- Londyn oczarował mnie natychmiastowo. Do miejsca zamieszkania jechaliśmy wymarzonym autobusem Ali. Miała uśmiech dziecka, które właśnie dostało lizaka. Hotel okazał się wytworniejszy niż przypuszczałem. Spojrzałem ponownie na moją towarzyszkę. Jestem pewien, że nie zabrała mojej karty. Zawsze przypuszczałem, że nie należy do bogatej rodziny.
Dostaliśmy
pokój dwuosobowy. Nie był to apartament lecz mieliśmy do dyspozycji dwa piętra.
Tak zwane pokoje Deluxe. Na dole znajdował się salon i łazienka a u góry pokój.
-Co
powiesz abyśmy wybrali się do muzeum woskowego? Po drodze zwiedzimy jeszcze
trochę miasta ale robi się już ciemno to nie będziemy się dalej
zapuszczać-zaproponowała i spostrzegłem, że jej oczy miały dzisiaj kolor
zielony tak jak jej sukienka, lecz nie założyła do niej typowo balerinek tylko
trampki. Pobrudzone niewiadomo czym.
-Wszystko
jedno. Powiesz mi coś?
-Pytaj.
-Mieszkasz
na Brooklynie?
Dziewczyna
zmieszała się lekko i otwarła drzwi wyjściowe.
-Nie-powiedziała
krótko i zaprosiła mnie ręką bym poszedł za nią. Przejście przez miasto okazało
się nie tak proste jak przypuszczałem. Ali nie zdołała się powstrzymać przed
kupnem nowych conversów, których jak stwierdziłam nie ma w Ameryce. Następnie
znalazła się w sklepie z ubraniami, bo w końcu jak można przyjechać do Londynu
nie kupując sobie koszulki „I love Londyn” ? Zanim znaleźliśmy się w muzeum
zrobiło się całkiem ciemno. Nie zagościliśmy tam zbyt długo, ponieważ źle się
poczułem oraz zamykali budynek.
Od
razu po znalezieniu się w miękkim łóżku zasnąłem a pobudka nastąpiła w
południe. Zazwyczaj nie śpię tak długo ale ostatnio się odregulowałem a podróż
się do tego przyczyniła. Od razu poszliśmy w miasto. Allison nie umiała się
pogodzić, że przepasaliśmy tyle czasu. Tydzień minął bardzo szybko a moje
samopoczucie poprawiło się. Blondwłosa dzień w dzień wracała z kolejnymi
torbami zakupów, jeszcze zacznę podejrzewać, ze przyjechała tutaj na zakupy. W
szkole chodzi cały rok w tych samych butach a teraz ma z pięć par nowych
przynajmniej.
-Nie
patrz tak na mnie, dzisiaj wróciłam z czymś dla ciebie- mówiąc to wyciągnęła z
jednej z toreb męski sweter. Z tyłu wyglądał całkiem atrakcyjnie ale jak
obróciła go do przodu.. SWETEREK W SEREK!
-Bez
obaw, spodziewałam się, że ci się nie spodoba to tylko do poprawy samopoczucia.
Jak tam dzisiaj? Przesiedziałeś większość czasu w hotelu.
-A
planujesz jeszcze coś?
Zrobiła
niewinną minę i podała mi plakat koncertu My chemical romance, który ma się
odbyć dzisiejszego wieczora.
-Mam
nadzieję, że nie jesteś dzisiaj umierający.
-Skadże!
Dwa
punkty na liście zostały odhaczone. Od razu po koncercie poszliśmy na samolot
na Manhattan. Od razu po przyjeździe wybrałem się na chemioterapię aby nie było
jakiś komplikacji przez zaniedbanie w tamtym tygodniu. Wszystko było w porządku
tylko poproszoną mnie o wcześniejszą konsultację jakby przyszło mi coś takiego
do głowy następnym razem. Bardziej zła była moja matka. Pewnie przez całą moją
nieobecność nie poszła na żaden zabieg kosmetyczny, wyglądała koszmarnie i ten
jej wzrok..
-Jeżeli
myślisz, że twoja ucieczka z domu zostanie potraktowana łagodnie mylisz się. Ta
dziewczyna ma na ciebie bardzo zły wpływ. Mając takich rodziców spodziewałam
się po niej czegoś zupełnie innego. Co stało się z Amy? To była taka miła
dziewczyna!
W
tym momencie miałem ochotę się zaśmiać ale wiedziałem że powaga sytuacji jest
zbyt duża. Mama czasem potrafiła być naprawdę groźna.
-Jak
widzisz żaden z moich znajomych nie zamierza mnie widzieć w tym Amy. Allison
będzie tutaj przychodzić tyle ile będzie chciała.
