piątek, 28 września 2012

Opowiadanie 2

Najpierw coś co napisałam na szybko na angielskim ale bardzo mi się spodobało:

Kiedy tylko weszłam do pomieszczenia zobaczyłam go pod ścianą. Siedział jak zwykle z gitarą w ręku a na jego twarzy widniał uśmiech połączony z fascynacją. Włosy jego, były koloru blond, chociaż zawsze patrząc na nie widzę złoto. Tak, były barwy złota. I zawsze sterczą na wszystkie strony. Taki "artystyczny nieład". Oczy były niebieskie jak morze. Potrafi jednym spojrzeniem wciągnąć w swą otchłań. Kocham morze. Ale nie dlatego się w nim zakochałam. Jest wiele powodów, naprawdę. Pomógł mi wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałam, pomógł mi, kiedy zostałam całkiem sama. Przez tą miłość nie zauważyłam, że nie tylko dla mnie ma złote włosy, niebieskie jak morze oczy czy dłoń, którą wyciągnął w moją stronę.

Jeszcze tego nie nazwałam ale zobaczę najpierw jak wyjdzie początek:

Mam na imię Lena. Chodzę do publicznej szkoły, jak większość dzieciaków z mojego sąsiedztwa. Nic nadzwyczajnego, kto chciałby chodzić w mundurku jak te nadęte snoby z publicznej? Wyglądają jak marynarze, których bałabym się wpuścić na morze. Jeśli chodzi o mnie, wyglądam jak wiewiórka-dosłownie. Moje włosy są rude, przepraszam pomarańczowe a oczy piwne chociaż czasem zmieniają barwę na jakaś nieokreśloną. Ale to nie jest najgorsze-na moich policzkach widnieją piegi a skóra jest lekko zaróżowiona. Mieszkam w niedużym mieście zwanym Bytom. Niektórzy mówią, że jest duże ale przez szybkie przemieszczanie się plotek i to że ludzie, którzy nawet mnie nie znają wiedzą o mnie wszystko oraz że żadna słynna gwiazda nie przyjechała tutaj na koncert czy nawet odpoczynek mam wrażenie, że mieszkam na wsi. Daga-moja najlepsza przyjaciółka jeździ po całej Polsce za Myslovitz czy Hey. Jest najładniejszą dziewczyną w szkole i zawsze ma szczęście. Dosłownie zawsze. Jest blondynką lecz końcówki włosów są jasno-brązowe. Jest strasznie wysoka, czym nie mogę się pochwalić ja. Nawet kiedy ubiorę obcasy, co robię bardzo rzadko dosięgam jej do szyi. Mówi się 'małe jest piękne' lecz naprawdę nikt tak nie myśli a w szczególności osoby, które są właśnie małe. Daga mówi, że przynajmniej jak mam szpilki to nie jestem wyższa od większości chłopaków. Co z tego? Za to jest niższa nawet kiedy ich nie ma a mimo wszystko wygląda świetnie. Jej jedyną wadą jest częste zakochiwanie się. Mam nadzieję, że wystarczy jej mężczyzn na nowe "zaloty" czasem jest to naprawdę zabawne. Osobą, która może dorównać Dagmarze jest Mikołaj. Jest moim best friend odkąd pamiętam. Jedyne co można mu zarzucić to jest to, że nie znosi Dagi. Wolę nie cytować co o niej opowiada. Wolę milczeć, by się nie pokłócić lecz w oczach osób, której jej nie znają tak dobrze jak ja może wydawać się to wszystko prawdziwe. Mikołaj ma ciemno brązowe włosy i stalowe oczy. Uwielbiam się w nie wpatrywać. Szkoda, że nie tylko ja.

środa, 26 września 2012

Rozdział 9

Moja pierwsza lekcja francuskiego wcale nie była taka zła. Uczę się go szybciej niż włoskiego, który mamy w szkole. Profesor czasem zasypia mówiąc coś ale (prawie) od razu budzi się mówiąc dalej. Nie jest najmłodszy ale jest całkiem fajnym facetem chyba, że zaczyna mówić o Manhattanie, który nie wygląda już tak jak kiedyś i co się dzieje w tych czasach. Czy wszyscy starsi ludzie tacy są? Po lekcji wstąpiła do mnie Ali. Tydzień temu byłem u niej na obiedzie i od tej pory jeżdżę tam co drugi/trzeci dzień. Pan George bardzo polubił moje towarzystwo ku niepocieszeniu żony. Allison jeszcze nie powiedziała tacie co odkryła lecz planowała to zrobić. Przynajmniej tak mi powiedziała. Coraz częściej zaczynam myśleć, że chce najpierw odnaleźć matkę.
-Mam nadzieję, że lubisz szachy bo kiedyś w końcu się do ciebie dorwie-rzekła dziewczyna ze śmiechem, kiedy szliśmy pieszo w stronę jej "domu". Lekarz zalecił mi dużo ruchu przez to zrezygnowałem z samochodu i musiałem wstawać jakieś dwadzieścia minut szybciej niż zazwyczaj.
-Zrobię jakiś szybki kurs-zażartowałem. Tak naprawdę potrafię grać w szachy, nawet bardzo dobrze. Mój ojciec uwielbia gry logiczne.
-I chcę ci powiedzieć coś jeszcze.
-To znaczy?
Spuściła wzrok i przez chwilę szła niepewnie.Złapałem ją za rękę i przytuliłem by dodać jej pewności.
-Znalazłam ją. Pracuje w kafejce zaraz za naszym hotelem.
-Ale nie mówisz tego z entuzjazmem.
-Ponieważ ona nie chce wrócić. Poddała się-wyznała.
-Musimy pozbyć się Eve, wtedy wróci. Jestem tego pewien i uważam, że ten mężczyzna który wszystko ci wyjawił może nam pomóc.
Temat musiał zaczekać, ponieważ właśnie wjechaliśmy na trzecie piętro, gdzie znajdował się pokój 144.Pan George przywitał nas jak zawsze w uścisku i usiedliśmy przed stołem. Musi mu powiedzieć. Zakochany mężczyzna może być najlepszym sojusznikiem i przede wszystkim zasługuje na prawdę. Allison może mnie za to znienawidzić ale muszę spróbować. Już zamierzałem otworzyć usta, kiedy zaczęła mówić Ali.
-Tato, muszę ci coś powiedzieć.
Mężczyzna spojrzał na córkę z pytającym wzrokiem. Nie często zdarza się by dziewczyna była zakłopotana, więc można było się domyślić, że to coś poważnego.
-Znalazłam mamę-powiedziała powoli by jej tato wszystko zrozumiał-Ona wcale nie odeszła z własnej woli. Eve się do tego przyczyniła, tato.
-To niemożliwe. Przewidziałaś się, to wszystko i nie mieszaj do tego swej macochy! Twoja matka po prostu nas zostawiła, zostawiając jedynie papiery rozwodowe.
-To nie ona je zostawiła tylko Eve. Czy wspominała ci kiedykolwiek kto był jej współlokatorką na studiach?
Nastała cisza lecz George wstał od stołu i skierował się w stronę komputera.
-Tato, wierzysz mi?
-Sama nam to wszystko wyjaśni-powiedział i wziął do ręki telefon- Eve? Mogłabyś dzisiaj szybciej wrócić do domu?...Dobrze, to do godziny, pa.
-Może ja już powinienem się zbierać? To raczej nie najlepszy moment by zawadzał wam byle gość-przyznałem. Chciałem być przy niej lecz..to byłoby nieodpowiednie.
-Nie, chłopcze. Widzę, że Allison ci ufa. W takim razie ja również to uczynię-powiedział biorąc mnie za rękę. Podziękowałem skinieniem głowy. Dziewczyna wyjawiła wszystko czego dowiedziała się od niejakiego mężczyzny. Jestem nieco zaskoczono, że pan Bath tak szybko uwierzył córce. Moja matka od razu robiłaby sceny, że uważam tak bo nie lubię kogoś tam i tym podobne. Każda rodzina ma swoje tajemnice. Postanowiliśmy dowiedzieć się co powie Eve. Powiemy jej wszystko aby złapać ją z zaskoczenia, z pewnością nie spodziewa się takiego obrotu spraw. Tylko..może to mieć nieprzyjemny skutek dla matki Allison. Pan George uważa, że sprawa która była poruszona rok temu nie powinna być już roztrzęsiona a wydając ją wydałaby również siebie za szantaż. Kobieta weszła do pokoju spiesznym krokiem a wzrok zatrzymała na mojej osobie. Zauważyła, że bywam tutaj coraz częściej więc mój widok nie powinien być tak niepokojący, lecz sam telefon od jej męża wywołał jej obawy. Można było wyczytać to z jej twarzy.
-Chłopcze, powinieneś wracać do domu. Robi się późno a pan Bath chciał ze mną coś przedyskutować-rzekła próbując przybrać uprzejmy głos.
-Eve, Ben jest naszym gościem nie ładnie kogoś tak wypraszać. Proszę usiądź.
Kiedy kobieta wyszła zadzwoniliśmy do recepcji by zamknęli drzwi po jej wejściu. Gdyby próbowała uciec.

***

Po konfrontacji, Eve odeszła chociaż tak łatwo nie chciała się poddać. Postanowiono warunek by odeszła bez słowa a w zamian nikt z obecnych nie powiedziałby nic na temat jej występku. George mógł w każdej chwili zdać relacje w telewizji czy gazecie przez co kobieta byłaby skończona. Kiedy kobieta opuściła pokój, przybyli do niego ratownicy, którzy ratowali życie Benjamina Cort. Nawrót choroby spowodował szybką zmianę samopoczucia. Zmarł tego samego dnia przy boku Allison, jej ojca oraz matki, która przybyła chwilę później.
Connor, przyjaciel Bena zaczął spotykać się z Becką, która nigdy się nie zmieniła pod względem zachowania ale odkryliśmy że może się naprawdę zakochać. Chłopak postanowił dopisać jeden punkt w liście swojego przyjaciele brzmiący "20.Przyznać komuś rację, mimo iż wierzyłeś w coś bardzo długo. Nie zawsze może okazać się to prawdą" Allison została przyjaciółką Amy, która nie znalazła szczęścia w nowej Elicie, którą stworzyła nie inna osoba jak Megan. Dobrała do swej paczki Jaspera, który nie mógłby pogodzić się z utratą popularności. Niektórzy nigdy się nie zmieniają. Albo po prostu nikt nie wpłynął na zmianę ich poglądów czy zachowania. Co do matki Ali to wróciła lecz nie od razu. Eve zniknęła lecz nie na długo. Znów szukała zemsty ale z tego co mi wiadomo nigdy jej się to nie udało. Nie wszyscy zasługują na dobre zakończenie.

________________________________________________________________
Przez końcówkę było mi już naprawdę trudno przebrnąć. Myślę, że przejdę na pisanie krótszych opowiadań :)
Kaka (;

środa, 12 września 2012

Rozdział 8

Teraz będę patrzył na nią całkiem inaczej. Z pewnością to nie będzie już Amy, którą nie znoszę. Może dostałem szansę, którą straciłem jeśli chodzi o Katniss? Odizolowując się od mojej przyszywanej siostry popełnię ten sam błąd co z Kat. Nie musi wiedzieć co mnie kieruje. Uszanuję prośbę mamy. Allison uważa, że przyjaźniąc się z Amy powrócę do dawnego świata, czego naprawdę nie chcę. Już i tak zaakceptowałem Connora i nie żałuję. Potrzebuję przyjaciela. Choroba schodzi na drugi plan, ostatnio czuję się całkiem nieźle. Bóle głowy ustępują. Aby zakończyć myśleć na te tematy zanurzyłem się w lekturze. W książce występuje imienniczka Katniss. Mamie z pewnością spodobałaby się taka postać ale myślę, że w tamtych czasach nie było jeszcze "igrzysk śmierci". Do mojego pokoju weszła moja dziewczyna w zwiewnej, białej sukience. Na dworze panował chłód ale ona zawsze musi się czymś wyróżniać. Na twarzy zaczęły pojawiać się rumieńce, spowodowane zmianą temperatury ciała.
-Wiem wszystko-rzekła i usiadła na fotelu, który stał zaraz obok łóżka. W ciągu tego roku spędziłem w tym pokoju więcej czasu niż przez całe życie.
-To znaczy?-zapytałem. Wtajemniczyłem ją w całą sprawę w samochodzie, kiedy jechaliśmy do szkoły.
-Wiem, gdzie jest moja matka i dlaczego odeszła. Wiem wszystko-wyznała ze stoickim pokojem. Naprawdę podziwiam ją za to opanowanie. Popatrzałem na nią tylko by mówiła dalej-Eva Miller była
współlokatorką mojej mamy w akademiku. Nie były jakimiś dobrymi przyjaciółkami ale nie były też wrogami. Na drugim roku wezwano Eve do dyrekcji. Okazało się, że moja mama pokazała im ściągi swojej współlokatorki. Miała ona wszystkie wyniki testów, które mają się odbyć. Wyrzucono ją ze szkoły, miała tylko kilka dni aby się wynieść. Po skończeniu studiów mama wyszła za mąż za tatę w którym podkochiwała się Eve. Ta rozpoczęła studnia w innej uczelni i zakończyła je z jednym z najlepszych wyników w klasie. Dwa lata temu mama zrobiła jakieś przewinienie w pracy. Gdyby sprawa została upubliczniona trafiłaby do wiezienia. Eva wykorzystała te potknięcie. Kazała się wycofać ze swojego życia rodzinnego, jeśli nie chce by jej córka miała matkę kryminalistkę-powiedziała wszystko na jednym oddechu.
-Jak w takim razie twój ojciec dostał papiery rozwodowe? W jakiś sposób musiał dostać rozwód, skoro jest z panią Miller-odpowiedziałem.
-To była część warunku. Pewnie chcesz jeszcze zapytać skąd to wszystko wiem.
-Domyślam się, że nie mógł powiedzieć ci tego twój tata.
-On nie wie wszystkiego i właśnie nie wiem jak mu to wszystko powiedzieć. Żył z oszustką przez ostatni rok i stracił przez nią mamę-spuściła wzrok-Wspólnik Eve się wygadał. Przyszedł dzisiaj do mnie, czekając przed moim hotelem. Myślę, że ją kocha a ona go perfidnie wykorzystała.
Widzę, że obie nasze rodziny kryją mnóstwo sekretów. Pewnie jak większość na Upper East Side. Wszyscy tutaj kłamią. Czasem tego zazdroszczę tym za mostem. Są uczciwi w stosunku do siebie, mimo iż nie mają wszystkie o czym pomyślą czy zamażą. Ale nie wszyscy. Zawsze są jakieś wyjątki. Nawet w naszym świecie.
-Bez względu na wszystko musisz mu powiedzieć. Trzeba ukarać w jakiś sposób tą oszustkę ale nie chodzi tylko o to.
-Może powinnam najpierw ją odnaleźć? Nie mogła wyjechać daleko, mama była uzależniona od swojej pracy-proponuje. W jej oczach ujrzałem prośbę. Chciała bym jej pomógł. Oczywiście, że to zrobię tylko..czy ona chce być odnaleziona?
-Zróbmy to-decyduję się po chwili wahania.
-Pomyślę nad tym jeszcze. Teraz ty mi powiedz co postanowiłeś w stosunku do Amy.
Miałem nadzieję, że się o to nie spyta. Tak naprawdę nie mam pojęcia. Z jednej strony to prawda, będąc przy niej, po części nadal będę tkwił w przeszłości a jeśli tego nie zrobię mogę tego żałować.
-Nie chcę postąpić tego samego błędu, który postąpiłem z Katniss- wyznałem powoli.
-Miałam nadzieję, że to powiesz-powiedziała i pocałowała mnie z uśmiechem. Myślałem, że spodziewała się innego rozwiązania. Zauważyła moje wahanie i od razu wytłumaczyła:
-Gdybyś postanowił olać Amy uznałabym, że wcale się nie zmieniłeś a teraz udowodniłeś, że jest inaczej. A jak idzie ci książka?-zapytała.
-Skończona-odpowiedziałem dumny z siebie.
19.Zaopiekować się Amy.
Kolejna rzecz, którą mogę dopisać do listy. Jeszcze rok temu pomyślałbym, że wypełnianie zadań z jakiejś tam listy może być idiotyzmem. Mimo iż podjęliśmy decyzje nie będzie to takie łątwe do zrealizowania. Tak naprawdę matka Allison może być wszędzie, chociaż myślę że nie odeszła daleko. Amy za to jest przekonana, że ją nienawidzę. Mam jeszcze weekend, pora odpoczynku.

***


-Umówiłem się z Becką- powiedział mój przyjaciel pokazując swoje idealne zęby. Szliśmy właśnie szkolnym korytarzem w drodze do kolejnej klasy. Akurat tak się złożyło, że mieliśmy razem dwie lekcje pod rząd.
-Kiedy byłem w domu doszły do mnie słuchy że już wtedy się spotkaliście-przyznałem. Z twarzy Connora zszedł uśmiech. Zmarszczył brwi i odpowiedział:
-Owszem ale widzisz..tuż przed spotkaniem zobaczyłem jak podprowadza ją jakiś inny chłopak.
Typowe zachowanie dla naszej przewodniczącej. Tylko wydawało mi się, że jak Connor zmieni zdanie ona zmieni swoje postępowanie. Najwidoczniej nie zależy jej tak bardzo jak przypuszczaliśmy.
-Dlaczego więc spotykasz się z nią znów?
-W końcu każdy powinien dostać drugą szansę, prawda?-rzekł. To prawda. Również podarowałem ją jemu, bo wiem że jej nie zmarnuje. Allison również podarowała mi drugą szansę. Więc Con ma rację, każdy powinien móc poprawić swoje błędy.
-Jeśli to zepsuje, co zrobisz?
-Z pewnością nie pogrążę się w rozpaczy, przyjacielu-zaśmiał się i weszliśmy do klasy. Oczywiście spóźnienie. Nie moja wina, że korytarze są zbyt długie i nie potrafimy zdążyć do następnej klasy na czas. Zajęliśmy miejsca na końcu sali. Lepiej nie widzieć spojrzenia pani McBenc. Jakby widziała każdą twoją myśl.
-O co chodzi z Amy?-zapytał mój sąsiad z ławki szeptem.
-To znaczy?-zapytałem ze strachem, że Allison coś mu powiedziała. Jest moim przyjacielem ale każdy ma swoje tajemnice.
-Widziałem jak dzisiaj rozmawiacie-dodał.
-To aż takie dziwne?
-Co jak co ale nie spodziewałem się, że będziesz chciał spędzać z nią nadal czas. Kiedy cię nie było mało kto w ogóle zwraca na nią uwagę. Jasper dowiedział się, że chciała do ciebie wrócić kiedy myśleliśmy..że jesteś już zdrowy-wyjaśnił ale nie zdołałem już nic odpowiedzieć, ponieważ na środek klasy wywlokła nas nauczycielka. Nawet na końcu sali jej wzrok jest w stanie wychwycić wszystko. Zakończyło się dwoma jedynkami. Zadzwonił dzwonek i wszyscy z ulgą opuścili pomieszczenie. Niespodziewanie przed szkołą stała macocha Allison. Z surową miną jak zwykle, lecz próbowała udawać radość na widok swej pasierbicy. Za dużo świadków. Ali, obiecała mi że porozmawia dzisiaj z tatą. Chyba, że..Eva będzie szybsza. Mogła się dowiedzieć, że jej niewolnik puścił parę. Zszedłem szybko po schodach i pospiesznie wsiadłem do samochodu państwa Bath. Kobieta spojrzała na mnie gniewnie.
-Co tu robisz młodzieńcze? Zachowujesz się bardzo nieuprzejmie! Jeśli natychmiast nie wysiądziesz obiecuję ci chłopcze, powiadomię twoich rodziców o twoim występku.
-W porządku. Miałam tacie przedstawić Bena. Zapomniałam o nim, przepraszam że nic nie wspomniałam.
-Twój ojciec nie lubi nie zapowiedzianych gości.
-Dla niego zrobi wyjątek, wezmę to na siebie-powiedziała Ali biorąc mnie za rękę. Kobieta odwróciła się i wyjechała. Pierwsza bitwa wygrana. Najgorsze przed nami. Jeszcze nigdy nie byłem w środku. Na półkach stały puchary a meble w kolorze ciemnego brązu. Apartament surowy ale nowoczesny. Na samym końcu dużego salonu siedział w fotelu George Bath. W ręce trzymał szklaneczkę whisky.
-Witaj Eve, co ta długo? Jedzenie już prawie wystygło-powiedział mężczyzna. W jego głosie nie można było wyczuć żadnych emocji.
-Benjamin Cort bardzo chciał jechać z nami. Tłumaczyłam mu, że nie spodziewamy się gości lecz Allison nalegała.
Wzrok mężczyzny przeniósł się na córkę. Uśmiechnął się. Chyba pora by się przedstawić.
-Tatku, to jest mój chłopak Ben. Ben to jest mój tata.
Podaliśmy sobie ręce. Na początku robił wrażenie zimnego lecz podczas obiadu doszedłem do wniosku, że to naprawdę w porządku facet. Po prostu jest trochę pogrążony w smutku. Opowiada coś a potem nagle cichnie. Eve przez cały obiad nie wypowiedziała ani jednego słowa. Siedziała sztywno posyłając w naszym kierunku gniewne spojrzenia.
-Trenujesz coś, chłopcze?-zapytał mężczyzna. Spodziewałem się takiego pytania.
-Koszykówkę ale gram dla rozrywki, nigdy nie miałem z nią żadnych większych planów-wyjaśniłem z uśmiechem. Szkoda, że nie mogłem się trochę bardziej przygotować na ten obiad. Co jak co ale zależało mi na zaimponowaniu Georgowi Bathowi! I przede wszystkim jest ojcem Allison.
-Najważniejsze jest byś w życiu robił to co kochasz-powiedział i znowu wrócił do stanu chwilowego 'otępienia'. Myślę że zrobiłem należyte wrażenie, pora się zbierać. Pożegnałem się z mieszkańcami pokoju numer 144 i zjechałem windą w dół. Po wyjściu z hotelu obejrzałem się tylko raz ale nie pojechałem do domu. Ruszyłem w stronę Amy. Ta mieszkała w domku na obrzeżach miasta co wiązało się z dojeżdżaniem do szkoły. Najbliżej było do mnie przez co najpierw trafiała do mnie. Oczywiście nie chodziło tylko o to. Dojazd trwał niecałą godzinę ale robiło się coraz ciemniej. Dobrze, że rodzice Amy przywykli do moich wizyt wieczorem, nawet bardzo późnym czasem. Otworzyła drzwi już po pierwszym dzwonku.
-Ben? Witaj, wejdź proszę-przywitała się nieco zmieszana. Miała na sobie już skąpą piżamkę. Zarumieniła się lekko i pokazała gestem ręki, gdzie mam iść. Dobrze znałem ten dom. Może nie byliśmy za dobrą parą ale często się spotykaliśmy. Nasze matki doskonale się znały. Jak mama mogła się przyjaźnić z kobietą, która była żoną ojca jej dziecka? Nieważne.
-Chciałem cię przeprosić. Widzisz..byłem trochę na ciebie zły i potraktowałem cię niegrzecznie-tak naprawdę miałem prawo aby jej dowalić ale chciałbym się pogodzić a nie pomoże mi w tym szukanie racji.
-Nie masz mnie za co przepraszać. To ja zachowałam się jak..nieważne. Sam wiesz.
-Nie będę ukrywał, ze to prawda ale myślę, że możemy nadal się przyjaźnić.
Spojrzała na mnie a po jej policzkach zaczęły spływać łzy zmywając makijaż. Przytuliła się do mnie i mimo iż nie widziałem jej twarzy wiem, że się uśmiecha.

sobota, 8 września 2012

Rozdział 7

Rankiem, przed szkołą w holu czekała na mnie Allison. Mój pierwszy dzień w szkole po przerwie. Ostatni tydzień był całkiem przyjemny chociaż nie dowiedziałem się niczego na temat pani Miller. Byłem zajęty czymś innym chociaż i tak uznałem, że zapytanie się jej wprost co stało się rok temu byłoby niestosowne. Oraz nadal nie byłem w stanie zapytać się mamy o tatę. Zrobię to kiedy ojciec wyjedzie na delegację, czyli zapewne niedługo.
-Przygotowany na sprawdzian z biologii?-zapytał się blondynka z szerokim uśmiechem. Dobrze wie, że nie uczyłem się wczoraj wcale, mimo to jestem dobry z tego przedmiotu.
-Jaasne, uczyłem się w dzień i noc. Wątpisz?
Weszliśmy do szkoły trzymając się za ręce. Sprowadziło to wzrok każdej osoby, którą minęliśmy. Pierwszą osobą z ekipy, którą ujrzałem był Connor. Prawie przewrócił Beckę, która stała zaraz za nim. Przystanąłem, bo była tu moja szafka a Allison poszła dalej.
-Jesteście razem?-zapytał Con zbity z tropu.
-Owszem. Zdziwiony?
Ten tylko uśmiechnął się a potem dodał:
-Już od początku powinieneś z nią być.
Teraz to on mnie zaskoczył. Becka zrobiła grymas na twarzy i odeszła ze zmarszczką na twarzy. Na pierwszej lekcji spotkałem Amy. Jak zwykle. Siedziała sama ze spuszczoną głową.
-Jasper miał cię już dość?-zapytałem z satysfakcją. Na twarzy nie było makijażu a włosy nie były już idealnie gładkie tylko w strzępkach tak jakby właśnie wstała.
-Spadły na mnie same nieszczęścia! Omotał mnie a potem rzucił twierdząc, że oglądam się za innymi!-wykrzyknęła gestykulując rękami. Zawsze była z niej taka histeryczka?
-Przykro mi-rzekłem twardo i przeszedłem do swojej ławki. Łkała jeszcze przez jakiś czas lecz kiedy zauważyła, że kompletnie mnie to nie rusza przestała. Już nie jesteśmy razem. Nawet nie jesteśmy przyjaciółmi! Tak naprawdę nigdy nimi nie byliśmy. Chociaż Allison też mnie nienawidziła a mimo przyszła mi z pomocą. To coś innego! Przestań myśleć o Amy. Lekcja dłużyła się wiec jak zadzwonił dzwonek wyszedłem z klasy z ulgą. Ali stała pod klasą. Trzymała w ręce dwa jabłka.
-Drugie śniadanie.
-Przecież za dwie godziny mamy lunch.
-Rozgryzłeś mnie. To miał być pretekst-powiedziała całując mnie przelotnie w usta. Nawet nie wyobrażałem sobie, że może być tak wspaniale. Jestem szczęśliwy. Nareszcie.
-Wiesz co musimy dzisiaj zrobić?-zapytałem z błyskiem w oku-Punkt szósty. Dziesięć batonów pod rząd. Jesteś pewna że dasz radę? Jeszcze przytyjesz!-zażartowałem. Nie znoszę, kiedy dziewczyny postanawiają się odchudzać a szczególnie te, które są szczupłe.
-Lepiej ty uważaj! To nie ja siedzę całymi dniami w łóżku-odgryzła się. Zadzwonił dzwonek i znowu rozdzieliśmy się. Chemię miałem z Megan, która starała się unikać mojego spojrzenia. Plotki w Constance Billard przenoszą się zadziwiająco szybko. Bardzo ciekawi mnie reakcja Connora. Co znaczy "już od początku powinieś z nią być?" Mój przyjaciel nigdy nie był fanem zakochanych, jeśli można to tak określić więc jego wyznanie podwójnie mnie zaskoczyło. W porze lunchu wprowadziliśmy w życie punkt szósty. Oczywiście oboje daliśmy radę lecz przy połowie już zaczęło mnie mdlić. Podczas choroby zmienili mi dietę przez co nie jadłem tyle słodyczy. Kiedy dostałem takiej dawki cukru trochę zakręciło mi się w głowie. Ale ogólnie mieliśmy dużo zabawy.
-Wiesz co?
-Hm?-spytała zajadając się jeszcze ostatnim batonem.
-Postanowiłem coś zmienić. Już nie chcę mieć czarnego koloru w pokoju. To takie smutne. Co powiesz na zielony? Ostatnio to mój ulubiony kolor.
-Słodzisz dzisiaj-prychnęła ze śmiechem i wróciła do budynku.

Kiedy odeszła Allison przysiadł się do mnie Connor. Dzisiaj już nic mnie nie zdziwi.
-Więc jak to się stało, że jesteście razem?-zapytał z tym swoim błyskiem w oku jak zwykle. Był zawsze dobrym doradcą, jeśli chodziło o Amy, dlatego poczułem się jakbyśmy znów mogli być przyjaciółmi.
-To świeża sprawa, ale chyba po raz pierwszy jestem naprawdę zakochany-przyznaję.
-Widać-klepie mnie przyjacielsko po plecach-A teraz mi powiedz co mam zrobić w stosunku do Becki?
18.Odnowić stare stosunki z Connorem.
Odwracam to o czym pomyślałem wcześniej. Jednak coś dzisiaj jeszcze mogło mnie zaskoczyć.
-Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek usłyszę coś takiego od ciebie.
Na twarzy chłopaka zrobiła się zmarszczka i grymas na twarzy.
-Ja też nie. A najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę jaka ona jest głupia.
Staram się być poważny. To prawda, Becka nie jest mądra. Została przewodniczącą, bo ma dużo pieniędzy więc budzi szacunek u ludzi.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że znowu możemy normalnie ze sobą porozmawiać. Ciebie brakowało mi najbardziej, mimo iż przyznam byłem na ciebie wściekły tak jak na resztę-rzekłem patrząc na niego twardo. On tylko kiwnął głową.
-Przepraszam. Po prostu..moja babcia też umarła na raka. Jeszcze przed wstąpieniem do Constance Billard. Widzisz, wtedy pomyślałem że nie chciałem stracić Elity ale tak naprawdę chodziło mi o nią i rozpadamy się, Ben. Dużo się zmieniło przez ten czas, kiedy cię nie było.
Wtedy po schodach szkoły prywatnej zaczęła schodzić Megan z jakimś starszym chłopakiem. Jednak, niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. Mimo wszystko lubiłem Meg ale teraz nie potrafiłbym nadal się z nią przyjaźnić. Wyrosłem z tego.
-Idziemy się napić?-zaproponował Connor podnosząc swoją torbę, którą przewiesił przez ramię.
-Jasne-zgodziłem się. Ostatni raz. Wróciłem późnym wieczorem ale nie tak by matka się o mnie martwiła. Siedziała jeszcze na kanapie z lampką szampana. Oparłem się o framugę drzwi i zsunąłem po niej zasypiając. Trochę przesadziliśmy ale jest to jeden z punktów listy. Ostatnio bardzo często o niej myślę. Po drodze trafiliśmy na nijaki "Street dance" o którym wspominałem na początku semestru. Nie pamiętam dokładnie co się tam zdarzyło. Prawdopodobnie nie myślałem już zbyt jasno.
Obudziłem się rano w swoim łóżku. Słońce zaczęło przedzierać się już przez okno a mama krzątała się po kuchni. Teraz jest odpowiedni moment. Nie mam aż takiego kaca jak przypuszczałem, ze będę mieć. Mimo to wstałem z wielkim trudem z łóżka. Mama miała na sobie jeszcze szlafrok ale nawet w piżamie i bez makijażu wyglądała zjawiskowo.
-Mamo, mogę się ciebie o coś zapytać?-spojrzała na mnie i zmrużyła oczy. Na jej twarzy odmalował się uśmiech jak zawsze, kiedy ktoś się do niej zwróci lub jak jest gdzieś w miejscu publicznym.
-Mów, proszę.
-Pewnie wiesz, że tata mówił mi co nieco o waszej przeszłości-zacisnęła rękę na szklance-Ale nie powiedział mi wszystkiego.
-Zapewne nie powiedział tego co uznał za słuszne-rzekła surowo siadając na kanapie i zaczęła stukać po szklance. Zawsze tak robiła, kiedy się czymś denerwowała.
-Chcę wiedzieć. Proszę-usiadłem obok niej i położyłem swoją dłoń na jej kolanie. Przez chwilę patrzała się w jeden punkt rozmyślając nad czymś.
-Chcesz wiedzieć kto jest twoim ojcem.
Przytaknąłem głową na znak zgody.
-Obiecaj mi proszę, że nie pójdziesz do tego mężczyzny i nic do niego nie powiesz niestosownego.
Zgodziłem się od razu.
-Jan Knight.
Ojciec Amy?! Wstałem wzburzony. Mama przytrzymała mnie ręką.
-Pozwalałaś mi spotykać się z Amy, kiedy wiedziałaś że jest moją siostrą?! Mogłaś coś zrobić! Cokolwiek! Albo chociaż rozdzielić nas w jakiś sposób-krzyknąłem podnosząc coraz bardziej głos. Poczułem, że moje policzki zaczynają się robić czerwone.
-Wiedziałam, że ten związek prędzej czy później się rozpadnie i Amy nie jest twoją siostrą. Żona, Jana nie mogła mieć dzieci więc postanowiła adoptować dziecko. Dziewczyna nic o tym nie wie, więc nie wpychaj się w nie swoje sprawy-rozkazała stanowczo chociaż słyszę w jej głosie smutek.
-Zostawił cię samą z dzieckiem?
-Nawet nic nie wie. Uciekłam od razu jak dowiedziałam się o ciąży. Pomyślałam wtedy, że musiałabym związać się z człowiekiem, którego nie kocham a na dodatek miłowałam kogoś innego.
Spodziewałem się wszystkiego ale z pewnością nie czegoś takiego. Opuściłem pomieszczenie i wyszedłem do szkoły. Na dole czekała już Amy. Pewnie siedziała tam już od jakiegoś czasu, bo miała nieco groźną minę ale zobaczywszy mnie spoważniała.
-Co się stało?-zapytała z troską.
Amy nigdy by się mnie o coś takiego zapytała. Po prostu dostałbym ochrzan za spóźnienie.
-Opowiem ci w samochodzie.
Dziewczyna z którą byłem jakiś rok jest moją przyszywaną siostrą.