Zaczynam coś nowego. Sama się z siebie śmieje, że wybrałam taką tematykę, ale chyba w tym jestem najlepsza. Mam nadzieję, że komukolwiek się spodoba (; /Kaka
_________________________________________________________________________
I znowu wyglądam strasznie. Dlaczego za każdym razem, kiedy budzę się rano muszę się pomalować, ubrać jakoś odpowiednio i nawet rozbudzić w jakikolwiek sposób? Za niedługo będę w tym mistrzem. Zwlokłam się powoli z łóżka, włożyłam słuchawki do uszu i nastawiłam jak najbardziej żywa piosenkę. Zazwyczaj preferuję muzykę rock ale taki delikatny. Rano muszę posłuchać jakiś przebojów, dzięki którym nie śpię na pierwszych trzech lekcjach. Kiedy w końcu wybrałam ubranie na dzisiejszy dzień, zaczęłam poranną toalete i makijaż. Oczywiście bez przesady. Wystarczy mycie zębów i lekko dodać uroku oczom tuszem. Niebieskim, który jest cholernie hipsterski. Na śniadanie zjem płatki z moimi ulubionymi płatkami. Nagle usłyszałam kroki mojego brata schodzącego po schodach. Jak zwykle spóźniony. Harry posiadał swój zespół. Pod moim wielkim zaskoczeniem zrobili niezłą furorę ale wydaje mi się, że teraz najważniejszy jest dobry imagine a nie muzyka. Mimo iż dzieliły nas tylko dwa lata różnicy (ja jestem młodsza) była między nami wielka przepaść.
-Laura zostawisz mi trochę tych płatków? Wszystkie porwiesz a potem się dziwisz, że nie ma-wychrypiał zaspanym głosem.
-Bo to ty ich tyle nabierasz-odgryzłam się i włożyłam z powrotem słuchawkę do ucha.
Więc właśnie-nazywam się Laura. Pięknie, nieprawdaż? Mam długie blond włosy, przez co czasem podejrzewam, że jestem adoptowana. KAŻDY w mojej rodzinie ma włosy brązowe. Moje są koloru miodu, mimo wszystko uwielbiam je. Wyróżniają się tym, że są kręcone. Zapuszczam już naprawdę długo, co robi naprawdę dobry efekt. Moje oczy są wyżej nieokreślone, każdy mówi że mają inny odcień więc wolę na tym nie rozkminiać. Ale tak naprawdę nie jestem tak ładna jak wynika z początkowego opisu. Jestem strasznie niska, pewnie nikt w moim wieku nie posiada takiego wzrostu, a moja waga również zostawia wiele do życzenia. Ale pracuję nad tym! Przynajmniej nad drugą częścią. Do szkoły uczęszczam do Avalony - szkoły prywatnej, ale nie wyróżnia się jakimś większym poziomem od szkoły publicznej. Najważniejsze, że nie musimy nosić mundurków.
-Laura! Nie zgadniesz z kim chodzi Noel!-wykrzyknęła Emily. Moja najlepsza przyjaciółka, lecz czasem za dużo mówi. Cóż, każdy ma jakieś wady. Za to posiada to czego ja nie mam. Długich nóg, otwartego sposobu bycia i płaskiego brzucha.
-Naprawdę nie psuj mi nawet nastroju-poprosiłam. Noel to chłopak, który podobał mi się od początku liceum ale chyba nie sądziliście, że taka sierota jak ja posiada chłopaka? Nie i nigdy nie miałam.
-Tym raczej ci go poprawię. Ten związek nie ma szans wytrwać nawet dnia-powiedziała dziewczyna poprawiając swoją czarną grzyweczkę. W tym roku, chyba każda dziewczyna musiała sobie taką zrobić by potem idąc przez korytarz wymachnąć ci nią przed twarzą. Tak robią dziewczyny z ostatniego rocznika. Alishia, Britney i Melissa. Lepiej nie rozpowiadać się więcej na ten temat.
-Dobra jak musisz, to mów-rzekłam zrezygnowana. Odłożyłam swoją torbę w sali i usadowiłam się wygonie na miejscu.
-Britney Corbel! Ciekawe, kiedy zorientuje się, że to sztuczne!
-Emily, przestań!-popchnęłam lekko dziewczynę w ramię i usmiechnęłam się. Miała rację, ten związek nie potrwa dłużej niż jeden dzień.
-W ogóle twój brat dzisiaj po koncercie robi imprezę. Może tym razem zostaniemy u ciebie a nie uciekamy do mnie?
Sprawa numer dwa. Moja kochana przyjaciółka kocha się w Liamie, który jest kumplem z zespołu mojego brata przez co chce pojawić się wszędzie, gdzie on jest. Nie widziałam jeszcze ani jednego chłopaka z tej "wspaniałej czwórki" Harrego, ponieważ za każdym razem kiedy pojawiali się u mnie, uciekałam do Emily. Co ta nie może mi wybaczyć. Przez pewien moment.
-Em wiesz co myślę o tych imprezach. Nie wolisz spędzić wieczoru przy Plotkarze czy czymkolwiek innym?-spytałam błagalnym głosem chociaż mimo wszystko wiedziałam, że nie wygram.
-Ten jeden raz, obiecuję. Jeśli okaże się palantem już nigdy nie zostaniemy u ciebie w trakcie imprezy-podała w moją stronę "żółwika". Wypuściłam powietrze z buzi i uśmiechnęłam się cierpko.
-W co chcesz się ubrać?
-Kocham cię!-uścisnęła mnie mocno i pocałowała w policzek. Obym tylko tego nie żałowała.
poniedziałek, 12 listopada 2012
piątek, 28 września 2012
Opowiadanie 2
Najpierw coś co napisałam na szybko na angielskim ale bardzo mi się spodobało:
Kiedy tylko weszłam do pomieszczenia zobaczyłam go pod ścianą. Siedział jak zwykle z gitarą w ręku a na jego twarzy widniał uśmiech połączony z fascynacją. Włosy jego, były koloru blond, chociaż zawsze patrząc na nie widzę złoto. Tak, były barwy złota. I zawsze sterczą na wszystkie strony. Taki "artystyczny nieład". Oczy były niebieskie jak morze. Potrafi jednym spojrzeniem wciągnąć w swą otchłań. Kocham morze. Ale nie dlatego się w nim zakochałam. Jest wiele powodów, naprawdę. Pomógł mi wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałam, pomógł mi, kiedy zostałam całkiem sama. Przez tą miłość nie zauważyłam, że nie tylko dla mnie ma złote włosy, niebieskie jak morze oczy czy dłoń, którą wyciągnął w moją stronę.Jeszcze tego nie nazwałam ale zobaczę najpierw jak wyjdzie początek:
Mam na imię Lena. Chodzę do publicznej szkoły, jak większość dzieciaków z mojego sąsiedztwa. Nic nadzwyczajnego, kto chciałby chodzić w mundurku jak te nadęte snoby z publicznej? Wyglądają jak marynarze, których bałabym się wpuścić na morze. Jeśli chodzi o mnie, wyglądam jak wiewiórka-dosłownie. Moje włosy są rude, przepraszam pomarańczowe a oczy piwne chociaż czasem zmieniają barwę na jakaś nieokreśloną. Ale to nie jest najgorsze-na moich policzkach widnieją piegi a skóra jest lekko zaróżowiona. Mieszkam w niedużym mieście zwanym Bytom. Niektórzy mówią, że jest duże ale przez szybkie przemieszczanie się plotek i to że ludzie, którzy nawet mnie nie znają wiedzą o mnie wszystko oraz że żadna słynna gwiazda nie przyjechała tutaj na koncert czy nawet odpoczynek mam wrażenie, że mieszkam na wsi. Daga-moja najlepsza przyjaciółka jeździ po całej Polsce za Myslovitz czy Hey. Jest najładniejszą dziewczyną w szkole i zawsze ma szczęście. Dosłownie zawsze. Jest blondynką lecz końcówki włosów są jasno-brązowe. Jest strasznie wysoka, czym nie mogę się pochwalić ja. Nawet kiedy ubiorę obcasy, co robię bardzo rzadko dosięgam jej do szyi. Mówi się 'małe jest piękne' lecz naprawdę nikt tak nie myśli a w szczególności osoby, które są właśnie małe. Daga mówi, że przynajmniej jak mam szpilki to nie jestem wyższa od większości chłopaków. Co z tego? Za to jest niższa nawet kiedy ich nie ma a mimo wszystko wygląda świetnie. Jej jedyną wadą jest częste zakochiwanie się. Mam nadzieję, że wystarczy jej mężczyzn na nowe "zaloty" czasem jest to naprawdę zabawne. Osobą, która może dorównać Dagmarze jest Mikołaj. Jest moim best friend odkąd pamiętam. Jedyne co można mu zarzucić to jest to, że nie znosi Dagi. Wolę nie cytować co o niej opowiada. Wolę milczeć, by się nie pokłócić lecz w oczach osób, której jej nie znają tak dobrze jak ja może wydawać się to wszystko prawdziwe. Mikołaj ma ciemno brązowe włosy i stalowe oczy. Uwielbiam się w nie wpatrywać. Szkoda, że nie tylko ja.środa, 26 września 2012
Rozdział 9
Moja pierwsza lekcja francuskiego wcale nie była taka zła. Uczę się go szybciej niż włoskiego, który mamy w szkole. Profesor czasem zasypia mówiąc coś ale (prawie) od razu budzi się mówiąc dalej. Nie jest najmłodszy ale jest całkiem fajnym facetem chyba, że zaczyna mówić o Manhattanie, który nie wygląda już tak jak kiedyś i co się dzieje w tych czasach. Czy wszyscy starsi ludzie tacy są? Po lekcji wstąpiła do mnie Ali. Tydzień temu byłem u niej na obiedzie i od tej pory jeżdżę tam co drugi/trzeci dzień. Pan George bardzo polubił moje towarzystwo ku niepocieszeniu żony. Allison jeszcze nie powiedziała tacie co odkryła lecz planowała to zrobić. Przynajmniej tak mi powiedziała. Coraz częściej zaczynam myśleć, że chce najpierw odnaleźć matkę.
-Mam nadzieję, że lubisz szachy bo kiedyś w końcu się do ciebie dorwie-rzekła dziewczyna ze śmiechem, kiedy szliśmy pieszo w stronę jej "domu". Lekarz zalecił mi dużo ruchu przez to zrezygnowałem z samochodu i musiałem wstawać jakieś dwadzieścia minut szybciej niż zazwyczaj.
-Zrobię jakiś szybki kurs-zażartowałem. Tak naprawdę potrafię grać w szachy, nawet bardzo dobrze. Mój ojciec uwielbia gry logiczne.
-I chcę ci powiedzieć coś jeszcze.
-To znaczy?
Spuściła wzrok i przez chwilę szła niepewnie.Złapałem ją za rękę i przytuliłem by dodać jej pewności.
-Znalazłam ją. Pracuje w kafejce zaraz za naszym hotelem.
-Ale nie mówisz tego z entuzjazmem.
-Ponieważ ona nie chce wrócić. Poddała się-wyznała.
-Musimy pozbyć się Eve, wtedy wróci. Jestem tego pewien i uważam, że ten mężczyzna który wszystko ci wyjawił może nam pomóc.
Temat musiał zaczekać, ponieważ właśnie wjechaliśmy na trzecie piętro, gdzie znajdował się pokój 144.Pan George przywitał nas jak zawsze w uścisku i usiedliśmy przed stołem. Musi mu powiedzieć. Zakochany mężczyzna może być najlepszym sojusznikiem i przede wszystkim zasługuje na prawdę. Allison może mnie za to znienawidzić ale muszę spróbować. Już zamierzałem otworzyć usta, kiedy zaczęła mówić Ali.
-Tato, muszę ci coś powiedzieć.
Mężczyzna spojrzał na córkę z pytającym wzrokiem. Nie często zdarza się by dziewczyna była zakłopotana, więc można było się domyślić, że to coś poważnego.
-Znalazłam mamę-powiedziała powoli by jej tato wszystko zrozumiał-Ona wcale nie odeszła z własnej woli. Eve się do tego przyczyniła, tato.
-To niemożliwe. Przewidziałaś się, to wszystko i nie mieszaj do tego swej macochy! Twoja matka po prostu nas zostawiła, zostawiając jedynie papiery rozwodowe.
-To nie ona je zostawiła tylko Eve. Czy wspominała ci kiedykolwiek kto był jej współlokatorką na studiach?
Nastała cisza lecz George wstał od stołu i skierował się w stronę komputera.
-Tato, wierzysz mi?
-Sama nam to wszystko wyjaśni-powiedział i wziął do ręki telefon- Eve? Mogłabyś dzisiaj szybciej wrócić do domu?...Dobrze, to do godziny, pa.
-Może ja już powinienem się zbierać? To raczej nie najlepszy moment by zawadzał wam byle gość-przyznałem. Chciałem być przy niej lecz..to byłoby nieodpowiednie.
-Nie, chłopcze. Widzę, że Allison ci ufa. W takim razie ja również to uczynię-powiedział biorąc mnie za rękę. Podziękowałem skinieniem głowy. Dziewczyna wyjawiła wszystko czego dowiedziała się od niejakiego mężczyzny. Jestem nieco zaskoczono, że pan Bath tak szybko uwierzył córce. Moja matka od razu robiłaby sceny, że uważam tak bo nie lubię kogoś tam i tym podobne. Każda rodzina ma swoje tajemnice. Postanowiliśmy dowiedzieć się co powie Eve. Powiemy jej wszystko aby złapać ją z zaskoczenia, z pewnością nie spodziewa się takiego obrotu spraw. Tylko..może to mieć nieprzyjemny skutek dla matki Allison. Pan George uważa, że sprawa która była poruszona rok temu nie powinna być już roztrzęsiona a wydając ją wydałaby również siebie za szantaż. Kobieta weszła do pokoju spiesznym krokiem a wzrok zatrzymała na mojej osobie. Zauważyła, że bywam tutaj coraz częściej więc mój widok nie powinien być tak niepokojący, lecz sam telefon od jej męża wywołał jej obawy. Można było wyczytać to z jej twarzy.
-Chłopcze, powinieneś wracać do domu. Robi się późno a pan Bath chciał ze mną coś przedyskutować-rzekła próbując przybrać uprzejmy głos.
-Eve, Ben jest naszym gościem nie ładnie kogoś tak wypraszać. Proszę usiądź.
Kiedy kobieta wyszła zadzwoniliśmy do recepcji by zamknęli drzwi po jej wejściu. Gdyby próbowała uciec.
***
Po konfrontacji, Eve odeszła chociaż tak łatwo nie chciała się poddać. Postanowiono warunek by odeszła bez słowa a w zamian nikt z obecnych nie powiedziałby nic na temat jej występku. George mógł w każdej chwili zdać relacje w telewizji czy gazecie przez co kobieta byłaby skończona. Kiedy kobieta opuściła pokój, przybyli do niego ratownicy, którzy ratowali życie Benjamina Cort. Nawrót choroby spowodował szybką zmianę samopoczucia. Zmarł tego samego dnia przy boku Allison, jej ojca oraz matki, która przybyła chwilę później.
Connor, przyjaciel Bena zaczął spotykać się z Becką, która nigdy się nie zmieniła pod względem zachowania ale odkryliśmy że może się naprawdę zakochać. Chłopak postanowił dopisać jeden punkt w liście swojego przyjaciele brzmiący "20.Przyznać komuś rację, mimo iż wierzyłeś w coś bardzo długo. Nie zawsze może okazać się to prawdą" Allison została przyjaciółką Amy, która nie znalazła szczęścia w nowej Elicie, którą stworzyła nie inna osoba jak Megan. Dobrała do swej paczki Jaspera, który nie mógłby pogodzić się z utratą popularności. Niektórzy nigdy się nie zmieniają. Albo po prostu nikt nie wpłynął na zmianę ich poglądów czy zachowania. Co do matki Ali to wróciła lecz nie od razu. Eve zniknęła lecz nie na długo. Znów szukała zemsty ale z tego co mi wiadomo nigdy jej się to nie udało. Nie wszyscy zasługują na dobre zakończenie.
________________________________________________________________
Przez końcówkę było mi już naprawdę trudno przebrnąć. Myślę, że przejdę na pisanie krótszych opowiadań :)
-Mam nadzieję, że lubisz szachy bo kiedyś w końcu się do ciebie dorwie-rzekła dziewczyna ze śmiechem, kiedy szliśmy pieszo w stronę jej "domu". Lekarz zalecił mi dużo ruchu przez to zrezygnowałem z samochodu i musiałem wstawać jakieś dwadzieścia minut szybciej niż zazwyczaj.
-Zrobię jakiś szybki kurs-zażartowałem. Tak naprawdę potrafię grać w szachy, nawet bardzo dobrze. Mój ojciec uwielbia gry logiczne.
-I chcę ci powiedzieć coś jeszcze.
-To znaczy?
Spuściła wzrok i przez chwilę szła niepewnie.Złapałem ją za rękę i przytuliłem by dodać jej pewności.
-Znalazłam ją. Pracuje w kafejce zaraz za naszym hotelem.
-Ale nie mówisz tego z entuzjazmem.
-Ponieważ ona nie chce wrócić. Poddała się-wyznała.
-Musimy pozbyć się Eve, wtedy wróci. Jestem tego pewien i uważam, że ten mężczyzna który wszystko ci wyjawił może nam pomóc.
Temat musiał zaczekać, ponieważ właśnie wjechaliśmy na trzecie piętro, gdzie znajdował się pokój 144.Pan George przywitał nas jak zawsze w uścisku i usiedliśmy przed stołem. Musi mu powiedzieć. Zakochany mężczyzna może być najlepszym sojusznikiem i przede wszystkim zasługuje na prawdę. Allison może mnie za to znienawidzić ale muszę spróbować. Już zamierzałem otworzyć usta, kiedy zaczęła mówić Ali.
-Tato, muszę ci coś powiedzieć.
Mężczyzna spojrzał na córkę z pytającym wzrokiem. Nie często zdarza się by dziewczyna była zakłopotana, więc można było się domyślić, że to coś poważnego.
-Znalazłam mamę-powiedziała powoli by jej tato wszystko zrozumiał-Ona wcale nie odeszła z własnej woli. Eve się do tego przyczyniła, tato.
-To niemożliwe. Przewidziałaś się, to wszystko i nie mieszaj do tego swej macochy! Twoja matka po prostu nas zostawiła, zostawiając jedynie papiery rozwodowe.
-To nie ona je zostawiła tylko Eve. Czy wspominała ci kiedykolwiek kto był jej współlokatorką na studiach?
Nastała cisza lecz George wstał od stołu i skierował się w stronę komputera.
-Tato, wierzysz mi?
-Sama nam to wszystko wyjaśni-powiedział i wziął do ręki telefon- Eve? Mogłabyś dzisiaj szybciej wrócić do domu?...Dobrze, to do godziny, pa.
-Może ja już powinienem się zbierać? To raczej nie najlepszy moment by zawadzał wam byle gość-przyznałem. Chciałem być przy niej lecz..to byłoby nieodpowiednie.
-Nie, chłopcze. Widzę, że Allison ci ufa. W takim razie ja również to uczynię-powiedział biorąc mnie za rękę. Podziękowałem skinieniem głowy. Dziewczyna wyjawiła wszystko czego dowiedziała się od niejakiego mężczyzny. Jestem nieco zaskoczono, że pan Bath tak szybko uwierzył córce. Moja matka od razu robiłaby sceny, że uważam tak bo nie lubię kogoś tam i tym podobne. Każda rodzina ma swoje tajemnice. Postanowiliśmy dowiedzieć się co powie Eve. Powiemy jej wszystko aby złapać ją z zaskoczenia, z pewnością nie spodziewa się takiego obrotu spraw. Tylko..może to mieć nieprzyjemny skutek dla matki Allison. Pan George uważa, że sprawa która była poruszona rok temu nie powinna być już roztrzęsiona a wydając ją wydałaby również siebie za szantaż. Kobieta weszła do pokoju spiesznym krokiem a wzrok zatrzymała na mojej osobie. Zauważyła, że bywam tutaj coraz częściej więc mój widok nie powinien być tak niepokojący, lecz sam telefon od jej męża wywołał jej obawy. Można było wyczytać to z jej twarzy.
-Chłopcze, powinieneś wracać do domu. Robi się późno a pan Bath chciał ze mną coś przedyskutować-rzekła próbując przybrać uprzejmy głos.
-Eve, Ben jest naszym gościem nie ładnie kogoś tak wypraszać. Proszę usiądź.
Kiedy kobieta wyszła zadzwoniliśmy do recepcji by zamknęli drzwi po jej wejściu. Gdyby próbowała uciec.
***
Po konfrontacji, Eve odeszła chociaż tak łatwo nie chciała się poddać. Postanowiono warunek by odeszła bez słowa a w zamian nikt z obecnych nie powiedziałby nic na temat jej występku. George mógł w każdej chwili zdać relacje w telewizji czy gazecie przez co kobieta byłaby skończona. Kiedy kobieta opuściła pokój, przybyli do niego ratownicy, którzy ratowali życie Benjamina Cort. Nawrót choroby spowodował szybką zmianę samopoczucia. Zmarł tego samego dnia przy boku Allison, jej ojca oraz matki, która przybyła chwilę później.
Connor, przyjaciel Bena zaczął spotykać się z Becką, która nigdy się nie zmieniła pod względem zachowania ale odkryliśmy że może się naprawdę zakochać. Chłopak postanowił dopisać jeden punkt w liście swojego przyjaciele brzmiący "20.Przyznać komuś rację, mimo iż wierzyłeś w coś bardzo długo. Nie zawsze może okazać się to prawdą" Allison została przyjaciółką Amy, która nie znalazła szczęścia w nowej Elicie, którą stworzyła nie inna osoba jak Megan. Dobrała do swej paczki Jaspera, który nie mógłby pogodzić się z utratą popularności. Niektórzy nigdy się nie zmieniają. Albo po prostu nikt nie wpłynął na zmianę ich poglądów czy zachowania. Co do matki Ali to wróciła lecz nie od razu. Eve zniknęła lecz nie na długo. Znów szukała zemsty ale z tego co mi wiadomo nigdy jej się to nie udało. Nie wszyscy zasługują na dobre zakończenie.
________________________________________________________________
Przez końcówkę było mi już naprawdę trudno przebrnąć. Myślę, że przejdę na pisanie krótszych opowiadań :)
Kaka (;
środa, 12 września 2012
Rozdział 8
Teraz będę patrzył na nią całkiem inaczej. Z pewnością to nie będzie już Amy, którą nie znoszę. Może dostałem szansę, którą straciłem jeśli chodzi o Katniss? Odizolowując się od mojej przyszywanej siostry popełnię ten sam błąd co z Kat. Nie musi wiedzieć co mnie kieruje. Uszanuję prośbę mamy. Allison uważa, że przyjaźniąc się z Amy powrócę do dawnego świata, czego naprawdę nie chcę. Już i tak zaakceptowałem Connora i nie żałuję. Potrzebuję przyjaciela. Choroba schodzi na drugi plan, ostatnio czuję się całkiem nieźle. Bóle głowy ustępują. Aby zakończyć myśleć na te tematy zanurzyłem się w lekturze. W książce występuje imienniczka Katniss. Mamie z pewnością spodobałaby się taka postać ale myślę, że w tamtych czasach nie było jeszcze "igrzysk śmierci". Do mojego pokoju weszła moja dziewczyna w zwiewnej, białej sukience. Na dworze panował chłód ale ona zawsze musi się czymś wyróżniać. Na twarzy zaczęły pojawiać się rumieńce, spowodowane zmianą temperatury ciała.
-Wiem wszystko-rzekła i usiadła na fotelu, który stał zaraz obok łóżka. W ciągu tego roku spędziłem w tym pokoju więcej czasu niż przez całe życie.
-To znaczy?-zapytałem. Wtajemniczyłem ją w całą sprawę w samochodzie, kiedy jechaliśmy do szkoły.
-Wiem, gdzie jest moja matka i dlaczego odeszła. Wiem wszystko-wyznała ze stoickim pokojem. Naprawdę podziwiam ją za to opanowanie. Popatrzałem na nią tylko by mówiła dalej-Eva Miller była
współlokatorką mojej mamy w akademiku. Nie były jakimiś dobrymi przyjaciółkami ale nie były też wrogami. Na drugim roku wezwano Eve do dyrekcji. Okazało się, że moja mama pokazała im ściągi swojej współlokatorki. Miała ona wszystkie wyniki testów, które mają się odbyć. Wyrzucono ją ze szkoły, miała tylko kilka dni aby się wynieść. Po skończeniu studiów mama wyszła za mąż za tatę w którym podkochiwała się Eve. Ta rozpoczęła studnia w innej uczelni i zakończyła je z jednym z najlepszych wyników w klasie. Dwa lata temu mama zrobiła jakieś przewinienie w pracy. Gdyby sprawa została upubliczniona trafiłaby do wiezienia. Eva wykorzystała te potknięcie. Kazała się wycofać ze swojego życia rodzinnego, jeśli nie chce by jej córka miała matkę kryminalistkę-powiedziała wszystko na jednym oddechu.
-Jak w takim razie twój ojciec dostał papiery rozwodowe? W jakiś sposób musiał dostać rozwód, skoro jest z panią Miller-odpowiedziałem.
-To była część warunku. Pewnie chcesz jeszcze zapytać skąd to wszystko wiem.
-Domyślam się, że nie mógł powiedzieć ci tego twój tata.
-On nie wie wszystkiego i właśnie nie wiem jak mu to wszystko powiedzieć. Żył z oszustką przez ostatni rok i stracił przez nią mamę-spuściła wzrok-Wspólnik Eve się wygadał. Przyszedł dzisiaj do mnie, czekając przed moim hotelem. Myślę, że ją kocha a ona go perfidnie wykorzystała.
Widzę, że obie nasze rodziny kryją mnóstwo sekretów. Pewnie jak większość na Upper East Side. Wszyscy tutaj kłamią. Czasem tego zazdroszczę tym za mostem. Są uczciwi w stosunku do siebie, mimo iż nie mają wszystkie o czym pomyślą czy zamażą. Ale nie wszyscy. Zawsze są jakieś wyjątki. Nawet w naszym świecie.
-Bez względu na wszystko musisz mu powiedzieć. Trzeba ukarać w jakiś sposób tą oszustkę ale nie chodzi tylko o to.
-Może powinnam najpierw ją odnaleźć? Nie mogła wyjechać daleko, mama była uzależniona od swojej pracy-proponuje. W jej oczach ujrzałem prośbę. Chciała bym jej pomógł. Oczywiście, że to zrobię tylko..czy ona chce być odnaleziona?
-Zróbmy to-decyduję się po chwili wahania.
-Pomyślę nad tym jeszcze. Teraz ty mi powiedz co postanowiłeś w stosunku do Amy.
Miałem nadzieję, że się o to nie spyta. Tak naprawdę nie mam pojęcia. Z jednej strony to prawda, będąc przy niej, po części nadal będę tkwił w przeszłości a jeśli tego nie zrobię mogę tego żałować.
-Nie chcę postąpić tego samego błędu, który postąpiłem z Katniss- wyznałem powoli.
-Miałam nadzieję, że to powiesz-powiedziała i pocałowała mnie z uśmiechem. Myślałem, że spodziewała się innego rozwiązania. Zauważyła moje wahanie i od razu wytłumaczyła:
-Gdybyś postanowił olać Amy uznałabym, że wcale się nie zmieniłeś a teraz udowodniłeś, że jest inaczej. A jak idzie ci książka?-zapytała.
-Skończona-odpowiedziałem dumny z siebie.
19.Zaopiekować się Amy.
Kolejna rzecz, którą mogę dopisać do listy. Jeszcze rok temu pomyślałbym, że wypełnianie zadań z jakiejś tam listy może być idiotyzmem. Mimo iż podjęliśmy decyzje nie będzie to takie łątwe do zrealizowania. Tak naprawdę matka Allison może być wszędzie, chociaż myślę że nie odeszła daleko. Amy za to jest przekonana, że ją nienawidzę. Mam jeszcze weekend, pora odpoczynku.
***
-Umówiłem się z Becką- powiedział mój przyjaciel pokazując swoje idealne zęby. Szliśmy właśnie szkolnym korytarzem w drodze do kolejnej klasy. Akurat tak się złożyło, że mieliśmy razem dwie lekcje pod rząd.
-Kiedy byłem w domu doszły do mnie słuchy że już wtedy się spotkaliście-przyznałem. Z twarzy Connora zszedł uśmiech. Zmarszczył brwi i odpowiedział:
-Owszem ale widzisz..tuż przed spotkaniem zobaczyłem jak podprowadza ją jakiś inny chłopak.
Typowe zachowanie dla naszej przewodniczącej. Tylko wydawało mi się, że jak Connor zmieni zdanie ona zmieni swoje postępowanie. Najwidoczniej nie zależy jej tak bardzo jak przypuszczaliśmy.
-Dlaczego więc spotykasz się z nią znów?
-W końcu każdy powinien dostać drugą szansę, prawda?-rzekł. To prawda. Również podarowałem ją jemu, bo wiem że jej nie zmarnuje. Allison również podarowała mi drugą szansę. Więc Con ma rację, każdy powinien móc poprawić swoje błędy.
-Jeśli to zepsuje, co zrobisz?
-Z pewnością nie pogrążę się w rozpaczy, przyjacielu-zaśmiał się i weszliśmy do klasy. Oczywiście spóźnienie. Nie moja wina, że korytarze są zbyt długie i nie potrafimy zdążyć do następnej klasy na czas. Zajęliśmy miejsca na końcu sali. Lepiej nie widzieć spojrzenia pani McBenc. Jakby widziała każdą twoją myśl.
-O co chodzi z Amy?-zapytał mój sąsiad z ławki szeptem.
-To znaczy?-zapytałem ze strachem, że Allison coś mu powiedziała. Jest moim przyjacielem ale każdy ma swoje tajemnice.
-Widziałem jak dzisiaj rozmawiacie-dodał.
-To aż takie dziwne?
-Co jak co ale nie spodziewałem się, że będziesz chciał spędzać z nią nadal czas. Kiedy cię nie było mało kto w ogóle zwraca na nią uwagę. Jasper dowiedział się, że chciała do ciebie wrócić kiedy myśleliśmy..że jesteś już zdrowy-wyjaśnił ale nie zdołałem już nic odpowiedzieć, ponieważ na środek klasy wywlokła nas nauczycielka. Nawet na końcu sali jej wzrok jest w stanie wychwycić wszystko. Zakończyło się dwoma jedynkami. Zadzwonił dzwonek i wszyscy z ulgą opuścili pomieszczenie. Niespodziewanie przed szkołą stała macocha Allison. Z surową miną jak zwykle, lecz próbowała udawać radość na widok swej pasierbicy. Za dużo świadków. Ali, obiecała mi że porozmawia dzisiaj z tatą. Chyba, że..Eva będzie szybsza. Mogła się dowiedzieć, że jej niewolnik puścił parę. Zszedłem szybko po schodach i pospiesznie wsiadłem do samochodu państwa Bath. Kobieta spojrzała na mnie gniewnie.
-Co tu robisz młodzieńcze? Zachowujesz się bardzo nieuprzejmie! Jeśli natychmiast nie wysiądziesz obiecuję ci chłopcze, powiadomię twoich rodziców o twoim występku.
-W porządku. Miałam tacie przedstawić Bena. Zapomniałam o nim, przepraszam że nic nie wspomniałam.
-Twój ojciec nie lubi nie zapowiedzianych gości.
-Dla niego zrobi wyjątek, wezmę to na siebie-powiedziała Ali biorąc mnie za rękę. Kobieta odwróciła się i wyjechała. Pierwsza bitwa wygrana. Najgorsze przed nami. Jeszcze nigdy nie byłem w środku. Na półkach stały puchary a meble w kolorze ciemnego brązu. Apartament surowy ale nowoczesny. Na samym końcu dużego salonu siedział w fotelu George Bath. W ręce trzymał szklaneczkę whisky.
-Witaj Eve, co ta długo? Jedzenie już prawie wystygło-powiedział mężczyzna. W jego głosie nie można było wyczuć żadnych emocji.
-Benjamin Cort bardzo chciał jechać z nami. Tłumaczyłam mu, że nie spodziewamy się gości lecz Allison nalegała.
Wzrok mężczyzny przeniósł się na córkę. Uśmiechnął się. Chyba pora by się przedstawić.
-Tatku, to jest mój chłopak Ben. Ben to jest mój tata.
Podaliśmy sobie ręce. Na początku robił wrażenie zimnego lecz podczas obiadu doszedłem do wniosku, że to naprawdę w porządku facet. Po prostu jest trochę pogrążony w smutku. Opowiada coś a potem nagle cichnie. Eve przez cały obiad nie wypowiedziała ani jednego słowa. Siedziała sztywno posyłając w naszym kierunku gniewne spojrzenia.
-Trenujesz coś, chłopcze?-zapytał mężczyzna. Spodziewałem się takiego pytania.
-Koszykówkę ale gram dla rozrywki, nigdy nie miałem z nią żadnych większych planów-wyjaśniłem z uśmiechem. Szkoda, że nie mogłem się trochę bardziej przygotować na ten obiad. Co jak co ale zależało mi na zaimponowaniu Georgowi Bathowi! I przede wszystkim jest ojcem Allison.
-Najważniejsze jest byś w życiu robił to co kochasz-powiedział i znowu wrócił do stanu chwilowego 'otępienia'. Myślę że zrobiłem należyte wrażenie, pora się zbierać. Pożegnałem się z mieszkańcami pokoju numer 144 i zjechałem windą w dół. Po wyjściu z hotelu obejrzałem się tylko raz ale nie pojechałem do domu. Ruszyłem w stronę Amy. Ta mieszkała w domku na obrzeżach miasta co wiązało się z dojeżdżaniem do szkoły. Najbliżej było do mnie przez co najpierw trafiała do mnie. Oczywiście nie chodziło tylko o to. Dojazd trwał niecałą godzinę ale robiło się coraz ciemniej. Dobrze, że rodzice Amy przywykli do moich wizyt wieczorem, nawet bardzo późnym czasem. Otworzyła drzwi już po pierwszym dzwonku.
-Ben? Witaj, wejdź proszę-przywitała się nieco zmieszana. Miała na sobie już skąpą piżamkę. Zarumieniła się lekko i pokazała gestem ręki, gdzie mam iść. Dobrze znałem ten dom. Może nie byliśmy za dobrą parą ale często się spotykaliśmy. Nasze matki doskonale się znały. Jak mama mogła się przyjaźnić z kobietą, która była żoną ojca jej dziecka? Nieważne.
-Chciałem cię przeprosić. Widzisz..byłem trochę na ciebie zły i potraktowałem cię niegrzecznie-tak naprawdę miałem prawo aby jej dowalić ale chciałbym się pogodzić a nie pomoże mi w tym szukanie racji.
-Nie masz mnie za co przepraszać. To ja zachowałam się jak..nieważne. Sam wiesz.
-Nie będę ukrywał, ze to prawda ale myślę, że możemy nadal się przyjaźnić.
Spojrzała na mnie a po jej policzkach zaczęły spływać łzy zmywając makijaż. Przytuliła się do mnie i mimo iż nie widziałem jej twarzy wiem, że się uśmiecha.
-Wiem wszystko-rzekła i usiadła na fotelu, który stał zaraz obok łóżka. W ciągu tego roku spędziłem w tym pokoju więcej czasu niż przez całe życie.
-To znaczy?-zapytałem. Wtajemniczyłem ją w całą sprawę w samochodzie, kiedy jechaliśmy do szkoły.
-Wiem, gdzie jest moja matka i dlaczego odeszła. Wiem wszystko-wyznała ze stoickim pokojem. Naprawdę podziwiam ją za to opanowanie. Popatrzałem na nią tylko by mówiła dalej-Eva Miller była
współlokatorką mojej mamy w akademiku. Nie były jakimiś dobrymi przyjaciółkami ale nie były też wrogami. Na drugim roku wezwano Eve do dyrekcji. Okazało się, że moja mama pokazała im ściągi swojej współlokatorki. Miała ona wszystkie wyniki testów, które mają się odbyć. Wyrzucono ją ze szkoły, miała tylko kilka dni aby się wynieść. Po skończeniu studiów mama wyszła za mąż za tatę w którym podkochiwała się Eve. Ta rozpoczęła studnia w innej uczelni i zakończyła je z jednym z najlepszych wyników w klasie. Dwa lata temu mama zrobiła jakieś przewinienie w pracy. Gdyby sprawa została upubliczniona trafiłaby do wiezienia. Eva wykorzystała te potknięcie. Kazała się wycofać ze swojego życia rodzinnego, jeśli nie chce by jej córka miała matkę kryminalistkę-powiedziała wszystko na jednym oddechu.
-Jak w takim razie twój ojciec dostał papiery rozwodowe? W jakiś sposób musiał dostać rozwód, skoro jest z panią Miller-odpowiedziałem.
-To była część warunku. Pewnie chcesz jeszcze zapytać skąd to wszystko wiem.
-Domyślam się, że nie mógł powiedzieć ci tego twój tata.
-On nie wie wszystkiego i właśnie nie wiem jak mu to wszystko powiedzieć. Żył z oszustką przez ostatni rok i stracił przez nią mamę-spuściła wzrok-Wspólnik Eve się wygadał. Przyszedł dzisiaj do mnie, czekając przed moim hotelem. Myślę, że ją kocha a ona go perfidnie wykorzystała.
Widzę, że obie nasze rodziny kryją mnóstwo sekretów. Pewnie jak większość na Upper East Side. Wszyscy tutaj kłamią. Czasem tego zazdroszczę tym za mostem. Są uczciwi w stosunku do siebie, mimo iż nie mają wszystkie o czym pomyślą czy zamażą. Ale nie wszyscy. Zawsze są jakieś wyjątki. Nawet w naszym świecie.
-Bez względu na wszystko musisz mu powiedzieć. Trzeba ukarać w jakiś sposób tą oszustkę ale nie chodzi tylko o to.
-Może powinnam najpierw ją odnaleźć? Nie mogła wyjechać daleko, mama była uzależniona od swojej pracy-proponuje. W jej oczach ujrzałem prośbę. Chciała bym jej pomógł. Oczywiście, że to zrobię tylko..czy ona chce być odnaleziona?
-Zróbmy to-decyduję się po chwili wahania.
-Pomyślę nad tym jeszcze. Teraz ty mi powiedz co postanowiłeś w stosunku do Amy.
Miałem nadzieję, że się o to nie spyta. Tak naprawdę nie mam pojęcia. Z jednej strony to prawda, będąc przy niej, po części nadal będę tkwił w przeszłości a jeśli tego nie zrobię mogę tego żałować.
-Nie chcę postąpić tego samego błędu, który postąpiłem z Katniss- wyznałem powoli.
-Miałam nadzieję, że to powiesz-powiedziała i pocałowała mnie z uśmiechem. Myślałem, że spodziewała się innego rozwiązania. Zauważyła moje wahanie i od razu wytłumaczyła:
-Gdybyś postanowił olać Amy uznałabym, że wcale się nie zmieniłeś a teraz udowodniłeś, że jest inaczej. A jak idzie ci książka?-zapytała.
-Skończona-odpowiedziałem dumny z siebie.
19.Zaopiekować się Amy.
Kolejna rzecz, którą mogę dopisać do listy. Jeszcze rok temu pomyślałbym, że wypełnianie zadań z jakiejś tam listy może być idiotyzmem. Mimo iż podjęliśmy decyzje nie będzie to takie łątwe do zrealizowania. Tak naprawdę matka Allison może być wszędzie, chociaż myślę że nie odeszła daleko. Amy za to jest przekonana, że ją nienawidzę. Mam jeszcze weekend, pora odpoczynku.
***
-Umówiłem się z Becką- powiedział mój przyjaciel pokazując swoje idealne zęby. Szliśmy właśnie szkolnym korytarzem w drodze do kolejnej klasy. Akurat tak się złożyło, że mieliśmy razem dwie lekcje pod rząd.
-Kiedy byłem w domu doszły do mnie słuchy że już wtedy się spotkaliście-przyznałem. Z twarzy Connora zszedł uśmiech. Zmarszczył brwi i odpowiedział:
-Owszem ale widzisz..tuż przed spotkaniem zobaczyłem jak podprowadza ją jakiś inny chłopak.
Typowe zachowanie dla naszej przewodniczącej. Tylko wydawało mi się, że jak Connor zmieni zdanie ona zmieni swoje postępowanie. Najwidoczniej nie zależy jej tak bardzo jak przypuszczaliśmy.
-Dlaczego więc spotykasz się z nią znów?
-W końcu każdy powinien dostać drugą szansę, prawda?-rzekł. To prawda. Również podarowałem ją jemu, bo wiem że jej nie zmarnuje. Allison również podarowała mi drugą szansę. Więc Con ma rację, każdy powinien móc poprawić swoje błędy.
-Jeśli to zepsuje, co zrobisz?
-Z pewnością nie pogrążę się w rozpaczy, przyjacielu-zaśmiał się i weszliśmy do klasy. Oczywiście spóźnienie. Nie moja wina, że korytarze są zbyt długie i nie potrafimy zdążyć do następnej klasy na czas. Zajęliśmy miejsca na końcu sali. Lepiej nie widzieć spojrzenia pani McBenc. Jakby widziała każdą twoją myśl.
-O co chodzi z Amy?-zapytał mój sąsiad z ławki szeptem.
-To znaczy?-zapytałem ze strachem, że Allison coś mu powiedziała. Jest moim przyjacielem ale każdy ma swoje tajemnice.
-Widziałem jak dzisiaj rozmawiacie-dodał.
-To aż takie dziwne?
-Co jak co ale nie spodziewałem się, że będziesz chciał spędzać z nią nadal czas. Kiedy cię nie było mało kto w ogóle zwraca na nią uwagę. Jasper dowiedział się, że chciała do ciebie wrócić kiedy myśleliśmy..że jesteś już zdrowy-wyjaśnił ale nie zdołałem już nic odpowiedzieć, ponieważ na środek klasy wywlokła nas nauczycielka. Nawet na końcu sali jej wzrok jest w stanie wychwycić wszystko. Zakończyło się dwoma jedynkami. Zadzwonił dzwonek i wszyscy z ulgą opuścili pomieszczenie. Niespodziewanie przed szkołą stała macocha Allison. Z surową miną jak zwykle, lecz próbowała udawać radość na widok swej pasierbicy. Za dużo świadków. Ali, obiecała mi że porozmawia dzisiaj z tatą. Chyba, że..Eva będzie szybsza. Mogła się dowiedzieć, że jej niewolnik puścił parę. Zszedłem szybko po schodach i pospiesznie wsiadłem do samochodu państwa Bath. Kobieta spojrzała na mnie gniewnie.
-Co tu robisz młodzieńcze? Zachowujesz się bardzo nieuprzejmie! Jeśli natychmiast nie wysiądziesz obiecuję ci chłopcze, powiadomię twoich rodziców o twoim występku.
-W porządku. Miałam tacie przedstawić Bena. Zapomniałam o nim, przepraszam że nic nie wspomniałam.
-Twój ojciec nie lubi nie zapowiedzianych gości.
-Dla niego zrobi wyjątek, wezmę to na siebie-powiedziała Ali biorąc mnie za rękę. Kobieta odwróciła się i wyjechała. Pierwsza bitwa wygrana. Najgorsze przed nami. Jeszcze nigdy nie byłem w środku. Na półkach stały puchary a meble w kolorze ciemnego brązu. Apartament surowy ale nowoczesny. Na samym końcu dużego salonu siedział w fotelu George Bath. W ręce trzymał szklaneczkę whisky.
-Witaj Eve, co ta długo? Jedzenie już prawie wystygło-powiedział mężczyzna. W jego głosie nie można było wyczuć żadnych emocji.
-Benjamin Cort bardzo chciał jechać z nami. Tłumaczyłam mu, że nie spodziewamy się gości lecz Allison nalegała.
Wzrok mężczyzny przeniósł się na córkę. Uśmiechnął się. Chyba pora by się przedstawić.
-Tatku, to jest mój chłopak Ben. Ben to jest mój tata.
Podaliśmy sobie ręce. Na początku robił wrażenie zimnego lecz podczas obiadu doszedłem do wniosku, że to naprawdę w porządku facet. Po prostu jest trochę pogrążony w smutku. Opowiada coś a potem nagle cichnie. Eve przez cały obiad nie wypowiedziała ani jednego słowa. Siedziała sztywno posyłając w naszym kierunku gniewne spojrzenia.
-Trenujesz coś, chłopcze?-zapytał mężczyzna. Spodziewałem się takiego pytania.
-Koszykówkę ale gram dla rozrywki, nigdy nie miałem z nią żadnych większych planów-wyjaśniłem z uśmiechem. Szkoda, że nie mogłem się trochę bardziej przygotować na ten obiad. Co jak co ale zależało mi na zaimponowaniu Georgowi Bathowi! I przede wszystkim jest ojcem Allison.
-Najważniejsze jest byś w życiu robił to co kochasz-powiedział i znowu wrócił do stanu chwilowego 'otępienia'. Myślę że zrobiłem należyte wrażenie, pora się zbierać. Pożegnałem się z mieszkańcami pokoju numer 144 i zjechałem windą w dół. Po wyjściu z hotelu obejrzałem się tylko raz ale nie pojechałem do domu. Ruszyłem w stronę Amy. Ta mieszkała w domku na obrzeżach miasta co wiązało się z dojeżdżaniem do szkoły. Najbliżej było do mnie przez co najpierw trafiała do mnie. Oczywiście nie chodziło tylko o to. Dojazd trwał niecałą godzinę ale robiło się coraz ciemniej. Dobrze, że rodzice Amy przywykli do moich wizyt wieczorem, nawet bardzo późnym czasem. Otworzyła drzwi już po pierwszym dzwonku.
-Ben? Witaj, wejdź proszę-przywitała się nieco zmieszana. Miała na sobie już skąpą piżamkę. Zarumieniła się lekko i pokazała gestem ręki, gdzie mam iść. Dobrze znałem ten dom. Może nie byliśmy za dobrą parą ale często się spotykaliśmy. Nasze matki doskonale się znały. Jak mama mogła się przyjaźnić z kobietą, która była żoną ojca jej dziecka? Nieważne.
-Chciałem cię przeprosić. Widzisz..byłem trochę na ciebie zły i potraktowałem cię niegrzecznie-tak naprawdę miałem prawo aby jej dowalić ale chciałbym się pogodzić a nie pomoże mi w tym szukanie racji.
-Nie masz mnie za co przepraszać. To ja zachowałam się jak..nieważne. Sam wiesz.
-Nie będę ukrywał, ze to prawda ale myślę, że możemy nadal się przyjaźnić.
Spojrzała na mnie a po jej policzkach zaczęły spływać łzy zmywając makijaż. Przytuliła się do mnie i mimo iż nie widziałem jej twarzy wiem, że się uśmiecha.
sobota, 8 września 2012
Rozdział 7
Rankiem, przed szkołą w holu czekała na mnie Allison. Mój pierwszy dzień w szkole po przerwie. Ostatni tydzień był całkiem przyjemny chociaż nie dowiedziałem się niczego na temat pani Miller. Byłem zajęty czymś innym chociaż i tak uznałem, że zapytanie się jej wprost co stało się rok temu byłoby niestosowne. Oraz nadal nie byłem w stanie zapytać się mamy o tatę. Zrobię to kiedy ojciec wyjedzie na delegację, czyli zapewne niedługo.
-Przygotowany na sprawdzian z biologii?-zapytał się blondynka z szerokim uśmiechem. Dobrze wie, że nie uczyłem się wczoraj wcale, mimo to jestem dobry z tego przedmiotu.
-Jaasne, uczyłem się w dzień i noc. Wątpisz?
Weszliśmy do szkoły trzymając się za ręce. Sprowadziło to wzrok każdej osoby, którą minęliśmy. Pierwszą osobą z ekipy, którą ujrzałem był Connor. Prawie przewrócił Beckę, która stała zaraz za nim. Przystanąłem, bo była tu moja szafka a Allison poszła dalej.
-Jesteście razem?-zapytał Con zbity z tropu.
-Owszem. Zdziwiony?
Ten tylko uśmiechnął się a potem dodał:
-Już od początku powinieneś z nią być.
Teraz to on mnie zaskoczył. Becka zrobiła grymas na twarzy i odeszła ze zmarszczką na twarzy. Na pierwszej lekcji spotkałem Amy. Jak zwykle. Siedziała sama ze spuszczoną głową.
-Jasper miał cię już dość?-zapytałem z satysfakcją. Na twarzy nie było makijażu a włosy nie były już idealnie gładkie tylko w strzępkach tak jakby właśnie wstała.
-Spadły na mnie same nieszczęścia! Omotał mnie a potem rzucił twierdząc, że oglądam się za innymi!-wykrzyknęła gestykulując rękami. Zawsze była z niej taka histeryczka?
-Przykro mi-rzekłem twardo i przeszedłem do swojej ławki. Łkała jeszcze przez jakiś czas lecz kiedy zauważyła, że kompletnie mnie to nie rusza przestała. Już nie jesteśmy razem. Nawet nie jesteśmy przyjaciółmi! Tak naprawdę nigdy nimi nie byliśmy. Chociaż Allison też mnie nienawidziła a mimo przyszła mi z pomocą. To coś innego! Przestań myśleć o Amy. Lekcja dłużyła się wiec jak zadzwonił dzwonek wyszedłem z klasy z ulgą. Ali stała pod klasą. Trzymała w ręce dwa jabłka.
-Drugie śniadanie.
-Przecież za dwie godziny mamy lunch.
-Rozgryzłeś mnie. To miał być pretekst-powiedziała całując mnie przelotnie w usta. Nawet nie wyobrażałem sobie, że może być tak wspaniale. Jestem szczęśliwy. Nareszcie.
-Wiesz co musimy dzisiaj zrobić?-zapytałem z błyskiem w oku-Punkt szósty. Dziesięć batonów pod rząd. Jesteś pewna że dasz radę? Jeszcze przytyjesz!-zażartowałem. Nie znoszę, kiedy dziewczyny postanawiają się odchudzać a szczególnie te, które są szczupłe.
-Lepiej ty uważaj! To nie ja siedzę całymi dniami w łóżku-odgryzła się. Zadzwonił dzwonek i znowu rozdzieliśmy się. Chemię miałem z Megan, która starała się unikać mojego spojrzenia. Plotki w Constance Billard przenoszą się zadziwiająco szybko. Bardzo ciekawi mnie reakcja Connora. Co znaczy "już od początku powinieś z nią być?" Mój przyjaciel nigdy nie był fanem zakochanych, jeśli można to tak określić więc jego wyznanie podwójnie mnie zaskoczyło. W porze lunchu wprowadziliśmy w życie punkt szósty. Oczywiście oboje daliśmy radę lecz przy połowie już zaczęło mnie mdlić. Podczas choroby zmienili mi dietę przez co nie jadłem tyle słodyczy. Kiedy dostałem takiej dawki cukru trochę zakręciło mi się w głowie. Ale ogólnie mieliśmy dużo zabawy.
-Wiesz co?
-Hm?-spytała zajadając się jeszcze ostatnim batonem.
-Postanowiłem coś zmienić. Już nie chcę mieć czarnego koloru w pokoju. To takie smutne. Co powiesz na zielony? Ostatnio to mój ulubiony kolor.
-Słodzisz dzisiaj-prychnęła ze śmiechem i wróciła do budynku.
Kiedy odeszła Allison przysiadł się do mnie Connor. Dzisiaj już nic mnie nie zdziwi.
-Więc jak to się stało, że jesteście razem?-zapytał z tym swoim błyskiem w oku jak zwykle. Był zawsze dobrym doradcą, jeśli chodziło o Amy, dlatego poczułem się jakbyśmy znów mogli być przyjaciółmi.
-To świeża sprawa, ale chyba po raz pierwszy jestem naprawdę zakochany-przyznaję.
-Widać-klepie mnie przyjacielsko po plecach-A teraz mi powiedz co mam zrobić w stosunku do Becki?
18.Odnowić stare stosunki z Connorem.
Odwracam to o czym pomyślałem wcześniej. Jednak coś dzisiaj jeszcze mogło mnie zaskoczyć.
-Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek usłyszę coś takiego od ciebie.
Na twarzy chłopaka zrobiła się zmarszczka i grymas na twarzy.
-Ja też nie. A najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę jaka ona jest głupia.
Staram się być poważny. To prawda, Becka nie jest mądra. Została przewodniczącą, bo ma dużo pieniędzy więc budzi szacunek u ludzi.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że znowu możemy normalnie ze sobą porozmawiać. Ciebie brakowało mi najbardziej, mimo iż przyznam byłem na ciebie wściekły tak jak na resztę-rzekłem patrząc na niego twardo. On tylko kiwnął głową.
-Przepraszam. Po prostu..moja babcia też umarła na raka. Jeszcze przed wstąpieniem do Constance Billard. Widzisz, wtedy pomyślałem że nie chciałem stracić Elity ale tak naprawdę chodziło mi o nią i rozpadamy się, Ben. Dużo się zmieniło przez ten czas, kiedy cię nie było.
Wtedy po schodach szkoły prywatnej zaczęła schodzić Megan z jakimś starszym chłopakiem. Jednak, niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. Mimo wszystko lubiłem Meg ale teraz nie potrafiłbym nadal się z nią przyjaźnić. Wyrosłem z tego.
-Idziemy się napić?-zaproponował Connor podnosząc swoją torbę, którą przewiesił przez ramię.
-Jasne-zgodziłem się. Ostatni raz. Wróciłem późnym wieczorem ale nie tak by matka się o mnie martwiła. Siedziała jeszcze na kanapie z lampką szampana. Oparłem się o framugę drzwi i zsunąłem po niej zasypiając. Trochę przesadziliśmy ale jest to jeden z punktów listy. Ostatnio bardzo często o niej myślę. Po drodze trafiliśmy na nijaki "Street dance" o którym wspominałem na początku semestru. Nie pamiętam dokładnie co się tam zdarzyło. Prawdopodobnie nie myślałem już zbyt jasno.
Obudziłem się rano w swoim łóżku. Słońce zaczęło przedzierać się już przez okno a mama krzątała się po kuchni. Teraz jest odpowiedni moment. Nie mam aż takiego kaca jak przypuszczałem, ze będę mieć. Mimo to wstałem z wielkim trudem z łóżka. Mama miała na sobie jeszcze szlafrok ale nawet w piżamie i bez makijażu wyglądała zjawiskowo.
-Mamo, mogę się ciebie o coś zapytać?-spojrzała na mnie i zmrużyła oczy. Na jej twarzy odmalował się uśmiech jak zawsze, kiedy ktoś się do niej zwróci lub jak jest gdzieś w miejscu publicznym.
-Mów, proszę.
-Pewnie wiesz, że tata mówił mi co nieco o waszej przeszłości-zacisnęła rękę na szklance-Ale nie powiedział mi wszystkiego.
-Zapewne nie powiedział tego co uznał za słuszne-rzekła surowo siadając na kanapie i zaczęła stukać po szklance. Zawsze tak robiła, kiedy się czymś denerwowała.
-Chcę wiedzieć. Proszę-usiadłem obok niej i położyłem swoją dłoń na jej kolanie. Przez chwilę patrzała się w jeden punkt rozmyślając nad czymś.
-Chcesz wiedzieć kto jest twoim ojcem.
Przytaknąłem głową na znak zgody.
-Obiecaj mi proszę, że nie pójdziesz do tego mężczyzny i nic do niego nie powiesz niestosownego.
Zgodziłem się od razu.
-Jan Knight.
Ojciec Amy?! Wstałem wzburzony. Mama przytrzymała mnie ręką.
-Pozwalałaś mi spotykać się z Amy, kiedy wiedziałaś że jest moją siostrą?! Mogłaś coś zrobić! Cokolwiek! Albo chociaż rozdzielić nas w jakiś sposób-krzyknąłem podnosząc coraz bardziej głos. Poczułem, że moje policzki zaczynają się robić czerwone.
-Wiedziałam, że ten związek prędzej czy później się rozpadnie i Amy nie jest twoją siostrą. Żona, Jana nie mogła mieć dzieci więc postanowiła adoptować dziecko. Dziewczyna nic o tym nie wie, więc nie wpychaj się w nie swoje sprawy-rozkazała stanowczo chociaż słyszę w jej głosie smutek.
-Zostawił cię samą z dzieckiem?
-Nawet nic nie wie. Uciekłam od razu jak dowiedziałam się o ciąży. Pomyślałam wtedy, że musiałabym związać się z człowiekiem, którego nie kocham a na dodatek miłowałam kogoś innego.
Spodziewałem się wszystkiego ale z pewnością nie czegoś takiego. Opuściłem pomieszczenie i wyszedłem do szkoły. Na dole czekała już Amy. Pewnie siedziała tam już od jakiegoś czasu, bo miała nieco groźną minę ale zobaczywszy mnie spoważniała.
-Co się stało?-zapytała z troską.
Amy nigdy by się mnie o coś takiego zapytała. Po prostu dostałbym ochrzan za spóźnienie.
-Opowiem ci w samochodzie.
Dziewczyna z którą byłem jakiś rok jest moją przyszywaną siostrą.
-Przygotowany na sprawdzian z biologii?-zapytał się blondynka z szerokim uśmiechem. Dobrze wie, że nie uczyłem się wczoraj wcale, mimo to jestem dobry z tego przedmiotu.
-Jaasne, uczyłem się w dzień i noc. Wątpisz?
Weszliśmy do szkoły trzymając się za ręce. Sprowadziło to wzrok każdej osoby, którą minęliśmy. Pierwszą osobą z ekipy, którą ujrzałem był Connor. Prawie przewrócił Beckę, która stała zaraz za nim. Przystanąłem, bo była tu moja szafka a Allison poszła dalej.
-Jesteście razem?-zapytał Con zbity z tropu.
-Owszem. Zdziwiony?
Ten tylko uśmiechnął się a potem dodał:
-Już od początku powinieneś z nią być.
Teraz to on mnie zaskoczył. Becka zrobiła grymas na twarzy i odeszła ze zmarszczką na twarzy. Na pierwszej lekcji spotkałem Amy. Jak zwykle. Siedziała sama ze spuszczoną głową.
-Jasper miał cię już dość?-zapytałem z satysfakcją. Na twarzy nie było makijażu a włosy nie były już idealnie gładkie tylko w strzępkach tak jakby właśnie wstała.
-Spadły na mnie same nieszczęścia! Omotał mnie a potem rzucił twierdząc, że oglądam się za innymi!-wykrzyknęła gestykulując rękami. Zawsze była z niej taka histeryczka?
-Przykro mi-rzekłem twardo i przeszedłem do swojej ławki. Łkała jeszcze przez jakiś czas lecz kiedy zauważyła, że kompletnie mnie to nie rusza przestała. Już nie jesteśmy razem. Nawet nie jesteśmy przyjaciółmi! Tak naprawdę nigdy nimi nie byliśmy. Chociaż Allison też mnie nienawidziła a mimo przyszła mi z pomocą. To coś innego! Przestań myśleć o Amy. Lekcja dłużyła się wiec jak zadzwonił dzwonek wyszedłem z klasy z ulgą. Ali stała pod klasą. Trzymała w ręce dwa jabłka.
-Drugie śniadanie.
-Przecież za dwie godziny mamy lunch.
-Rozgryzłeś mnie. To miał być pretekst-powiedziała całując mnie przelotnie w usta. Nawet nie wyobrażałem sobie, że może być tak wspaniale. Jestem szczęśliwy. Nareszcie.
-Wiesz co musimy dzisiaj zrobić?-zapytałem z błyskiem w oku-Punkt szósty. Dziesięć batonów pod rząd. Jesteś pewna że dasz radę? Jeszcze przytyjesz!-zażartowałem. Nie znoszę, kiedy dziewczyny postanawiają się odchudzać a szczególnie te, które są szczupłe.
-Lepiej ty uważaj! To nie ja siedzę całymi dniami w łóżku-odgryzła się. Zadzwonił dzwonek i znowu rozdzieliśmy się. Chemię miałem z Megan, która starała się unikać mojego spojrzenia. Plotki w Constance Billard przenoszą się zadziwiająco szybko. Bardzo ciekawi mnie reakcja Connora. Co znaczy "już od początku powinieś z nią być?" Mój przyjaciel nigdy nie był fanem zakochanych, jeśli można to tak określić więc jego wyznanie podwójnie mnie zaskoczyło. W porze lunchu wprowadziliśmy w życie punkt szósty. Oczywiście oboje daliśmy radę lecz przy połowie już zaczęło mnie mdlić. Podczas choroby zmienili mi dietę przez co nie jadłem tyle słodyczy. Kiedy dostałem takiej dawki cukru trochę zakręciło mi się w głowie. Ale ogólnie mieliśmy dużo zabawy.
-Wiesz co?
-Hm?-spytała zajadając się jeszcze ostatnim batonem.
-Postanowiłem coś zmienić. Już nie chcę mieć czarnego koloru w pokoju. To takie smutne. Co powiesz na zielony? Ostatnio to mój ulubiony kolor.
-Słodzisz dzisiaj-prychnęła ze śmiechem i wróciła do budynku.
Kiedy odeszła Allison przysiadł się do mnie Connor. Dzisiaj już nic mnie nie zdziwi.
-Więc jak to się stało, że jesteście razem?-zapytał z tym swoim błyskiem w oku jak zwykle. Był zawsze dobrym doradcą, jeśli chodziło o Amy, dlatego poczułem się jakbyśmy znów mogli być przyjaciółmi.
-To świeża sprawa, ale chyba po raz pierwszy jestem naprawdę zakochany-przyznaję.
-Widać-klepie mnie przyjacielsko po plecach-A teraz mi powiedz co mam zrobić w stosunku do Becki?
18.Odnowić stare stosunki z Connorem.
Odwracam to o czym pomyślałem wcześniej. Jednak coś dzisiaj jeszcze mogło mnie zaskoczyć.
-Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek usłyszę coś takiego od ciebie.
Na twarzy chłopaka zrobiła się zmarszczka i grymas na twarzy.
-Ja też nie. A najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę jaka ona jest głupia.
Staram się być poważny. To prawda, Becka nie jest mądra. Została przewodniczącą, bo ma dużo pieniędzy więc budzi szacunek u ludzi.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że znowu możemy normalnie ze sobą porozmawiać. Ciebie brakowało mi najbardziej, mimo iż przyznam byłem na ciebie wściekły tak jak na resztę-rzekłem patrząc na niego twardo. On tylko kiwnął głową.
-Przepraszam. Po prostu..moja babcia też umarła na raka. Jeszcze przed wstąpieniem do Constance Billard. Widzisz, wtedy pomyślałem że nie chciałem stracić Elity ale tak naprawdę chodziło mi o nią i rozpadamy się, Ben. Dużo się zmieniło przez ten czas, kiedy cię nie było.
Wtedy po schodach szkoły prywatnej zaczęła schodzić Megan z jakimś starszym chłopakiem. Jednak, niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. Mimo wszystko lubiłem Meg ale teraz nie potrafiłbym nadal się z nią przyjaźnić. Wyrosłem z tego.
-Idziemy się napić?-zaproponował Connor podnosząc swoją torbę, którą przewiesił przez ramię.
-Jasne-zgodziłem się. Ostatni raz. Wróciłem późnym wieczorem ale nie tak by matka się o mnie martwiła. Siedziała jeszcze na kanapie z lampką szampana. Oparłem się o framugę drzwi i zsunąłem po niej zasypiając. Trochę przesadziliśmy ale jest to jeden z punktów listy. Ostatnio bardzo często o niej myślę. Po drodze trafiliśmy na nijaki "Street dance" o którym wspominałem na początku semestru. Nie pamiętam dokładnie co się tam zdarzyło. Prawdopodobnie nie myślałem już zbyt jasno.
Obudziłem się rano w swoim łóżku. Słońce zaczęło przedzierać się już przez okno a mama krzątała się po kuchni. Teraz jest odpowiedni moment. Nie mam aż takiego kaca jak przypuszczałem, ze będę mieć. Mimo to wstałem z wielkim trudem z łóżka. Mama miała na sobie jeszcze szlafrok ale nawet w piżamie i bez makijażu wyglądała zjawiskowo.
-Mamo, mogę się ciebie o coś zapytać?-spojrzała na mnie i zmrużyła oczy. Na jej twarzy odmalował się uśmiech jak zawsze, kiedy ktoś się do niej zwróci lub jak jest gdzieś w miejscu publicznym.
-Mów, proszę.
-Pewnie wiesz, że tata mówił mi co nieco o waszej przeszłości-zacisnęła rękę na szklance-Ale nie powiedział mi wszystkiego.
-Zapewne nie powiedział tego co uznał za słuszne-rzekła surowo siadając na kanapie i zaczęła stukać po szklance. Zawsze tak robiła, kiedy się czymś denerwowała.
-Chcę wiedzieć. Proszę-usiadłem obok niej i położyłem swoją dłoń na jej kolanie. Przez chwilę patrzała się w jeden punkt rozmyślając nad czymś.
-Chcesz wiedzieć kto jest twoim ojcem.
Przytaknąłem głową na znak zgody.
-Obiecaj mi proszę, że nie pójdziesz do tego mężczyzny i nic do niego nie powiesz niestosownego.
Zgodziłem się od razu.
-Jan Knight.
Ojciec Amy?! Wstałem wzburzony. Mama przytrzymała mnie ręką.
-Pozwalałaś mi spotykać się z Amy, kiedy wiedziałaś że jest moją siostrą?! Mogłaś coś zrobić! Cokolwiek! Albo chociaż rozdzielić nas w jakiś sposób-krzyknąłem podnosząc coraz bardziej głos. Poczułem, że moje policzki zaczynają się robić czerwone.
-Wiedziałam, że ten związek prędzej czy później się rozpadnie i Amy nie jest twoją siostrą. Żona, Jana nie mogła mieć dzieci więc postanowiła adoptować dziecko. Dziewczyna nic o tym nie wie, więc nie wpychaj się w nie swoje sprawy-rozkazała stanowczo chociaż słyszę w jej głosie smutek.
-Zostawił cię samą z dzieckiem?
-Nawet nic nie wie. Uciekłam od razu jak dowiedziałam się o ciąży. Pomyślałam wtedy, że musiałabym związać się z człowiekiem, którego nie kocham a na dodatek miłowałam kogoś innego.
Spodziewałem się wszystkiego ale z pewnością nie czegoś takiego. Opuściłem pomieszczenie i wyszedłem do szkoły. Na dole czekała już Amy. Pewnie siedziała tam już od jakiegoś czasu, bo miała nieco groźną minę ale zobaczywszy mnie spoważniała.
-Co się stało?-zapytała z troską.
Amy nigdy by się mnie o coś takiego zapytała. Po prostu dostałbym ochrzan za spóźnienie.
-Opowiem ci w samochodzie.
Dziewczyna z którą byłem jakiś rok jest moją przyszywaną siostrą.
niedziela, 26 sierpnia 2012
Rozdział 6
Moją nową
nauczycielką okazała się pani Eva Miller-kobieta, którą ujrzałem jakiś miesiąc
temu kiedy uderzyła w twarz moją przyjaciółkę. Jak zobaczyłem ja wchodzącą do
mojego pokoju, myślałem że chce rozmawiać na temat swojej pasierbicy. Dzisiaj
również miała sztywno spięte włosy a ubrany miała prosty komplet w granatowym
kolorze. Co jak co ale nie spodziewałem się, że macocha Allison jest
nauczycielką. Mimo iż napisałem do niej mnóstwo SMS-ów (nie odpisała na żaden)
napisałem kolejny, że jej matka została moją nauczycielką. Oczywiście nie
mogłem podać powodu rodzicom, dlaczego pani Miller nie może mnie uczyć. W
zachowaniu była równie sztywna co w ubiorze.
Poczułem wibracje koło nogi. Odpisała.
Kiedy skończyły się lekcje w Constance Billard, Allison
przyszła czekając chwilę w holu aż jej przyszywana matka wyjdzie z hotelu. Była
inaczej ubrana niż zazwyczaj. Jej różnorodne wisiorki zniknęły, a zamiast
dużych kolczyków np. piór ptaków pojawiły się małe srebrne kolczyki. Zauważyła,
że się jej przyglądam, więc tylko krzywo się uśmiechnęła i położyła się
bezwładnie na moje łóżko.
-Bardzo się zdenerwowała po tej imprezie, powiedziała tacie,
że bardzo się zmieniłam i nadal tęsknię po mamie oraz że nie traktuję jej z
należytym szacunkiem-powiedziała bez żadnych emocji jak to ma w zwyczaju-Tato
bardzo się zdenerwował. Widzisz, bardzo ceni sobie to co mówi mu Eva i bardzo
cierpi z powodu mamy. Odeszła bez cienia wyjaśnienia, nie mam teraz na nią
żadnych namiarów. Trzy miesiące po ich rozstaniu tato ożenił się z kobietą, którą znał zaledwie
rok. Wyrzucili mi całą biżuterię i większość ubrań, które ‘źle na mnie
wpływają’. Jak widzisz zostały mi same kwiatkowe spódnice, które kiedyś
nosiłam-zaśmiała się przy ostatnim zdania. Ja również. Naprawdę nie sądziłem,
że Allison kiedykolwiek się tak ubierała.
-Nie próbowałaś porozmawiać z tatą? Ja zrobiłem to ostatnio
i bardzo mi to pomogło, naprawdę. Dowiedziałem się wielu o sobie-przyznałem i
opowiedziałem jej to co usłyszałem jakiś czas temu. Nadal wszystko jest dla
mnie świeże lecz staram się nie dawać tego po sobie poznać.
-A co na to twoja mama?- zapytała. Jest dobrą słuchaczką, co
w tej chwili było dla mnie bardzo ważne.
-Nie rozmawiałem z nią na ten temat. Raczej nie wydaje się
skora do rozmowy..
-Twój ojciec też nie był. A jeśli chodzi o moją macochę to
przepraszam za cokolwiek co zrobi. Traktuje bardzo poważnie swoje obowiązki,
poczułam to na swojej skórze-rzekła i zaczęła schodzić z łóżka.
-Zdaję sobie sprawę. Dziękuję ci za rozmowę, naprawdę nie
sądziłem, że się zjawisz.
-Mi też była potrzebna-uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
Może rzeczywiście powinienem porozmawiać z mamą. W końcu minęło już sporo lat
od tamtych wydarzeń. W końcu spanikowałem i zajrzałem do listy. Brakuje jeszcze
pięciu punktów. Zbliżają się ferie zimowe co oznacza, że pora jechać na
snowboard. Może uda mi się nakłonić rodziców by zabrać Allison. Jakoś nie umiem
jej sobie wyobrazić na desce ale ja będę musiał uczyć się francuskiego to ona
jeździć na snowboardzie. Na samą myśl o tym poprawił mi się humor.
Pani Miller tak jak sądziłem okazała się bardzo surową
nauczycielką lecz moje stopnie poprawiły się ku uciesze moich rodziców. Teraz
już z pewnością nie było mowy o jakiejkolwiek zmianie. Ale dzięki temu moje
relacje z Ali uległy poprawie. Znowu zaczęła mnie ‘nachodzić’ po szkole, kiedy
jej macocha wychodziła. Z pewnością nie chciała na nią wpaść.
Tata zgodził się zabrać ją na ferie! Ona chyba nie podchodzi
do tego tak entuzjastycznie jak ja ale w końcu mnie się nie odmawia. Podróż tak
jak do Londynu przebiegła w ciszy. Kiedy dotarliśmy do gór Austrii ujrzeliśmy
śnieg pokrywający całą powierzchnię. Na Manhattanie rzadko bywa śnieg więc
wpadliśmy w euforię. Oczywiście od razu po wejściu do hoteliku tato zaszył się
w swoim pokoju a mama dawała kazanie, że mamy się dobrze zachowywać.
Przydzielono nam z Ali jeden pokój. Dzisiaj mieliśmy czas na relaks i
zwiedzenie okolicy a od jutra mają rozpocząć się lekcje. Wynajęliśmy osobistego
trenera. W końcu niecałe dwa tygodnie to nie dużo. Pierwsze co zrobiliśmy to
rozmowa rozpakowując się. Mam nadzieję, że tutaj nie będzie okazji na zakupy
chociaż mimo wszystko będę miło wspominać tamten wyjazd.
-Jesteśmy znowu przyjaciółmi?- zapytałem ostrożnie nie chcąc
wywołać kłótni.
-W przeszłości oboje popełniliśmy błędy.
-Chciałaś powiedzieć, że ja popełniłem błąd-poprawiłem.
Odłożyła swoją walizkę w kąt i spojrzała na mnie.
-Gdybym zainterweniowała może nie byłoby tak jak jest teraz.
Tak naprawdę nie przeszkadza mi życie w odosobnieniu a wy tylko mi to
udostępniliście.
Ja również odłożyłem swoje rzeczy myśląc nad odpowiedzią.
-Lecz nie musiało to tak wyglądać. Zrobiliśmy to dla wygody
a nie dlatego, że myśleliśmy, że tak będzie lepiej dla ciebie-powiedziałem
całkiem szczerze zadziwiając samego siebie. Zmieniłem się przez te kilka
miesięcy i teraz naprawdę widzę zmianę.
-Może gdybym wtedy zatańczyła z którymś z was również
należałabym do Elity i chodziłabym z którymś z was. Nie byłabym wtedy tym kim
jestem.
-A podobasz mi się taka jaka jesteś teraz-podszedłem do niej
i ogarnąłem kosmyk jej włosów z twarzy. Zarumieniła się lekko i obróciła się
szybko bym nie ujrzał jej zakłopotania. Była pierwszą dziewczyną z którą byłem
tak szczery. Mogłem jej powiedzieć wszystko. Jest ładna lecz również
inteligenta co bardzo cenię a przede wszystkim jest moją przyjaciółką. Nie taką
jak Megan z którą się pije lecz taką na którą zawsze mogę liczyć. Ale czy chcę
by nadal była moją przyjaciółkę czy chcę czegoś więcej? Może ten wyjazd to czas
by odpowiedzieć na to pytanie.
-Obiad!- zawołała mama z kuchni. Tym razem ma dobre wyczucie
czasu. Poszliśmy bez szemrania gdzie czekali już na nas rodzice. Miasteczko
okazało się bardzo urokliwe, chociaż mróz na początku bardzo doskwierał. Jakieś
dwa dni później udało nam się przystosować do nowej temperatury mimo to wolę
nowojorski klimat. Muszę przyznać, że nauka jazdy idzie lepiej Allison niż
mnie. Ferie się kończą a ja nadal nie jestem pewien swoich uczuć. Ciekawe czy
ona zastanawia się nad tym samym. Podbiegła do mnie z kolorową ulotką. „Latanie
na spadochronie. Tylko dzisiaj!”
7. Zrobić coś ekstremalnego np. skok z
samolotu.
-Naprawdę chcesz iść? Możemy zapomnieć o tym punkcie na
naszej liście.
-Nie rozumiesz. Zawsze marzyłam o tym by to zrobić! Mama
obiecała mi kiedyś, że skoczymy razem z samolotu. Jest aktorką w teatrze. Nie
potrafiła zagrać w jednej sztuce, bo reżyser mówił, że nie potrafi
przezwyciężyć strachu więc skoczyła. Powiedziała mi wtedy, że czegoś takiego się
nie zapomina. Miałam wtedy sześć lat.
Teraz nie ma szans bym zrezygnował. Chętnych nie było tak
dużo jak uważałem, więc czekaliśmy kilka minut na naszą kolej.
-Ben?
-Tak?- zapytałem spoglądając na nią. Miała czerwone policzki
z zimna a na jej twarzy widniał grymas.
-Nie zrobię tego-powiedziała stanowczo wychodząc z kolejki.
-Przepraszam, państwo na spadochron?- mężczyzna ze śmieszną
bródką spojrzał na nas pytająco.
-Może pan poczekać chwilkę?
Mężczyzna kiwnął głową na znak zgody lecz widać było jego
niezadowolenie.
-Ali, co się dzieje? Przecież chciałaś tego.
-Chciałam. Ale robiąc to będę tkwić w przeszłości. Chciałam
to zrobić razem z mamą a teraz jej nie ma-rzekła siadając na śniegu.
-Teraz zrobisz to ze mną, ponieważ mi to obiecałaś. Znajdę
twoją mamę i wyjaśnię, dlaczego zniknęła. Obiecuję.
Spojrzała na mnie mrużąc oczy. Jej tęczówki były dzisiaj
koloru niebieskiego jak jej kostium. Przyznam, że podobał mi się jej nowy styl
i myślę, że też się już z nim pogodziła. Obcy zaczęli się do niej zalotnie
uśmiechać a znajomi ze szkole pisać. Nie sądzę by był to zbieg okoliczności.
-Dobrze, zróbmy to.
Było tak jak mówiła matka Allison. Czegoś takiego nigdy się
nie zapomina.
***
***
16. Dowiedzieć się, dlaczego Melody Forest zniknęła z życia Allison Bath.
Melody
Forest-odeszła od ojca Allison w 2011 roku bez cienia wyjaśnienia, nie
kontaktując się ze swoją córką ani mężem. Ali wspominała, że jest bardzo
podobna do matki. Czyli wiem niewiele ale musi wystarczyć. Tylko
zastanawia mnie to, że kobieta odeszła ale w jakiś sposób musiała się
rozwieść. Zostawiła papiery rozwodowe albo jednak w jakiś sposób się
kontaktowała. Musiałbym porozmawiać z panem Bath a szczerze
powiedziawszy wolałbym nie. Wpisałem jego nazwisko do Google. George
Bath jest jednym z najlepszych bejsbolistów w kraju! Jak mogłem o tym
nie wiedzieć! Najwidoczniej ograniczam się tylko do koszykówki. Jest
mnóstwo informacji na temat kariery i dwóch małżeństw lecz nie ma żadnej
informacji na temat zakończenia pierwszego związku.
-Benjaminie!
Dzwonił twój lekarz, uważa że jesteś w stanie chodzić do szkoły nie
potrzebujesz już prywatnych lekcji ale jeśli wolisz zostawać w
domu..-krzyknęła moja matka z salonu. Bardziej opłaca się zostać w domu
razem z macochą Allison czy wrócić i jakoś umówić się u niej. Pewnie nie
będzie tym pomysłem zachwycona.
-Chciałbym
do końca tygodnia zostać jeszcze w domu, jeśli to nie
kłopot-odpowiedziałem. To będzie najrozsądniejsza decyzja. Kolejną
rzeczą, która zaprząta mi głowę to mój ojciec. Tym razem mam jeszcze
mniej informacji mimo iż dotyczy to mojej rodziny. Zostaje mi tylko
porozmawiać z mamą ale nie będzie to łatwe. Skoro nie chciała nic
powiedzieć przez siedemnaście lat, dlaczego miałaby zrobić to teraz?
Tylko jest mi winna prawdę a ojciec nic nie powie. W tym jestem pewien.
Zrobi wszystko by chronić mamę. Tylko przed czym? Przede mną?
-Przyniosłam
ci książkę do przeczytania. To moja ulubiona i uważam, że powinieneś
sobie z nią poradzić. Nie jest 'gruba' a fabuła powinna cię
zainteresować- Allison podała mi książkę, kiedy przyszła. Rzeczywiście
nie była gruba. "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins. Słyszałem o filmie
ale jakoś nie miałem okazji zobaczyć. Jakoś się z tym zmierzę. Teraz
muszę powiedzieć Ali wszystko o czym myślałem przez ostatni tydzień po
powrocie z Austrii. Bariera między nami coraz bardziej miedzy nami
topnieje. Wysłuchała wszystkiego ze spokojem.
-Może
chciałbyś przyjść do mnie na kolację. Mój tata chętnie cię pozna a
przyjeżdża za kilka dni. Powiem ci jeszcze w najbliższym czasie czy to
pewne-powiedziała uśmiechając się. Zaskoczyła mnie. Spodziewałem się
całkiem innej reakcji.
-Chciałabyś
wybrać się ze mną na cmentarz?-zapytałem z nadzieją. Planowałem to od
samego początku powstania listy lecz nie chciałem iść tam sam. Sam z
wyrzutami sumienia ale czuję się już znacznie lepiej.
-Do twojej siostry?-potwierdziłem skinięciem głowy-Oczywiście.
Cmentarz na którym była moja siostra był bardzo surowy. Wszystkie nagrobki wyglądały podobnie tylko kwiaty i znicze się różniły. Wokół stały ogromne drzewa. Byłem tutaj tylko raz, kiedy umarł przyszedłem tutaj z tatą na grób dziadka. Katniss leżała zaraz obok. Stałem tak przez jakiś czas rozmyślając jak dużo czasu straciłem. Mogliśmy razem zrobić tyle rzeczy. Allison była tuż za mną trzymając rękę na moim ramieniu przez jakiś moment. Po chwili obróciłem się i pocałowałem ją.
17.Pocałować kogoś, kogo pokocham.
Dopisałem ten punkt tuż przed wyjściem, kiedy Ali zgodziła się ze mną pójść. Wtedy wiedziałem. Byłem w niej zakochany odkąd po raz pierwszy ją zobaczyłem. Dlatego nie byłem szczęśliwy w związku z Amy (chociaż to nie jedyny powód) i nie potrafiłem znaleźć sobie kogoś innego.
Odwzajemniła pocałunek lecz zrobiła to bardzo niepewnie. Musiałem ją zaskoczyć ale myślę, że ona czuje to samo do mnie. Mimo iż ona mogła mnie na początku nienawidzić. Nie mógłbym być na nią o to zły to całkowicie moja wina lecz myślę że..zauważyła moją zmianę. Skoro ja ją widzę to ona tym bardziej. Podprowadziłem Allison pod jej hotel w ciszy.
-Zrobiłeś to pod wpływem impulsu czy..?-zapytała się wpatrując się we mnie intensywnie.
-Myślę, że znasz odpowiedź.
Uśmiechnęła się. W filmach takie sytuacje wyglądają zupełnie inaczej. Objąłem ją i staliśmy tak przez jakiś moment.
-Ja też-powiedziała po chwili. Tym razem oboje uśmiechaliśmy się. Żaden nie zamierza powiedzieć tego pierwszy.
-Jak długo?-zapytałem.
-Od bardzo dawna-przyznała. Puściłem ją delikatnie i znów spojrzałem w oczy. Dzisiaj były koloru błękitu. Wyglądała niesamowicie.
-Myślę, że ja też ale dopiero niedawno to sobie uświadomiłem. Chciałem cię jeszcze raz przeprosić za nasze pierwsze spotkanie i zrozumiem jeśli nie będziesz chciała ze mną być ale chcę byś wiedziała, że zmieniłem się. I nie sprostałbym temu wszystkiemu gdyby nie ty-rzekłem.
-Każdy potrzebuje wsparcia, nikt nie poradziłby sobie w takiej sytuacji sam.
-A jaka jest twoja odpowiedź?
-Myślę, że wiesz.
Uśmiechnąłem się łobuziersko i pocałowałem ją w usta.
Cmentarz na którym była moja siostra był bardzo surowy. Wszystkie nagrobki wyglądały podobnie tylko kwiaty i znicze się różniły. Wokół stały ogromne drzewa. Byłem tutaj tylko raz, kiedy umarł przyszedłem tutaj z tatą na grób dziadka. Katniss leżała zaraz obok. Stałem tak przez jakiś czas rozmyślając jak dużo czasu straciłem. Mogliśmy razem zrobić tyle rzeczy. Allison była tuż za mną trzymając rękę na moim ramieniu przez jakiś moment. Po chwili obróciłem się i pocałowałem ją.
17.Pocałować kogoś, kogo pokocham.
Dopisałem ten punkt tuż przed wyjściem, kiedy Ali zgodziła się ze mną pójść. Wtedy wiedziałem. Byłem w niej zakochany odkąd po raz pierwszy ją zobaczyłem. Dlatego nie byłem szczęśliwy w związku z Amy (chociaż to nie jedyny powód) i nie potrafiłem znaleźć sobie kogoś innego.
Odwzajemniła pocałunek lecz zrobiła to bardzo niepewnie. Musiałem ją zaskoczyć ale myślę, że ona czuje to samo do mnie. Mimo iż ona mogła mnie na początku nienawidzić. Nie mógłbym być na nią o to zły to całkowicie moja wina lecz myślę że..zauważyła moją zmianę. Skoro ja ją widzę to ona tym bardziej. Podprowadziłem Allison pod jej hotel w ciszy.
-Zrobiłeś to pod wpływem impulsu czy..?-zapytała się wpatrując się we mnie intensywnie.
-Myślę, że znasz odpowiedź.
Uśmiechnęła się. W filmach takie sytuacje wyglądają zupełnie inaczej. Objąłem ją i staliśmy tak przez jakiś moment.
-Ja też-powiedziała po chwili. Tym razem oboje uśmiechaliśmy się. Żaden nie zamierza powiedzieć tego pierwszy.
-Jak długo?-zapytałem.
-Od bardzo dawna-przyznała. Puściłem ją delikatnie i znów spojrzałem w oczy. Dzisiaj były koloru błękitu. Wyglądała niesamowicie.
-Myślę, że ja też ale dopiero niedawno to sobie uświadomiłem. Chciałem cię jeszcze raz przeprosić za nasze pierwsze spotkanie i zrozumiem jeśli nie będziesz chciała ze mną być ale chcę byś wiedziała, że zmieniłem się. I nie sprostałbym temu wszystkiemu gdyby nie ty-rzekłem.
-Każdy potrzebuje wsparcia, nikt nie poradziłby sobie w takiej sytuacji sam.
-A jaka jest twoja odpowiedź?
-Myślę, że wiesz.
Uśmiechnąłem się łobuziersko i pocałowałem ją w usta.
__________________________________________________
Dzisiaj rozdział z dedykacją dla Madzi, która jest chyba najwierniejszą czytelniczką bloga :D
Kaka
piątek, 24 sierpnia 2012
Rozdział 5
- Czekałem na Allison każdego dnia przez dwa tygodnie. Nie pojawiła się lecz przyznam, że nie dysponowałem dużą ilością wolnego czasu. Megan w staraniach aby wrócić do mych łask przygotowywała imprezy. Czasem musiałem skłamać, że wybieram się gdzieś indziej. Chemioterapia nie zniknie z mojego życia. Megan jest pod opieką ojca chrzestnego, ponieważ jej rodzice zginęli. Pracowali przy jakiś bakteriach i dostali jakiegoś zakażenia. Nie znam szczegółów, dowiedziałem się tyle ile było napisane w gazetach, bo Meg nie chciała rozmawiać na ten temat ale podobno dostała pokaźny majątek po rodzicach. Wuja rzadko widuje, ponieważ spędza większość czasu u swojej narzeczonej, która jest zazdrosna o chrześniaczkę. Nie ma się co dziwić, między Megan a jej ojcem chrzestnym nie ma żadnych wiązań krwi, był przyjacielem rodziny. Wcale nie zdziwiłbym się gdyby coś między nimi zaszło w przeszłości. Mniejsza z tym.
-Benjaminie możesz tak kąpiel? Tylko we dwoje-zaproponowała
ściągając swoją śliczną czerwoną sukienkę.
-To raczej nie jest możliwe-skwitowałem widząc tłum
nastolatków, którzy tylko czekają aby wejść do jacuzzi. Czarnowłosa spięła
powolnie włosy i weszła do wody zapraszając mnie gestem ręki. Kiedy miałem już
wejść ujrzałem Allison wpatrującą się we mnie. Pokręciła lekko głową i zeszła
schodami szklanego domu. Bez słowa pobiegłem za nią. Czuję się jak w filmie
romantycznym-bohater znajduje się w niezręcznej sytuacji i biegnie za swą
ukochaną aby wszystko jej wyjaśnić. Za dużo filmów.. zdecydowanie.
-Ali, przepraszam wiesz że my z Megan tylko się wygłupiamy..
-Jakbym nie wiedziała jaka ona jest. Spokojnie, nie musisz
mi się tłumaczyć. Idę do domu- uznała z przekonaniem i ruszyła dalej prosto. Chłodne
powietrze podwiewało jej włosy a na twarzy robiły się rumieńce z zimna.
-Nie przyszłaś do mnie ostatnio.
-Bo powróciło twoje dawne ja. Wolę zapamiętać chwile kiedy
byłeś wystraszonym i miłym Benem Cort a nie wyniosłym i zarozumiałym. Teraz
wybacz naprawdę muszę już iść.
-Nigdy u ciebie nie byłem, mimo że ty przychodziłaś do mnie
codziennie. Jesteś bardzo skryta. Jak pytam się o ciebie odpowiadasz krótko.
-I nie zamierzam cię zapraszać, przecież twój apartament
jest tak wspaniały!- krzyknęła z ironią i zaniosła się cichym śmiechem-Żegnaj,
Benjaminie.
Wsiadła do taksówki czekającej już na nią i odjechała.
Ruchem ręki zatrzymałem kolejny pojazd i ruszyłem za Allison. Zatrzymaliśmy się
pod hotelem The Surrey. Bywają tam bardzo znane osobistości. Naprzeciw Ali
wyszła elegancko ubrana kobieta w idealnie ułożonym koku a wyraz twarzy miała
bardzo surowy. Uderzyła ją w twarz i pokazała na zegarek. Dochodziła 21! Teraz
wszystko się układa. Albo Ali ma tak porąbaną matkę albo jej opiekunka jest
bardzo surowa. Kobieta wróciła do budynku szybkim krokiem zostawiając
blondynkę. Ta zsunęła się a po jej twarzy zaczęły spływać łzy. W tym momencie
wyszedłem z ukrycia i podbiegłem do niej.
-Hej, hej Bath spokojnie!- objąłem ją w ramionach i
delikatnie podniosłem z ziemi aby nie robić zamieszania.
-Śledziłeś mnie?!- wybuchła, nerwowo pocierając oczy aby
ukryć chwilową słabość.
-Nie będę kłamał, że przechodziłem obok. Tak, poszedłem za
tobą i uważam, że twoja matka jest okropna. Moja by mnie nigdy nie uderzyła
mimo iż czasem wykręcam gorsze numery. Jak chcesz możesz nocować u mnie, żaden
problem.
-Po pierwsze: to nie była moja matka tylko macocha. Moja
mama odeszła od taty we wrześniu w tamtym roku. Po drugie: jeśli sobie pójdę
będę w jeszcze większych kłopotach a po trzecie: nie będę szła do ciebie,
ponieważ to twoja wina, ze się spóźniłam! Jestem przy tobie zawsze kiedy mnie
potrzebujesz ale potem mnie odtrącasz, nie zauważyłeś?
-W tym momencie cię nie rozumiem! Nigdy cię nie odtrąciłem,
bo nigdy nie byliśmy parą! Czy się mylę?- spytałem desperacko chociaż
wiedziałem, że nie chodzi jej o to.
-Jakiś ty głupi! Pamiętasz jeszcze rozpoczęcie roku?
Rozpoczęliście plotkę, że zarywam do dwóch chłopaków a tak naprawdę to oni
startowali do mnie. Rozumiesz ironię? -w tym momencie zrobiła się tak wściekła,
że na jej twarzy pojawiła się purpura- Stałam się trędowatym. A najlepsze jest
to, że zamiast mnie przeprosić potwierdzaliście plotki.
-Myślałem, że nie trzymasz urazy..- powiedziałem niepewnie.
Ma rację. Ucierpiała tylko po to abyśmy my mogli zatrzymać twarz i się nie
pozabijać. Wtedy to się wydawało zabawne. Z resztą kto by się wtedy przejmował
jakąś przypadkową dziewczyną?
-Nie jestem taka jak WY. Postanowiłam, że za wszelką cenę
będę was unikać. Stało się to bardzo uciążliwe szczególnie kiedy staliście się
‘Elitą’ szkoły. Wszyscy robili to co wy. Kiedy zachorowałeś pomyślałam-ma
nauczkę. Ale uświadomiłam sobie, że nie pomagając ci byłabym taka jak ty.
Dlatego przyszłam. W tym czasie przyznam, polubiłam cię. Wracając do szkoły
znowu udajesz kogoś kim nie jesteś, ciekawe czy tylko mnie byłeś w stanie
pokazać swoją prawdziwą twarz. Gdyby nie ja nie skończyłoby się tylko na
chemioterapii ale również wizycie u psychologa.
Rozluźniłem uścisk i prawdopodobnie straciłem przytomność,
ponieważ kiedy znowu otwarłem powieki nie byłem pod hotelem The Surrey tylko w
swojej Sali szpitalnej. Dopiero teraz dotarło do mnie do powiedziała mi
Allison. Nadal czułem jej słowa jakbym usłyszał je przed minutą. Muszę ją za to
przeprosić. Katniss nie zdążyłem ale może zdążę naprawić jedno. Poszukałem ręką
przycisku, który wzywa pielęgniarkę. Przyszła wraz z matką, która od razu
rzuciła się do mnie przytulając przesadnie.
-Mamo?
-Tak, kochanie?- spytała ciepło. Nie zamieniłbym ją na żadną
inną kobietę.
-Pamiętasz jak kiedyś miałaś włosy koloru mlecznej
czekolady? Uważam, że wyglądałaś rewelacyjnie.
Usłyszałem tylko chichot pielęgniarki a moje powieki znowu
stały się ciężkie. Jakiś czas później przyjechał tata. Wypisują mnie ze
szpitala lecz będę miał tymczasowo naukę w domu dopóki mój stan się nie
poprawi.
-Tato, możemy porozmawiać?
Popatrzył na mnie niepewnie i zmarszczył brwi lecz po chwili
siedział już na krzesełku obok mojego łóżka. Teraz albo nigdy.
-Jesteś na mnie o coś zły? Rozumiem, że możesz być ze mnie
niezadowolony z powodu Katniss. Zachowałem się nieodpowiednio i przepraszam.
Wiem, że źle zrobiłem. Ale to coś innego prawda? Nie chodzi tylko o to..
-Ben, jesteś moim synem. Nigdy nie będę cię nienawidził
nawet kiedy nie przyjdziesz na pogrzeb swojej siostry czy powiesz mamie, że nie
pasuje jej ta barwa włosów.
Zaśmiałem się i uśmiechnąłem.
-Ale mimo wszystko coś jest na rzeczy. Widzę to.
Henryk Cort zakrył twarz rękami i po chwili ciszy zaczął
mówić:
-Poznaliśmy się z twoją matką na szkolnej potańcówce w
Constance Billard. Nie przyszliśmy na nią razem ale nasi partnerowie byli
bardziej zainteresowani sobą niż nami wiec zaczęliśmy ze sobą tańczyć i
rozmawiać. Naprawdę, szkoda że nie organizujecie już tego typu zabaw.
-Nie rozumiem co to ma do rzeczy.. mama mówiła mi już jak
się poznaliście.
-Ale nie wiesz wszystkiego. Daj mi skończyć, proszę. Polubiliśmy
się ale Elizabeth już kogoś miała. Mężczyzna z którym przyszła na bal. Dzień
przed balem dowiedziała się, że spodziewa się dziecka a jej partner nie znosił
tej wiadomości zbyt dobrze. Dwa miesiące później zmarł mój ojciec. Zostawił mi
duży majątek ale miał warunek. Małżeństwo. Pierwszą kandydatką, która przyszła
mi do głowy była Elizabeth ale obawiam się, że nie o taką żonę chodziło mojemu
ojcu-z dzieckiem, które nawet nie jest moje i jeszcze pochodzi z Meksyku.
Pojechała do Nowego Jorku kręcić jakąś reklamę, sam wiesz że była modelką. Mimo
tego oświadczyłem się.
-Z tego wynika, że..
-Nie jestem, twoim biologicznym ojcem. To jeszcze nie
wszystko, wysłuchaj mnie do końca. Twoja matka odrzuciła mnie twierdząc, ze
zrujnuje życie moje i Roberta-tak nazywał się ten chłopak. Chyba uważała, że
nie zostawi jej z dzieckiem. Zrobił to następnego dnia. Należał do bardzo
szanowanej rodziny, nie chciał sobie zniszczyć imienia. Wtedy jeszcze
obowiązywała ta zasada ‘po ślubie’. Ponowiłem swoją propozycję i znowu zostałem
odrzucony. Jeśli nie udałoby mi się zdobyć ręki żadnej kobiety ciągu roku,
spadek dostałby mój młodszy brat. Mogłem mieć każdą, ale chciałem twoją matkę. Miesiąc
przed twymi narodzinami zostałem przyjęty.
-To mama nie była wtedy w ciąży z Katniss?- zapytałem nie za
bardzo rozumiejąc. Ojciec skrzywił się i wrócił do opowieści. Czułem się jakby
opowiadał mi bajkę na dobranoc, bo znowu zacząłem się robić senny ale trzymałem
się całą swą silną wolą.
-Owszem ale to nadal nie wszystko. Musisz wiedzieć, ze twoja
mama była kiedyś bardziej rozrywkowa-powiedział i zaśmiał się
nieśmiało-Ożeniłem się z Clarissą Black. Była to dziewczyna bardzo mądra i
ładna oraz z dobrym posagiem. Miałem jeszcze tylko miesiąc aż spadek przejdzie
na mego brata a żeniąc się z Clary odzyskałem spokój, że David wszystkiego nie
roztrwoni. Nie myśl, że jestem materialistą. Byliśmy ze sobą nieszczęśliwi.
Ciągle myślałem o Elizabeth a ona zakochała się w innym chłopaku z Yale, gdzie
oboje chodziliśmy. Nie miałem jej tego za złe. Rozwiedliśmy się ugodowo, czasem
nawet napiszemy do siebie. Wtedy dowiedziałem się o kolejnej ciąży twojej mamy.
Od razu pojechałem do Meksyku by ją odnaleźć. Tym razem jak już wspomniałem
zostałem przyjęty.
-Kim tym razem jest ojciec?- zapytałem słabo. Wiem, że nie
było łatwo wyciągnąć to z taty ale teraz musze wiedzieć wszystko.
-Mama nie bez powodu ukrywała to przed tobą tyle czasu.
Teraz się prześpij a rano zabiorę cię do domu, obiecuję-pocałował mnie w czoło
i wyszedł zostawiając mnie samego z masą dalszych pytań w białym pomieszczeniu.
15.Odnaleźć ojca
(prawdziwego ojca).
Subskrybuj:
Posty (Atom)