Przez
chwilę Elizabeth Cort stała w miejscu w bezruchu. Nigdy nie mówiłem do niej w
taki sposób. Mamy z mamą czasem spięcia ale wiem, że stara się robić to co dla
mnie najlepsze.
-Masz
wrócić do szkoły, ewentualnie zostaniesz w domu w poniedziałki kiedy masz
chemioterapię. Jeszcze dzisiaj zawiadomię dyrektorkę-rzekła całkiem spokojnie.
Cofam co wcześniej powiedziałem.
-Do
szkoły?! Przecież przed chwilą powiedziałem, że..
-Słyszałam
cię bardzo dobrze ale za rok masz maturę i nie możesz sobie pozwolić na
zaniedbanie swoich obowiązków. Na uniwersytet Columbia nie dostaniesz się z
byle jakim wynikiem. Bez dyskusji.
Teraz
mnie zamurowało dopóki nie wzięło mnie na wymioty. Mama odeszła do swojej
sypialni z kamienną twarzą. Miałem rację, że nie można jej podpadać ale nie
sądziłem, ze tak się zdenerwuje moimi słowami. Zaskoczyło mnie również, że zna
rodziców Allison. Zdążyłem się dowiedzieć, że nie mieszka na Brooklynie, gdzie
znajduje się biedniejsza ludność Manhattanu oraz że opiekuje się nią opiekunka.
Rozmyślanie
w łazience przerwał mi telefon. Dzwonił lekarz. Najświeższe wiadomości czyli
nic nowego. Podobno mam wielkie szczęście, że nie straciłem włosów.
Najwidoczniej mój organizm nie jest jeszcze tak słaby ale chyba bym się
załamał, gdybym musiał chodzić w chustce na głowie. Ukryłem twarz w dłoniach i
zacząłem płakać. Znowu. Connor powiedziałby, że zaczynam mięknąć. Wieczorem
miałem zamiar zadzwonić do Ali by przyszła do mnie rano to pojechalibyśmy razem
do szkoły ale wywołalibyśmy w tym zbyt dużą sensację. Zamiast tego napisałem krótkiego
smsa że wracam.
Do
Constance Billard chodziły bogate bachory lub ci ze stypendiami. Większość
kończąc tą szkołę trafiają na prestiżowe uczelnie takie jak Yale, Brown czy
Oxford. Ja zdecydowałem się na Columbię, która znajduje się na Upper East Side
dzięki czemu zawsze miałbym blisko do domu oraz uczęszczała tam moja siostra-
Katniss.
Wracając
do szkoły postaram się by nikt nie zauważył, że zostałem odtrącony od Elity.
Będę zachowywał się jak gdyby nigdy nic się nie zmieniło. Kiedy pojawiłem się
na korytarzu od razu zauważyłem różnicę mimo iż nie było mnie tutaj jakiś
miesiąc. Megan nie czekała na mnie w głównym wejściu, można było zauważyć Amy i
Jaspera trzymających się za ręce- znowu, a ludzie nie patrzyli na mnie już ze
współczuciem tylko nie patrzyli wcale. Teraz już nie wiem co gorsze. Jak
zauważyłem Connora poklepałem go przyjacielsko po plecach.
-Cześć,
Con! Jak tam zawody z zeszłego miesiąca?
Popatrzył
na mnie nieco zaskoczony lecz szybko się zreflektował uśmiechem takim, którym
zawsze mnie obdarzał.
-Pokonaliśmy
w końcu niebieskich! Liczę na to, że będziemy zdobywać teraz same złote medale.
A jak u ciebie? Jesteś już w formie?
-W
jak najlepszej!- skłamałem ale nie ma innego wyjścia aby zdobyć powrotem ich
sympatię. W oddali ujrzałem Megan. Podeszła do nas i stanęła obok Connora
opierając mu rękę na ramionach. Była jedną z niewielu dziewczyn, która była z
nim prawie równego wzrostu. Centymetrów dodawały jej również wysokie obcasy.
-Widzę,
że Cort wrócił!- krzyknęła lecz niepewnie spojrzała się na Connora.
-Jesteście
parą?- spytałem z nutą żartu w głosie. Jeśli mój najlepszy przyjaciel zgodził
się na ‘zniewolenie’ przez dziewczynę byłbym naprawdę w wielkim szoku.
Zaprzeczyli uśmiechając się, czyli coś się wydarzyło ale nie przyznają się do
tego łatwo. Później napięcie opadło więc rozmawialiśmy ze sobą jak kiedyś.
Becka miała blisko mnie szafkę, dlatego nasze spotkanie było nieuniknione. Oczywiście
pojawiła się ze swoją świtą- Callie i Charlotte oraz Brendy, która szła
nieśmiało z tyłu. Zazwyczaj była wykorzystywana przez tą trójkę, lecz ta zawsze
chciała się z nimi przyjaźnić. Ktoś musi ją uświadomić, że to co robi wcale nie
przyniesie jej sympatii swoich idolek.
-Hej,
misiaczku! Właśnie Con i Megan złapali mnie by mnie powiadomić o twoim jak
najlepszym zdrowiu. Wspaniale! Idziesz ze mną na lekcę?- mówiąc to odesłała
wzrokiem dziewczęta. Te bez pytań odeszły z opuszczonymi głowami. Blondynka
wzięła mnie pod ramię. Rozmowa z nią była błacha i prosta jak zwykle. Nie było
trudno ją przekonać do siebie, jeśli wygląda się tak jak ja i ma się tyle
funduszy ile ja. Takich chłopaków szukała Becka. Jej randka z Connorem musiała
być zmyślona. Nie wyglądają na parę, a znając moją uroczę przyjaciółkę na pewno
by się z tym obnosiła.
-Jeśli
chcesz możemy spotkać się po zajęciach, gdzieś. Mam dzisiaj wolny dzień. Chyba,
że wolisz w trakcie, żaden kłopot-rzekła i puściła mi oczko. Mam nadzieję, że
nie stanę się obiektem jej zalotów więc grzecznie odmówiłem. Po drodze do klasy
zauważyłem Allison. Spojrzała na mnie lecz nagle zadzwonił dzwonek więc nie
odezwaliśmy się do siebie ani jednym słowem tylko nieco przyspieszyłem by się
nie spóźnić. Historię muzyki miałem z Amy. Pewnie też rozmawiała z Connorem,
więc myśli że wszystko ze mną w porządku. Szkoda, że naprawdę nie jest. Tak
naprawdę nie skłamałem aż tak bardzo tylko podkoloryzowałem fakty. Nikt nie
spytał się czy zostałem wyleczony. Po chwili podeszła do mnie z tym swoim
sztucznym uśmiechem.
-Miło
cię widzieć w szkole i w zdrowiu.
-Ciebie
również-odpowiedziałem krótko. Przez chwilę nastała cisza lecz w końcu
powiedziała to co nam obu chodziło po głowie:
-Przepraszam,
że zerwałam z tobą w takiej chwili.
W
tym właśnie momencie pomyślałem o liście, którą stworzyliśmy wraz z Allison.
-To
była tylko kwestia czasu. Jestem pewien, że wiedziałaś że nic do ciebie nie
czułem. Nigdy. Byliśmy ze sobą dla wygody, nieprawdaż?
-
T-tak- zająkała się i rzekła że musi iść po książkę na następną lekcję. Dopiero
po chwili doszedłem do wniosku, że nie brzmiało to miło ale musiałem to w końcu
wykrztusić. Trzeci punkt z listy odhaczony. Wciąż brakuje sześciu do wpisania.
Moje myśli powróciły do Katniss. Nie byłem za dobrym bratem. Może się mylę ale
to ja rozpocząłem wojnę między nami. Kiedy miałem siedem lat uczęszczaliśmy
razem na lekcje konne. Po jakimś czasie zrodziła się między nami rywalizacja.
Na pierwszych zawodach, zahaczyłem się siodłem do siodła Kat. Skutkiem było to,
że wyleciałem w powietrze wprost na ziemię a moja siostra objęła prowadzenie.
Leżałem w szpitalu jakieś dwa miesiące, ponieważ moja noga była w gipsie i coś
stało się z kręgosłupem. Jako ‘młodocian’ kości w miarę szybko się zrosły. Po
tym już nigdy nie spojrzałem na swoją siostrę z miłością czy troską, która
powinna się pojawić wśród rodzeństwa. Kiedy poszła na studnia medyczne od razu
poznała tam nijakiego Karola. Nie dość, że znienawidziłem ją za to, że dostała
się do Columbii gdzie miałem studiować ja to jeszcze poznała chłopaka z dobrego
domu. Rodzice byli nim zachwyceni! Teraz myślę, że po prostu byłem zazdrosny.
Była córką idealną pod każdym względem. Jak wyszła za Karola pojechali w tą
cholerną podróż z której już nigdy nie wrócili i przyznam, że poczułem ulgę.
Skoro nie ma już córki idealnej pozostał im już tylko syn, którego nie mogą już
do nikogo porównać. Nie poszedłem na pogrzeb, dlatego że bardzo zależało mi na
meczu tylko dlatego że było mi wstyd. A teraz jest mi jeszcze bardziej. Dopiero
teraz to wszytsko do nie dociera. Byłem samolubem. Gdybym tylko miał chwilę by
powiedzieć jej że ją kocham i przepraszam. Ale myślę, że ona wie. Przykro mi
tylko, że nie może już tego ode mnie usłyszeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz