środa, 12 września 2012

Rozdział 8

Teraz będę patrzył na nią całkiem inaczej. Z pewnością to nie będzie już Amy, którą nie znoszę. Może dostałem szansę, którą straciłem jeśli chodzi o Katniss? Odizolowując się od mojej przyszywanej siostry popełnię ten sam błąd co z Kat. Nie musi wiedzieć co mnie kieruje. Uszanuję prośbę mamy. Allison uważa, że przyjaźniąc się z Amy powrócę do dawnego świata, czego naprawdę nie chcę. Już i tak zaakceptowałem Connora i nie żałuję. Potrzebuję przyjaciela. Choroba schodzi na drugi plan, ostatnio czuję się całkiem nieźle. Bóle głowy ustępują. Aby zakończyć myśleć na te tematy zanurzyłem się w lekturze. W książce występuje imienniczka Katniss. Mamie z pewnością spodobałaby się taka postać ale myślę, że w tamtych czasach nie było jeszcze "igrzysk śmierci". Do mojego pokoju weszła moja dziewczyna w zwiewnej, białej sukience. Na dworze panował chłód ale ona zawsze musi się czymś wyróżniać. Na twarzy zaczęły pojawiać się rumieńce, spowodowane zmianą temperatury ciała.
-Wiem wszystko-rzekła i usiadła na fotelu, który stał zaraz obok łóżka. W ciągu tego roku spędziłem w tym pokoju więcej czasu niż przez całe życie.
-To znaczy?-zapytałem. Wtajemniczyłem ją w całą sprawę w samochodzie, kiedy jechaliśmy do szkoły.
-Wiem, gdzie jest moja matka i dlaczego odeszła. Wiem wszystko-wyznała ze stoickim pokojem. Naprawdę podziwiam ją za to opanowanie. Popatrzałem na nią tylko by mówiła dalej-Eva Miller była
współlokatorką mojej mamy w akademiku. Nie były jakimiś dobrymi przyjaciółkami ale nie były też wrogami. Na drugim roku wezwano Eve do dyrekcji. Okazało się, że moja mama pokazała im ściągi swojej współlokatorki. Miała ona wszystkie wyniki testów, które mają się odbyć. Wyrzucono ją ze szkoły, miała tylko kilka dni aby się wynieść. Po skończeniu studiów mama wyszła za mąż za tatę w którym podkochiwała się Eve. Ta rozpoczęła studnia w innej uczelni i zakończyła je z jednym z najlepszych wyników w klasie. Dwa lata temu mama zrobiła jakieś przewinienie w pracy. Gdyby sprawa została upubliczniona trafiłaby do wiezienia. Eva wykorzystała te potknięcie. Kazała się wycofać ze swojego życia rodzinnego, jeśli nie chce by jej córka miała matkę kryminalistkę-powiedziała wszystko na jednym oddechu.
-Jak w takim razie twój ojciec dostał papiery rozwodowe? W jakiś sposób musiał dostać rozwód, skoro jest z panią Miller-odpowiedziałem.
-To była część warunku. Pewnie chcesz jeszcze zapytać skąd to wszystko wiem.
-Domyślam się, że nie mógł powiedzieć ci tego twój tata.
-On nie wie wszystkiego i właśnie nie wiem jak mu to wszystko powiedzieć. Żył z oszustką przez ostatni rok i stracił przez nią mamę-spuściła wzrok-Wspólnik Eve się wygadał. Przyszedł dzisiaj do mnie, czekając przed moim hotelem. Myślę, że ją kocha a ona go perfidnie wykorzystała.
Widzę, że obie nasze rodziny kryją mnóstwo sekretów. Pewnie jak większość na Upper East Side. Wszyscy tutaj kłamią. Czasem tego zazdroszczę tym za mostem. Są uczciwi w stosunku do siebie, mimo iż nie mają wszystkie o czym pomyślą czy zamażą. Ale nie wszyscy. Zawsze są jakieś wyjątki. Nawet w naszym świecie.
-Bez względu na wszystko musisz mu powiedzieć. Trzeba ukarać w jakiś sposób tą oszustkę ale nie chodzi tylko o to.
-Może powinnam najpierw ją odnaleźć? Nie mogła wyjechać daleko, mama była uzależniona od swojej pracy-proponuje. W jej oczach ujrzałem prośbę. Chciała bym jej pomógł. Oczywiście, że to zrobię tylko..czy ona chce być odnaleziona?
-Zróbmy to-decyduję się po chwili wahania.
-Pomyślę nad tym jeszcze. Teraz ty mi powiedz co postanowiłeś w stosunku do Amy.
Miałem nadzieję, że się o to nie spyta. Tak naprawdę nie mam pojęcia. Z jednej strony to prawda, będąc przy niej, po części nadal będę tkwił w przeszłości a jeśli tego nie zrobię mogę tego żałować.
-Nie chcę postąpić tego samego błędu, który postąpiłem z Katniss- wyznałem powoli.
-Miałam nadzieję, że to powiesz-powiedziała i pocałowała mnie z uśmiechem. Myślałem, że spodziewała się innego rozwiązania. Zauważyła moje wahanie i od razu wytłumaczyła:
-Gdybyś postanowił olać Amy uznałabym, że wcale się nie zmieniłeś a teraz udowodniłeś, że jest inaczej. A jak idzie ci książka?-zapytała.
-Skończona-odpowiedziałem dumny z siebie.
19.Zaopiekować się Amy.
Kolejna rzecz, którą mogę dopisać do listy. Jeszcze rok temu pomyślałbym, że wypełnianie zadań z jakiejś tam listy może być idiotyzmem. Mimo iż podjęliśmy decyzje nie będzie to takie łątwe do zrealizowania. Tak naprawdę matka Allison może być wszędzie, chociaż myślę że nie odeszła daleko. Amy za to jest przekonana, że ją nienawidzę. Mam jeszcze weekend, pora odpoczynku.

***


-Umówiłem się z Becką- powiedział mój przyjaciel pokazując swoje idealne zęby. Szliśmy właśnie szkolnym korytarzem w drodze do kolejnej klasy. Akurat tak się złożyło, że mieliśmy razem dwie lekcje pod rząd.
-Kiedy byłem w domu doszły do mnie słuchy że już wtedy się spotkaliście-przyznałem. Z twarzy Connora zszedł uśmiech. Zmarszczył brwi i odpowiedział:
-Owszem ale widzisz..tuż przed spotkaniem zobaczyłem jak podprowadza ją jakiś inny chłopak.
Typowe zachowanie dla naszej przewodniczącej. Tylko wydawało mi się, że jak Connor zmieni zdanie ona zmieni swoje postępowanie. Najwidoczniej nie zależy jej tak bardzo jak przypuszczaliśmy.
-Dlaczego więc spotykasz się z nią znów?
-W końcu każdy powinien dostać drugą szansę, prawda?-rzekł. To prawda. Również podarowałem ją jemu, bo wiem że jej nie zmarnuje. Allison również podarowała mi drugą szansę. Więc Con ma rację, każdy powinien móc poprawić swoje błędy.
-Jeśli to zepsuje, co zrobisz?
-Z pewnością nie pogrążę się w rozpaczy, przyjacielu-zaśmiał się i weszliśmy do klasy. Oczywiście spóźnienie. Nie moja wina, że korytarze są zbyt długie i nie potrafimy zdążyć do następnej klasy na czas. Zajęliśmy miejsca na końcu sali. Lepiej nie widzieć spojrzenia pani McBenc. Jakby widziała każdą twoją myśl.
-O co chodzi z Amy?-zapytał mój sąsiad z ławki szeptem.
-To znaczy?-zapytałem ze strachem, że Allison coś mu powiedziała. Jest moim przyjacielem ale każdy ma swoje tajemnice.
-Widziałem jak dzisiaj rozmawiacie-dodał.
-To aż takie dziwne?
-Co jak co ale nie spodziewałem się, że będziesz chciał spędzać z nią nadal czas. Kiedy cię nie było mało kto w ogóle zwraca na nią uwagę. Jasper dowiedział się, że chciała do ciebie wrócić kiedy myśleliśmy..że jesteś już zdrowy-wyjaśnił ale nie zdołałem już nic odpowiedzieć, ponieważ na środek klasy wywlokła nas nauczycielka. Nawet na końcu sali jej wzrok jest w stanie wychwycić wszystko. Zakończyło się dwoma jedynkami. Zadzwonił dzwonek i wszyscy z ulgą opuścili pomieszczenie. Niespodziewanie przed szkołą stała macocha Allison. Z surową miną jak zwykle, lecz próbowała udawać radość na widok swej pasierbicy. Za dużo świadków. Ali, obiecała mi że porozmawia dzisiaj z tatą. Chyba, że..Eva będzie szybsza. Mogła się dowiedzieć, że jej niewolnik puścił parę. Zszedłem szybko po schodach i pospiesznie wsiadłem do samochodu państwa Bath. Kobieta spojrzała na mnie gniewnie.
-Co tu robisz młodzieńcze? Zachowujesz się bardzo nieuprzejmie! Jeśli natychmiast nie wysiądziesz obiecuję ci chłopcze, powiadomię twoich rodziców o twoim występku.
-W porządku. Miałam tacie przedstawić Bena. Zapomniałam o nim, przepraszam że nic nie wspomniałam.
-Twój ojciec nie lubi nie zapowiedzianych gości.
-Dla niego zrobi wyjątek, wezmę to na siebie-powiedziała Ali biorąc mnie za rękę. Kobieta odwróciła się i wyjechała. Pierwsza bitwa wygrana. Najgorsze przed nami. Jeszcze nigdy nie byłem w środku. Na półkach stały puchary a meble w kolorze ciemnego brązu. Apartament surowy ale nowoczesny. Na samym końcu dużego salonu siedział w fotelu George Bath. W ręce trzymał szklaneczkę whisky.
-Witaj Eve, co ta długo? Jedzenie już prawie wystygło-powiedział mężczyzna. W jego głosie nie można było wyczuć żadnych emocji.
-Benjamin Cort bardzo chciał jechać z nami. Tłumaczyłam mu, że nie spodziewamy się gości lecz Allison nalegała.
Wzrok mężczyzny przeniósł się na córkę. Uśmiechnął się. Chyba pora by się przedstawić.
-Tatku, to jest mój chłopak Ben. Ben to jest mój tata.
Podaliśmy sobie ręce. Na początku robił wrażenie zimnego lecz podczas obiadu doszedłem do wniosku, że to naprawdę w porządku facet. Po prostu jest trochę pogrążony w smutku. Opowiada coś a potem nagle cichnie. Eve przez cały obiad nie wypowiedziała ani jednego słowa. Siedziała sztywno posyłając w naszym kierunku gniewne spojrzenia.
-Trenujesz coś, chłopcze?-zapytał mężczyzna. Spodziewałem się takiego pytania.
-Koszykówkę ale gram dla rozrywki, nigdy nie miałem z nią żadnych większych planów-wyjaśniłem z uśmiechem. Szkoda, że nie mogłem się trochę bardziej przygotować na ten obiad. Co jak co ale zależało mi na zaimponowaniu Georgowi Bathowi! I przede wszystkim jest ojcem Allison.
-Najważniejsze jest byś w życiu robił to co kochasz-powiedział i znowu wrócił do stanu chwilowego 'otępienia'. Myślę że zrobiłem należyte wrażenie, pora się zbierać. Pożegnałem się z mieszkańcami pokoju numer 144 i zjechałem windą w dół. Po wyjściu z hotelu obejrzałem się tylko raz ale nie pojechałem do domu. Ruszyłem w stronę Amy. Ta mieszkała w domku na obrzeżach miasta co wiązało się z dojeżdżaniem do szkoły. Najbliżej było do mnie przez co najpierw trafiała do mnie. Oczywiście nie chodziło tylko o to. Dojazd trwał niecałą godzinę ale robiło się coraz ciemniej. Dobrze, że rodzice Amy przywykli do moich wizyt wieczorem, nawet bardzo późnym czasem. Otworzyła drzwi już po pierwszym dzwonku.
-Ben? Witaj, wejdź proszę-przywitała się nieco zmieszana. Miała na sobie już skąpą piżamkę. Zarumieniła się lekko i pokazała gestem ręki, gdzie mam iść. Dobrze znałem ten dom. Może nie byliśmy za dobrą parą ale często się spotykaliśmy. Nasze matki doskonale się znały. Jak mama mogła się przyjaźnić z kobietą, która była żoną ojca jej dziecka? Nieważne.
-Chciałem cię przeprosić. Widzisz..byłem trochę na ciebie zły i potraktowałem cię niegrzecznie-tak naprawdę miałem prawo aby jej dowalić ale chciałbym się pogodzić a nie pomoże mi w tym szukanie racji.
-Nie masz mnie za co przepraszać. To ja zachowałam się jak..nieważne. Sam wiesz.
-Nie będę ukrywał, ze to prawda ale myślę, że możemy nadal się przyjaźnić.
Spojrzała na mnie a po jej policzkach zaczęły spływać łzy zmywając makijaż. Przytuliła się do mnie i mimo iż nie widziałem jej twarzy wiem, że się uśmiecha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz