sobota, 8 września 2012

Rozdział 7

Rankiem, przed szkołą w holu czekała na mnie Allison. Mój pierwszy dzień w szkole po przerwie. Ostatni tydzień był całkiem przyjemny chociaż nie dowiedziałem się niczego na temat pani Miller. Byłem zajęty czymś innym chociaż i tak uznałem, że zapytanie się jej wprost co stało się rok temu byłoby niestosowne. Oraz nadal nie byłem w stanie zapytać się mamy o tatę. Zrobię to kiedy ojciec wyjedzie na delegację, czyli zapewne niedługo.
-Przygotowany na sprawdzian z biologii?-zapytał się blondynka z szerokim uśmiechem. Dobrze wie, że nie uczyłem się wczoraj wcale, mimo to jestem dobry z tego przedmiotu.
-Jaasne, uczyłem się w dzień i noc. Wątpisz?
Weszliśmy do szkoły trzymając się za ręce. Sprowadziło to wzrok każdej osoby, którą minęliśmy. Pierwszą osobą z ekipy, którą ujrzałem był Connor. Prawie przewrócił Beckę, która stała zaraz za nim. Przystanąłem, bo była tu moja szafka a Allison poszła dalej.
-Jesteście razem?-zapytał Con zbity z tropu.
-Owszem. Zdziwiony?
Ten tylko uśmiechnął się a potem dodał:
-Już od początku powinieneś z nią być.
Teraz to on mnie zaskoczył. Becka zrobiła grymas na twarzy i odeszła ze zmarszczką na twarzy. Na pierwszej lekcji spotkałem Amy. Jak zwykle. Siedziała sama ze spuszczoną głową.
-Jasper miał cię już dość?-zapytałem z satysfakcją. Na twarzy nie było makijażu a włosy nie były już idealnie gładkie tylko w strzępkach tak jakby właśnie wstała.
-Spadły na mnie same nieszczęścia! Omotał mnie a potem rzucił twierdząc, że oglądam się za innymi!-wykrzyknęła gestykulując rękami. Zawsze była z niej taka histeryczka?
-Przykro mi-rzekłem twardo i przeszedłem do swojej ławki. Łkała jeszcze przez jakiś czas lecz kiedy zauważyła, że kompletnie mnie to nie rusza przestała. Już nie jesteśmy razem. Nawet nie jesteśmy przyjaciółmi! Tak naprawdę nigdy nimi nie byliśmy. Chociaż Allison też mnie nienawidziła a mimo przyszła mi z pomocą. To coś innego! Przestań myśleć o Amy. Lekcja dłużyła się wiec jak zadzwonił dzwonek wyszedłem z klasy z ulgą. Ali stała pod klasą. Trzymała w ręce dwa jabłka.
-Drugie śniadanie.
-Przecież za dwie godziny mamy lunch.
-Rozgryzłeś mnie. To miał być pretekst-powiedziała całując mnie przelotnie w usta. Nawet nie wyobrażałem sobie, że może być tak wspaniale. Jestem szczęśliwy. Nareszcie.
-Wiesz co musimy dzisiaj zrobić?-zapytałem z błyskiem w oku-Punkt szósty. Dziesięć batonów pod rząd. Jesteś pewna że dasz radę? Jeszcze przytyjesz!-zażartowałem. Nie znoszę, kiedy dziewczyny postanawiają się odchudzać a szczególnie te, które są szczupłe.
-Lepiej ty uważaj! To nie ja siedzę całymi dniami w łóżku-odgryzła się. Zadzwonił dzwonek i znowu rozdzieliśmy się. Chemię miałem z Megan, która starała się unikać mojego spojrzenia. Plotki w Constance Billard przenoszą się zadziwiająco szybko. Bardzo ciekawi mnie reakcja Connora. Co znaczy "już od początku powinieś z nią być?" Mój przyjaciel nigdy nie był fanem zakochanych, jeśli można to tak określić więc jego wyznanie podwójnie mnie zaskoczyło. W porze lunchu wprowadziliśmy w życie punkt szósty. Oczywiście oboje daliśmy radę lecz przy połowie już zaczęło mnie mdlić. Podczas choroby zmienili mi dietę przez co nie jadłem tyle słodyczy. Kiedy dostałem takiej dawki cukru trochę zakręciło mi się w głowie. Ale ogólnie mieliśmy dużo zabawy.
-Wiesz co?
-Hm?-spytała zajadając się jeszcze ostatnim batonem.
-Postanowiłem coś zmienić. Już nie chcę mieć czarnego koloru w pokoju. To takie smutne. Co powiesz na zielony? Ostatnio to mój ulubiony kolor.
-Słodzisz dzisiaj-prychnęła ze śmiechem i wróciła do budynku.

Kiedy odeszła Allison przysiadł się do mnie Connor. Dzisiaj już nic mnie nie zdziwi.
-Więc jak to się stało, że jesteście razem?-zapytał z tym swoim błyskiem w oku jak zwykle. Był zawsze dobrym doradcą, jeśli chodziło o Amy, dlatego poczułem się jakbyśmy znów mogli być przyjaciółmi.
-To świeża sprawa, ale chyba po raz pierwszy jestem naprawdę zakochany-przyznaję.
-Widać-klepie mnie przyjacielsko po plecach-A teraz mi powiedz co mam zrobić w stosunku do Becki?
18.Odnowić stare stosunki z Connorem.
Odwracam to o czym pomyślałem wcześniej. Jednak coś dzisiaj jeszcze mogło mnie zaskoczyć.
-Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek usłyszę coś takiego od ciebie.
Na twarzy chłopaka zrobiła się zmarszczka i grymas na twarzy.
-Ja też nie. A najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę jaka ona jest głupia.
Staram się być poważny. To prawda, Becka nie jest mądra. Została przewodniczącą, bo ma dużo pieniędzy więc budzi szacunek u ludzi.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że znowu możemy normalnie ze sobą porozmawiać. Ciebie brakowało mi najbardziej, mimo iż przyznam byłem na ciebie wściekły tak jak na resztę-rzekłem patrząc na niego twardo. On tylko kiwnął głową.
-Przepraszam. Po prostu..moja babcia też umarła na raka. Jeszcze przed wstąpieniem do Constance Billard. Widzisz, wtedy pomyślałem że nie chciałem stracić Elity ale tak naprawdę chodziło mi o nią i rozpadamy się, Ben. Dużo się zmieniło przez ten czas, kiedy cię nie było.
Wtedy po schodach szkoły prywatnej zaczęła schodzić Megan z jakimś starszym chłopakiem. Jednak, niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. Mimo wszystko lubiłem Meg ale teraz nie potrafiłbym nadal się z nią przyjaźnić. Wyrosłem z tego.
-Idziemy się napić?-zaproponował Connor podnosząc swoją torbę, którą przewiesił przez ramię.
-Jasne-zgodziłem się. Ostatni raz. Wróciłem późnym wieczorem ale nie tak by matka się o mnie martwiła. Siedziała jeszcze na kanapie z lampką szampana. Oparłem się o framugę drzwi i zsunąłem po niej zasypiając. Trochę przesadziliśmy ale jest to jeden z punktów listy. Ostatnio bardzo często o niej myślę. Po drodze trafiliśmy na nijaki "Street dance" o którym wspominałem na początku semestru. Nie pamiętam dokładnie co się tam zdarzyło. Prawdopodobnie nie myślałem już zbyt jasno.
Obudziłem się rano w swoim łóżku. Słońce zaczęło przedzierać się już przez okno a mama krzątała się po kuchni. Teraz jest odpowiedni moment. Nie mam aż takiego kaca jak przypuszczałem, ze będę mieć. Mimo to wstałem z wielkim trudem z łóżka. Mama miała na sobie jeszcze szlafrok ale nawet w piżamie i bez makijażu wyglądała zjawiskowo.
-Mamo, mogę się ciebie o coś zapytać?-spojrzała na mnie i zmrużyła oczy. Na jej twarzy odmalował się uśmiech jak zawsze, kiedy ktoś się do niej zwróci lub jak jest gdzieś w miejscu publicznym.
-Mów, proszę.
-Pewnie wiesz, że tata mówił mi co nieco o waszej przeszłości-zacisnęła rękę na szklance-Ale nie powiedział mi wszystkiego.
-Zapewne nie powiedział tego co uznał za słuszne-rzekła surowo siadając na kanapie i zaczęła stukać po szklance. Zawsze tak robiła, kiedy się czymś denerwowała.
-Chcę wiedzieć. Proszę-usiadłem obok niej i położyłem swoją dłoń na jej kolanie. Przez chwilę patrzała się w jeden punkt rozmyślając nad czymś.
-Chcesz wiedzieć kto jest twoim ojcem.
Przytaknąłem głową na znak zgody.
-Obiecaj mi proszę, że nie pójdziesz do tego mężczyzny i nic do niego nie powiesz niestosownego.
Zgodziłem się od razu.
-Jan Knight.
Ojciec Amy?! Wstałem wzburzony. Mama przytrzymała mnie ręką.
-Pozwalałaś mi spotykać się z Amy, kiedy wiedziałaś że jest moją siostrą?! Mogłaś coś zrobić! Cokolwiek! Albo chociaż rozdzielić nas w jakiś sposób-krzyknąłem podnosząc coraz bardziej głos. Poczułem, że moje policzki zaczynają się robić czerwone.
-Wiedziałam, że ten związek prędzej czy później się rozpadnie i Amy nie jest twoją siostrą. Żona, Jana nie mogła mieć dzieci więc postanowiła adoptować dziecko. Dziewczyna nic o tym nie wie, więc nie wpychaj się w nie swoje sprawy-rozkazała stanowczo chociaż słyszę w jej głosie smutek.
-Zostawił cię samą z dzieckiem?
-Nawet nic nie wie. Uciekłam od razu jak dowiedziałam się o ciąży. Pomyślałam wtedy, że musiałabym związać się z człowiekiem, którego nie kocham a na dodatek miłowałam kogoś innego.
Spodziewałem się wszystkiego ale z pewnością nie czegoś takiego. Opuściłem pomieszczenie i wyszedłem do szkoły. Na dole czekała już Amy. Pewnie siedziała tam już od jakiegoś czasu, bo miała nieco groźną minę ale zobaczywszy mnie spoważniała.
-Co się stało?-zapytała z troską.
Amy nigdy by się mnie o coś takiego zapytała. Po prostu dostałbym ochrzan za spóźnienie.
-Opowiem ci w samochodzie.
Dziewczyna z którą byłem jakiś rok jest moją przyszywaną siostrą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz