdział 1


  1. Przez okna hotelu Plaza zaczęły przebijać się promienie słoneczne. Apartament praktycznie należał do naszej rodziny. Pochodzę z Meksyku, bo tam urodziła się moja mama i tam mieszkaliśmy przez pewien czas. Mama była modelką. Była do czasu kiedy wyszła za mojego ojca.. On zawsze zapracowany wyjeżdża gdzieś na delegacje przez co ‘mieszkanie’ zdaje się jeszcze większe. Zawsze stara się mi to w jakiś sposób wynagrodzić.
Uczęszczam do Constance Billard gdzie wyróżniam się swą śniadą karnacją. Na Manhattanie większość jest blada jak ściana chyba, że próbuje to zmienić w tak zwanych solariach.
Zjechałem windą do lobby i przywitałem się z portierami. Jesteśmy już prawie jak rodzina. Na jednym z foteli w holu siedziała Amy. Jesteśmy ze sobą od roku lecz mimo to nie biorę tego za jakiś poważny związek. Przynajmniej ja to tak odbieram. Ma kruczoczarne włosy i szare oczy. Jest nieco przy kości ale uważam że to dodaje jej uroku. Może jestem jakiś dziwny ale zawsze wolałem takie dziewczyny a nie takie chude. Tak walczą o swoją sylwetkę a wcale nie wygląda to tak jak myślą.. Wracając do Amy to na pozór wydaje się być miła, lecz kiedy ją lepiej poznałem doszedłem do wniosku że jest najgorsza z nas wszystkich. Naszej Elity. Tak nazywają naszą grupę inni uczniowie. Zawsze jeździmy razem do szkoły, wiecie pozory. Amy specjalnie zasuwa z drugiej części Upper East Side do mnie aby jechać razem. Albo naprawdę jej zależy. O czym ja w ogóle myślę? To niemożliwe.
Kiedy wszedłem do budynku od razu można było się zorientować że trwa już przerwa. Po korytarzu biegali pierwszaki, a starsi uczniowie mówili głośno aby cokolwiek usłyszeć nie licząc tych co siedzą na murku przed Constance Billard. Oczywiście pierwszą osobą, która mi się rzuciła w oczy była Megan. Ma najdłuższe nogi jakie kiedykolwiek widziałem, śniadą karnację (co jak wspomniałem wcześniej nie jest tutaj częste a nie sądzę by ta skóra była ‘sztuczna’), czarne loki do ramion, jest bardzo szczupła co u niej akurat nie ujmuje oraz bardzo towarzyska co można się spodziewać po takiej dziewczynie. Każdy chłopak chciałby wyjść z nią gdziekolwiek przynajmniej raz. Kiedy mnie zobaczyła pomachała entuzjastycznie i podeszła rzucając mi się na szyję. Amy jak się domyślam skrzywiła się ale z Megan już tak jest. To też nie jej wina, że żadna dziewczyna nie chce ją za konkurentkę mimo iż słyszałem, że dziewczyny lubią tego typu konkurencję. Chyba że pomyliłem co do tego stwierdzenia płeć.
-Connor cię szukał. Coś tam o jego głupiej drużynie pływackiej-powiedziała i obróciła się z tą swoją gracją do swej najlepszej przyjaciółki Becky. Jest przewodniczącą szkoły (naprawdę nie wiem z czyjego wyboru) i zwykle w centrum uwagi. Czego ona jeszcze nie zrobiła? Jest bardzo wysoka ale z małym biustem. Pewnie nikt by na to tak nie zwracał uwagi gdyby tak się tym nie przejmowała. Naprawdę lepiej nie wymieniać metod jakich próbowała aby go powiększyć. Ma włosy platynowe i jest strasznie puszczalska mimo iż podoba się jej Connor-mój najlepszy przyjaciel. On nigdy się nie zakochuje i nie wierzy by miłość istniała lecz woli się z nikim o to nie wykłucać, ponieważ ma wielu przeciwników tego stwierdzenia. Ma blond włosy i zielononiebieskie oczy (są różne zdania na ten temat). Jest kapitanem szkolnej drużyny pływackiej. Ja za to towarzysko gram w kosza.
Na pierwszej lekcji pani Spence siedzę z Jasperem. Brat bliźniak Connora lecz bardzo się różnią pod względem charakteru. Jest bardzo inteligentny i (jak uważają dziewczyny) romantyczny ale bywa również nerwowy. Przed sprawdzianem nie odzywa się do nikogo i gryzie długopis a mimo to zwykle dostaje najlepszą ocenę w klasie. Chyba własnie dlatego z nim siedzę. Nosi ciemne ubrania lecz nie należy do tej grupy metali tylko uważa, że kolory są dla dziewczyn. Czasem ma naprawdę dziwne wgląd na świat.
Poznaliśmy się już wszyscy pierwszego dnia w szkole. Mimo iż było to rok temu to jeden z dni, które tak dobrze zapamiętałem. Kiedy Megan weszła do auli gdzie miał się odbyć apel wszyscy skierowali wzrok na nią, a kiedy usiadła obok mnie (gdzie byli też jej rodzice) każdy chciał się zamienić ze mną miejscem. Oczywiście nie powiedzieli tego ale było to widać w ich twarzach. Dziewczyny miały inną reakcję-zmroziły brunetkę wzrokiem. Connora dostał się do Constance Billard (szkoła prywatna na Upper East Side) dzięki stypendium pływackiemu. Na apelu ogłaszał jakąś nudną przemowę, dlatego wtedy nie zwróciłem tak na niego uwagi. Kiedy ceremonia się zakończyła większość pierwszoroczniaków zostawiając swych rodziców poszła do klubu. Tam pokłóciłem się z pływakiem kto zatańczy z Allison Bath. Ma falowane blond włosy i różnokolorowe oczy (jakich jeszcze nigdy nie widziałem) a obok ust widniały do dołeczki. Jest niska i przy kości ale nie jest to aż tak widoczne. Spór zakończył się tym, że na mojej koszuli pojawiła się plama z drinka. Oburzony popchnąłem go. Rozdzielili nas Jasper i Amy (wtedy byli parą). Becka podeszła do nas wygłaszając jakieś kazanie, że zepsuliśmy imprezę, a Megan oznajmiła że takim przystojniakom się wybacza. Allison została nazwa dziwadłem i wieśniarą. Tak zostało do teraz. Większość uczniów się z niej naśmiewa lecz jest to również spowodowane jej dziwacznym stylem ubierania się. Naprawdę nie wiem jak mogliśmy się posprzeczać o COŚ takiego lecz dzięki temu jesteśmy teraz przyjaciółmi. Tydzień później byłem już z Amy. Zawsze się zastanawiam czy Jasper cieszy się że się dzięki mnie od niej uwolnił czy jest na mnie zły. Naprawdę dobrze kryje emocje.
-Benjaminie kiedy zamierzasz poprawić ostatni sprawdzian? Semestr się kończy a ja nie zamierzam podwyższać ci oceny półrocznej za ładny uśmiech-głos nauczycielki historii rozniósł się po całej klasie. Miała duże oczy, które mnie przerażały i chyba nie tylko mnie. Mimo to, to zawsze ja miałem przewagę słowną.
-Zastanowię się-odparłem. Nie znosi tej odpowiedzi, wszyscy to wiedzą, więc nie byłoby opcji aby jej nie użyć.
-To zastanowisz się w wakacje, kiedy będziesz pisał poprawkę z historii! I Myślę że nie tylko z tego przedmiotu-krzyknęła. Zrobiła się całkiem czerwona na twarzy a uczniowie zaczęli chichotać.
-Chce mnie pani nawet w wakacje oglądać?
Tak odbywały się zazwyczaj lekcje. Zazwyczaj ląduje za coś takiego u dyrektorki ale nie mogą mnie wyrzucić. Mój ojciec za dużo inwestuje w tą szkołę.
Na lunchu usiedliśmy przy największym stoliku. Panuje tu taka sama hierarchia społeczna co w każdej innej szkole. Czym popularniejsza grupa tym bardziej siedzi w środku sali przy czym większym stoliku. My zajmowaliśmy w samym środku, to chyba oczywiste.
-Idziemy zapalić?-zaproponował Connor. Zwykle sportowcy unikają tego typu rzeczy lecz czego nie robi się dla przyjemności. Wyszliśmy z budynku szkoły i skryliśmy się w zieleni parku na górnym Manhattanie, który jest tuż przed szkołą. Nie jestem nałogowym palaczem ale jestem w stanie wypalić nawet pięć papierosów na dzień.
Kiedy wróciliśmy do szkoły ostatnia lekcja już się rozpoczęła. Przeprosiłem profesora Burnona i zająłem swe miejsce. Amy zmierzyła mnie wzrokiem i poruszyła delikatnie ręką w stronę nosa. Nie lubi, gdy palę. Z resztą która dziewczyna lubi jak jej chłopak pali. Lekcja strasznie się dłużyła a ja nie potrafiłem wziąć oddechu. Może trochę za mocno się zaciągnąłem? Zacząłem się dusić mimo iż w gardle miałem suchą gulę. Kiedy nauczyciel zorientował się, że coś jest nie tak wyprowadził mnie na korytarz. Doszedłem tam chwiejnym krokiem mając w oczach łzy. Zza drzwi wyglądały zaciekawione twarze. Zapewne wyglądam komicznie.

                                                                                                              
Prawdopodobnie straciłem przytomność, ponieważ kiedy otwarłem oczy ujrzałem białe ściany, których nie ma w Constance Billard. Tam wszystko jest w kolorach. W domu też nie przebywałem, bo łóżko na którym właśnie przebywałem nie należało do mnie. A co jeśli wysłali mnie na odwyk? Nauczyciel mógł się zorientować że paliłem..
Nad łóżkiem pochylała się zmartwiona lecz zarazem uśmiechnięta Elizabeth Cort-moja matka. Oczywiście musiała się już o wszystkim dowiedzieć.
-Nareszcie się obudziłeś! Tato obiecał, że przyjdzie najszybciej jak będzie mógł.
-Przyjedzie? Dla mnie? Przekaż mu, że nie ma takiej potrzeby i tak jestem już spóźniony na spotkanie z Amy, miałem ją odwieść do szkoły, na pewno już na mnie czeka. I gdzie ja jestem?-wydukałem z nadzieją że nie jestem na odwyku. Może po prostu straciłem przytomność. Po chwili zorientowałem się, że nie powiedziałem nic, bo mama nic nie odpowiedziała tylko trzymała mnie mocno za rękę. W moim gardle płonął ogień a do ręki miałem podłączoną kroplówkę. Spróbowałem wstać, bez skutku.
-Kochanie nie wierć się później wszystko ci wytłumaczę, teraz powinieneś odpoczywać-jej głos przyniósł mi ulgę, dzięki której znów potrafiłem pogrążyć się we śnie. Przyśniła mi się Allison. Pierwszy dzień w Constance Billard. Dlaczego się nie broniła tamtego dnia? Zrobiliśmy jej tyle złego-zła reputacja oraz niechęć do jej osoby. Nigdy się za to nie odpłaciła. 


******
 Pierwszy post dedykuję Ance, która namówiła mnie abym założyła bloga
Kaka (;