niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział 2


  1. Mama z tatą przebywali na korytarzu pogrążeni w rozmowie. Mamuś chyba była bardzo zdenerwowana, ponieważ energicznie wymachiwała rękami. Ojciec jak zawsze zachował kamienny spokój lecz i tak wydawał się nieco inny. Pewnie zamierza wydziedziczyć swego syna palacza. Mimo iż nie nałogowego ale w ośrodku. Kiedy mama nieco się uspokoiła i zakończyła kręcić rękami weszła do pomieszczenia gdzie przebywałem. Potrafiła się uśmiechać dosłownie w każdej chwili. Nazywa to pokerową twarzą, bo uważa że kobieta nie powinna jasno pokazywać swych emocji.
-Jak się dzisiaj czujesz, kochanie?-spytała biorąc moją dłoń i zaczęła ją lekko mierzwić. Dzisiaj chyba nie za dobrze wychodziła jej ‘pokerowa mina’ bo na jej twarzy gościł grymas nie przypominający jej uśmiech.
-Mamuś powiesz mi co się dzieje? Czuję się już lepiej chyba że macie powód mnie tutaj jeszcze trzymać-zapytałem lecz miałem nadzieję że nie chodzi o to o czym myślałem wcześniej. Obróciła się w stronę taty, który również wszedł do środka lecz stał przy ścianie. Kiwnął do niej głową.
-Widzisz w najbliższym czasie nie wrócisz do domu. Muszą ci zrobić jeszcze dwa badania aby potwierdzić diagnozę. Módlmy się by nie potwierdziła się.
-Dobrze wiemy, że nie jesteś wierząca mamuś. Mogłabyś jaśniej? Powinienem wiedzieć co się ze mną dzieje!-wyrwałem rękę z jej uścisku. Trochę zakręciło mi się w głowie ale całą swoją silną wolą próbowałem nie stracić przytomności.
-Nie chcieliśmy cię martwić, póki nie będziemy pewni..-posłałem jej naglące spojrzenie-Prawdopodobnie masz nowotwór płuc. Częsta przypadłość u nastolatków, którzy palą i nie dbają o swoje zdrowie. Ty nie palisz i dbasz o siebie więc nie mamy się o co martwić, prawda? Lecz jeśli diagnoza się potwierdzi przeniesiemy cię do prywatnej kliniki. Nie pozwolimy by leczyli cię jakieś bęcwały.
Znów zrobiła się nerwowa. Krążyła oczyma po całej sali nie patrząc mi w oczy. Rak płuc. To by tłumaczyło te wszystkie bóle. Już zaczynały się jakiś czas temu ale nie były takie intensywne, dlatego nie zwróciłem na to szczególnej uwagi. Może mama ma rację i to zwykłe zapalenie? Jasne, Ben okłamuj sam siebie. Tym razem nie masz tyle szczęścia. Obróciłem się w stronę okna by Elizabeth Corp nie ujrzała moich łez. Wtedy sama zacznie płakać i zrobi mi się jeszcze gorzej. Długo nie wytrzymam w samym towarzystwie rodziców, więc oczekuję na kogoś z zewnątrz. Tato objął mamę ramieniem i wyprowadził ją z mojego pokoju. Zobaczyłem to tylko kątem oka, by zobaczyć jak on przyjmuje tą wiadomość. Pewnie cieszy się, że pozbędzie się balastru.
Następnego dnia i jeszcze następnego a nawet po tygodniu nikt się nie pojawił. Żadnych sms, pozdrowień czy nawet wódki czego najbardziej się spodziewałem. Wyszedłem z kliniki w drugim tygodniu, kiedy potwierdzono diagnozę. Czekała mnie seria chemioterapii, która i tak nie daje mi pewności na..nieważne. Myślę, że już się pogodziłem ze swym losem. Nie rozumiem tylko po co mam się jeszcze męczyć tym leczeniem. Za pierwszym razem myślałem, że odpłynę. Byłem strasznie zmęczony a ból w klatce piersiowej nie ustępował.
Jutro wracam do szkoły! Matka zabroniła mi tego ale już wolę myśleć o najbliższym sprawdzianie czy która dziewczyna w Constance Billard jest najładniejsza niż o tym pieprzonym raku.
Kiedy zszedłem do holu, rozpocząłem poszukiwania mojej dziewczyny bez powodzenia. Nie przyszła. Widać wiadomość na facebooku już nie wystarcza. Minęły dwa tygodnie a ja czuję się jakby ominął mnie cały rok! W głównym korytarzu oczywiście stała Megan lecz nie przybiegła z tym swoim entuzjazmem tylko obróciła się i odeszła. Reszta nie zobaczyłem dopóki nie rozpoczęły się lekcje nie licząc Allison. Nie wiem czemu w ogóle o niej wspomniałem. Klęczała na podłodze zbierając książki a wokół niej stało widowisko śmiejące się. Chyba pomyliłem się że to Becka zawsze jest w centrum uwagi.
-Witaj geniuszu!-przywitałem Jaspera, który wymieniał notatki na następną lekcję. Mamy obok siebie szafki.
-Długo cię nie było, naprawdę długo-powiedział tym swoim bezuczuciowym tonem.
-Przyznam, że spodziewałem się jakiegoś komitetu powitalnego lub imprezy w klinice ale jakoś wam to wybaczę jeśli pójdziemy dzisiaj gdzieś na drinka. Dużo mnie ominęło?
Jass chwilowo zaniemówił lecz szybko się zreflektował patrząc mi twardo w oczy.
-Nawet nie wiesz jak dużo. Każdy w szkole przestał palić, bo nie chce by przytrafiło mu się to co Tobie a twoja obecność przyprawia o rozpacz a dobrze wiesz że nie imprezuje się na smutno. Sam to powiedziałeś. A teraz wybacz, muszę iść-poprawił tylko swoją idealną fryzurę i odszedł. Ja stałem nadal w tym samym miejscu by poukładać sobie wszystko co usłyszałem. Albo Jasper naprawdę jest na mnie zły z powodu Amy albo się ode mnie odwrócili. Wszyscy. Dlatego Amy nie przyszła rankiem do mnie a Megan nie przyszła mnie przywitać.
Ludzie zaczęli się rozchodzić i w tłumie znów ujrzałem Allison. Uśmiechnęła się ale raczej nie do mnie mimo iż jej twarz była zwrócona w moją stronę. Kiedy na korytarzu wiało pustką zsunąłem się po ścianie i zacząłem płakać. Ostatni raz t robiłem jak miałem siedem lat i oparzyłem się żelazkiem. Wtedy ojciec powiedział, że prawdziwi mężczyźni nie płaczą. Otarłem szybko zły jakby miał mnie zobaczyć. Skierowałem się w stronę wyjścia omijając portierkę. Pierwsze co zrobiłem na zewnątrz to sms do Amy. Jest mi winna spotkanie jeśli naprawdę chce ze mną zerwać. Zapewne wróci teraz do Jaspera. Jak mogłem być z kimś takim? Szkoda tylko że jestem taki sam. Byłem taki sam. Wróciłem samotnie do domu. Koło południa rozbrzmiał dźwięk domofonu, tłumiąc płytę Pink Floydów, których właśnie słuchałem.
-Słucham?
-Hej, tu Allison. Jeśli nie chcesz mnie wpuścić, zrozumię-usłyszałem jej miękki głos mimo iż był zmodulowany przez urządzenie. To była naprawdę ona. Dziewczyna z którą kiedyś chciałem zatańczyć a zakończyło się to ‘nieprzyjemnymi słowami’.
-Jasne, wchodź. Tylko zastanów się czy chcesz przebywać z zarazą w jednym pomieszczeniu.
-A ja nie wiem co zamierzasz robić z taką ofiarą jak ja.
Nie wiedząc co odpowiedzieć wpuściłem ją. Wyglądała jak zwykle inaczej ale tak naprawdę nie rozumiem, dlaczego wszystkim to tak przeszkadzało. Styl jak styl.
Zaczęła się rozglądać po apartamencie. Było co podziwiać. Moja matka uwielbiała szkło więc meble są w stylu nowoczesnym a w niektórych miejscach widniały jakieś trofea ojca.
-Przyszłaś tu byśmy mogli razem się poużalać nad sobą? Myślałem, że do tego nie jest potrzebne towarzystwo.
Szybko zrobiłem dwa drinki i położyłem je na małym stoliku. Myślę, że służy tylko do ozdoby, bo słowo dają mieszczą się na nim tylko dwie szklanki.
-Dziękuję nie piję. Możemy robić wiele innych rzeczy. Co powiesz na sprzątanie?
-Sprzątanie?-popatrzyłem na nią niedowierzająco. Dziewczyna przychodzi do mnie aby ze mną sprzątać. Mieliśmy rację, że jest jedyna w swoim rodzaju.
-Na twoim miejscu wyrzuciłabym wszystko co kojarzy ci się z Elitą. Zdjęcia, pamiątki. Posiadasz coś takiego?
-Jasne, że tak!
Jasne, że nie.
-Dlaczego, zawsze jesteś taka inna? Może gdybyś wtopiła się w tłum inni nie zwracaliby tak na ciebie uwagi.
-Chodzi ci o moje ubrania? Każda rzecz, którą mam na sobie coś dla mnie znaczy. Kiedy mnie poznaliście z Connorem widzieliście moją jak to nazywasz inność i nawet powiem że właśnie to wam się podobało.
Jej falowane, blond włosy opadły jej na ramiona. Zarumieniła się lekko, a jej głowa pochyliła się w dół lustrując wzrokiem swoje buty. Najwidoczniej jest nieco nieśmiała ale jest odważna mówiąc mi to.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz